Ukraińskie czytanie. Część 1

Ilustracja: Justyna Lipka

W wojnie Rosji przeciwko Ukrainie nie chodzi o minerały ziem rzadkich, czarnoziem ani przemysł Donbasu, nie chodzi o obronę „ruskiego miru”. Zdaniem Putina nie istnieje ani naród ukraiński, ani odrębna ukraińska kultura – Rosjanie pragną jednocześnie ją zawłaszczyć i unicestwić. Ukraińcy dobrze o tym wiedzą: może zniknąć nie tylko ich państwo. Żeby przetrwać, muszą mieć nie tylko broń i pociski, ale też książki, poetów, własny język. Za naszą wschodnią granicą przebiega istotny proces: Ukraińcy piszą, tłumaczą i wydają więcej książek niż przed pełnowymiarową inwazją. Kultura ukraińska rozkwita, choć podobnie jak w Unii Europejskiej trzeba walczyć o spowolnienie spadku czytelnictwa.

Książki na front

„Przekaż książkę na front” – plakat z tym hasłem wita klientów dużych sieci i niezależnych księgarń w całej Ukrainie. W ramach akcji „Książka na front”, zainicjowanej w maju 2023 roku, można kupić i odłożyć przy kasie książkę dla żołnierza broniącego Ukrainy na pierwszej linii, przebywającego na szkoleniu lub w szpitalu. W środku prezentu można wpisać słowa wsparcia, wdzięczności czy po prostu dobre życzenia.

W działającej codziennie od rana do nocy dużej księgarni-kawiarni Sens na kijowskim Chreszczatyku wybieram Культ (Kult) Lubki Deresza, powieść wydaną w Polsce w 2005 roku w wersji mocno budżetowej. Nowe ukraińskie wydanie jest piękne, w dużym formacie i z twardą, błyszczącą okładką. Deresz – który napisał Kult jako piętnastolatek – jest dziś klasykiem przekładanym na wiele języków, ale również książki młodszych autorek i autorów ukazują się podczas wojny w Ukrainie w efektownych wydaniach.

Akcję „Książka na front” prowadzi organizacja pozarządowa Desant Kulturalny przy wsparciu ukraińskiego Ministerstwa Kultury oraz Nowej Poczty, która odpowiada za transport darów. Oprócz wojskowych z Desantu Kulturalnego na tereny przyfrontowe zaglądają czasem autorzy przekazywanych książek, by spotkać się osobiście z obrońcami. To odpowiedź na konkretne zapotrzebowanie.

Dotychczasową najsłynniejszą próbą zaspokojenia analogicznej potrzeby była akcja rządu Stanów Zjednoczonych z czasu drugiej wojny światowej: w ciągu pięciu lat, od 1943 do 1947 roku, amerykańscy żołnierze dostali w sumie 122 951 031 książek w kieszonkowym formacie i miękkiej okładce (tzw. armed service edition). Wybór tytułów pozostawał w gestii wydawców i specjalnej komisji. Oprócz westernów i kryminałów w świat ruszyli Hemingway, Dickens, Twain, Steinbeck, Conrad… Wbrew obawom (rozdawnictwo!) akcja nie zrujnowała rynku książki, za to pomogła wykształcić nawyk czytania wśród ludzi ze wszystkich warstw społeczeństwa.

Żołnierze na froncie czytają. Udział w wojnie – choć to nie jest pierwsze związane z nią skojarzenie – to w dużej mierze czekanie: czekanie na rozkaz wyruszenia do walki czy przeniesienia się na nową pozycję, czekanie na ruchy wroga, wreszcie krótkie chwile oddechu po starciu. Czas się dłuży, napięcie nie opada, warto zająć czymś głowę choć na kilkanaście minut. Również książką elektroniczną (takie też można kupować w ramach akcji), bo niemal każda żołnierka i każdy żołnierz w liczących około miliona ludzi Siłach Zbrojnych Ukrainy ma dostęp do telefonu i generatora.

Do kwietnia 2025 roku liczba egzemplarzy przekazanych w ramach akcji „Książka na front” przekroczyła 34 tysiące, a obecnie – w chwili publikacji tego tekstu – na stronie organizacji widnieje informacja o 42 tysiącach. Oprócz dostaw z księgarń zdarzają się dary od prywatnych firm i wydawców. Czasem konkretne potrzeby zgłaszają psycholodzy, kapelani brygad i batalionów, przedstawiciele centrów szkolenia i szpitali. Przebojami „Książki na front” długo były biografia Winstona Churchilla autorstwa Borisa Johnsona oraz Моссад. Найвидатніші операції ізраїльської розвідки (Mossad. Najważniejsze misje izraelskich tajnych służb) Michaela Bar-Zohara i Nissima Mishala. Czy to wojskowa specyfika? Niekoniecznie, bo w ostatnich latach obie te książki należą do najpopularniejszych tytułów w Ukrainie w ogóle.

„«Książka na front» jest jak zabawa «Secret Santa»: odbiorca nie wie, od kogo dostał książkę, ale i ty nie wiesz, komu ją kupujesz” – wyjaśnia Ołeksij Erinczak, założyciel Sensu. „Jednak aż tak się nie różnicie: nie znam liczb, ale myślę, że jakieś 90 procent naszej armii do niedawna było cywilami. Gdy wojna się skończy, moi znajomi żołnierze zakończą służbę w armii. Może z zawodowymi jest inaczej, ale wśród wczorajszych cywilów ten, kto lubił mangę, nadal czyta mangę, kto fantasy, nadal czyta fantasy, kto chce się inspirować wielkimi postaciami, czyta o Churchillu, a w przerwach wszyscy sprawdzają posty na Facebooku czy Instagramie. W innych krajach, choćby w twoim, trudno to zrozumieć, ale to faktycznie cywile. Nie zmienili upodobań czytelniczych tylko z tego powodu, że włożyli mundury, walczą i na razie nie mają widoków na powrót. Naszym obowiązkiem jest zrozumieć ich życiową drogę, nauczyć się ich nie retraumatyzować”.

Szacunki Erinczaka wydają się realistyczne: w kwietniu 2025 roku prezydent Wołodymyr Zełenski powiedział, że w ukraińskiej armii służy od 600 do 800 tysięcy ochotników. Wcześniej, pod koniec 2024 roku, szef Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy, odpowiednika naszej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, podał, że od wprowadzenia stanu wojennego do armii powołano 1,05 miliona osób.

Wracając do książek: w Sensie dobrze sprzedaje się również poezja Wasyla Stusa, zabitego w sowieckim gułagu w 1985 roku, już za czasów Gorbaczowa, Есенціалізм. Мистецтво визначати пріоритети (Esencjalista. Mniej, ale lepiej) Grega McKeowna, pozycja z dziedziny rozwoju osobistego, a także książka non fiction Чому нації занепадають? (Dlaczego narody przegrywają) Darona Acemoğlu i Jamesa A. Robinsona. Na wojskowej liście jest też… Kuchnia terroru (Кухня терору) Witolda Szabłowskiego. Na front często jeździ ukraińska literatura piękna, w tym wydana w 2023 roku За Перекопом є земля. Кримський роман (Za Perekopem jest ziemia. Powieść krymska) Anastasiji Łewkowej, poświęcona poszukiwaniu tożsamości i wielonarodowej historii półwyspu (dofinansowanie na przekład tej książki na polski zdobyło Kolegium Europy Wschodniej). Jesienią 2025 ukraińskie księgarnie podbił zbiór krótkiej wojennej prozy Гемінґвей нічого не знає (Hemingway nic nie wie) Artura Dronia, poety i pisarza, żołnierza ciężko rannego na froncie.

Wojenne losy rynku książki

W 2021 roku, w 30-lecie niepodległości, ukraińscy specjaliści na forum „Ukraina 30” ocenili wartość rynku książki na 122 miliony dolarów (oszacowując to jako 20 procent wartości polskiego rynku). W związku z pełnowymiarową inwazją w 2022 roku wstrzymano w Ukrainie państwowe programy wspierające rozwój literatury i czytelnictwa, w tym programy uzupełniania zbiorów bibliotecznych czy dofinansowania przekładów. Produkcja podręczników szkolnych, których nakład w 2021 stanowił 21 procent rynku, zmniejszyła się do 0,03 procent, ogólna sprzedaż książek spadła zaś o ponad 70 procent w stosunku do roku 2021 (szczegóły w raporcie Показники книжкової галузі України | 2024). Dane podawane na stronach Ukraińskiego Instytutu Książki mówiły już o około 170 milionach dolarów w 2023 roku i o 200 milionach dolarów w roku 2024, kiedy to wydano 15 601 tytułów w łącznym nakładzie 33 315 000 egzemplarzy. O ile jednak rzeczywiste dochody wydawców wynoszą już 173 procent tych z 2020 roku, o tyle nakłady osiągnęły dopiero 80 procent. Nadrabianie strat po pandemii i pełnowymiarowej inwazji jest mozolne (warto pamiętać, że VAT na książki jest zerowy), ale w 2024 roku po raz pierwszy od 2020 wzrósł średni nakład – do 2346 egzemplarzy. W szczegółach analizuje to obszerny raport Фінансові результати підприємств книжкової галузі 2021–2024. Raport Ukraińskiego Instytutu Książki z badania wskaźników branży książkowej za rok 2024, opublikowany w połowie 2025 roku, potwierdza utrzymywanie się stabilnej tendencji wzrostowej.

To, że od początku 2023 roku nakłady stopniowo rosły, a ukraińscy wydawcy, zwłaszcza najwięksi, zaczęli zarabiać więcej niż przed pełnowymiarową inwazją, może dziwić. Ale, choć zabrzmi to paradoksalnie, mimo wojny musiał nastąpić wzrost ukraińskiej produkcji książek. Wynikało to między innymi z wprowadzonego w 2022 roku, a podpisanego przez prezydenta rok później przepisu zabraniającego importu i sprzedaży książek z kraju agresora, Białorusi oraz terytoriów okupowanych, a także publikacji autorstwa obywateli Federacji Rosyjskiej (choć wciąż można sprzedawać książki po rosyjsku nieprzywiezione z Rosji). Na rynku otworzyła się przestrzeń, którą – pod nieobecność rosyjskich wydawców – zapełniły książki i wydawcy ukraińscy. Przed inwazją współczesna literatura światowa była w Ukrainie dostępna głównie w rosyjskich przekładach drukowanych w Rosji. Po zmianie prawa – i w ogóle po wybuchu „dużej” wojny – Ukraińcy tłumaczą więcej książek niż kiedykolwiek (Показники книжкової галузі України | 2024). Obecnie 32 procent tytułów literatury pięknej stanowią przekłady na ukraiński, a ich łączny nakład to 69 procent.

W 2024 roku w Ukrainie było 742 aktywnych wydawnictw, w 2023 – 775, w 2022 – 638, a przed inwazją, w 2021 – 1065. Duże i średnie oficyny radzą sobie po pandemii i w czasie wojny bardzo dobrze, ale najmniejsi wydawcy mają kłopoty – wielu zamknęło biura, pracuje za granicą, część przerwała działalność. Wpłynęły na to emigracja i powołania do armii, ewakuacja przyfrontowych miejscowości, ale nie tylko, jak uważa Bohdana Matijasz, pisarka, poetka, tłumaczka między innymi książek Kołakowskiego, Stasiuka i Szczygła.

„Małe wydawnictwa mają problemy z tym, żeby się utrzymać i rosnąć” – podkreśla Matijasz. „Często pracują w nich entuzjaści, którym brakuje wiedzy ekonomicznej. Nie potrafią radzić sobie w warunkach inflacji, jeśli wpadną w długi, to trudno im się odbić, a oprócz wiedzy brakuje im kapitału. Dobrze, jeśli humaniści wiedzą, jak ubiegać się o granty, ale dzisiaj to często za mało. Przykładem dobrego rozwoju jest Wydawnictwo Starego Lwa. Dzięki swemu dyrektorowi, którym jest Mykoła Szejko [dołączył w 2012 roku – przyp. JŚ], podniosło sprzedaż internetową, potem nakłady, rozszerzyło ofertę o nowe kategorie, a dziś może sobie pozwolić na otwieranie własnych księgarń. Nikt nie uwierzy, że kilkanaście lat temu otarli się o bankructwo”.

Stary Lew zaczynał w 2001 roku jako dwuosobowe wydawnictwo dziecięce, dziś ma około setki pracowników i jest jednym z największych wydawnictw w Ukrainie. Z drugiej strony zaczyna brakować miejsca dla tych, którzy nie potrafią się zmienić. Z początkiem grudnia 2024 roku Państwowa Akademia Nauk Ukrainy po 102 latach istnienia zamknęła wydawnictwo Naukowa Dumka (Myśl Naukowa). Pod koniec lat osiemdziesiątych było ono trzecim na świecie wydawcą literatury naukowej, po amerykańskim Pergamon Press i rosyjskiej Nauce. W niepodległej Ukrainie Naukowa Dumka publikowała już tylko słowniki i encyklopedie z różnych dziedzin, realizując państwowe zamówienia. Wydawnictwo i jego księgarnia przestały nadążać za potrzebami czytelników, a gwoździem do trumny były doniesienia, że firmowa księgarnia sprzedaje książki rosyjskie.

*

Przed pełnowymiarową inwazją aż 70 procent książek w Ukrainie było produkowanych w Charkowie. Miasto położone 40 kilometrów od granicy z Rosją jest stale bombardowane, włącznie z osiedlami mieszkalnymi i innymi budynkami nieistotnymi z militarnego punktu widzenia. I tak: 23 maja 2024 roku została zburzona i spalona drukarnia oraz introligatornia Factor-Druk, jedna z największych w Europie – Rosjanie ostrzelali ją rakietami S-300. Siedem osób zginęło, dwadzieścia jeden zostało rannych. Straty przekroczyły 8,5 miliona dolarów. Nadpalone i zniszczone w pożarze egzemplarze książek tydzień później można było oglądać na festiwalu literackim w Kijowie.

Na Factor-Druk przypadało 40 procent całej produkcji książkowej Ukrainy, w tym wiele podręczników szkolnych i akademickich. „To bezpośredni atak Rosjan na język ukraiński” – mówił po ataku p.o. ministra kultury Rostysław Karandiejew. Kilka miesięcy po zniszczeniu Factor-Druku, we wrześniu, gdy w zakładzie trwały już zaawansowane prace remontowe, placówkę odwiedził Timothy Garton Ash, który opisał sytuację w „New York Review of Books”.

„Pojechałem do Charkowa, żeby spłacić dług honorowy” – napisał w artykule wybitny brytyjski historyk. „Na początku roku charkowski Vivat opublikował ukraińskie wydanie mojej książki Homelands. Historia osobista Europy. Drukowała je lokalna firma Factor-Druk. Kilka tygodni później uderzyły w nią dwie rakiety S-300, z 70 osób pracujących na miejscu rany odniosło 21, a zginęło siedem […]. Andrij, kierownik produkcji w dużym i nowoczesnym kompleksie Factor-Druku, powiedział mi, że wyszedł z hali 25 sekund przed uderzeniem pierwszej rakiety. Trzy introligatorki, Ołena, Switłana i Tetiana, były blisko miejsca uderzenia. Znał je dobrze. «Z dwóch z nich nie zostało nic, po trzeciej tylko popiół», powiedział. Pokazał mi miejsce w hali, gdzie poniosły śmierć. […] Wychodząc, wpadliśmy na inną Ołenę, która ucierpiała w ostrzale. Na ręce nadal miała blizny, a jedno z jej oczu się nie otwierało. Zapytałem, czy ma wiadomość dla Putina. Odpowiedziała po rosyjsku, że chciałaby, żeby Rosja zniknęła z powierzchni ziemi”.

Ash wspomniał jeszcze, że zachodnie pojęcie „kultury undergroundowej” w Charkowie staje się dosłowne – prezentacja jego książki odbyła się w podziemnym schronie, jak większość wydarzeń kulturalnych w mieście. Swoją szóstą wizytę w Ukrainie od 24 lutego pisarz podsumował jako najbardziej ponurą. W bombardowaniach Charkowa oprócz siedzib kilku wydawnictw i wielu księgarń uszkodzono również kolejną wielką drukarnię Unisoft (25 procent rynku Ukrainy), a później jeszcze Hurov and Co. oraz, już w 2025 roku, Triada-Pak.

*

W lutym 2025 roku otworzyła się trzecia z księgarń Sens – w Iwano-Frankiwsku na zachodzie kraju. Według obserwacji Ukraińskiego Instytutu Książki liczba stacjonarnych księgarń w kraju wynosi obecnie około 800 (Показники книжкової галузі України | 2024), więcej niż przed pełnowymiarową inwazją.

„W latach ZSRR tuż obok dzisiejszego Sensu, w centrum Kijowa, działała ogromna księgarnia Drużba [Przyjaźń; później pod nazwą Planeta – przyp. JŚ]” – opowiada Bohdana Matijasz. „W latach dziewięćdziesiątych się zamknęła, a w miejscu po niej przez wiele lat nic się nie otworzyło. Nie mieliśmy wtedy dużych, dobrych księgarń, brakowało pieniędzy na publikowanie ukraińskich książek, na spotkania literackie. To się zmieniło, gdy około 2003 roku otwarto w Kijowie dużą księgarnię Bukwa, trochę podobną do waszego empiku – tyle że w nowoczesnym, kilkupiętrowych gmachu były może trzy półki z ukraińskimi książkami”.

Pierwszą księgarnią nowego typu – z zacisznym miejscem do czytania, organizującą spotkania z pisarzami, promocje książek – było Je. Otwarte w Kijowie w końcówce 2007 roku miało – w czasach, gdy w ukraińskich księgarniach dominowały publikacje w języku rosyjskim – straceńczy plan: popularyzację książek ukraińskich. Na początku tylko takie sprzedawano, dopiero z czasem stanęła w Je półka z literaturą obcojęzyczną, a na niej książki po polsku, angielsku czy rosyjsku. Forum Wydawców we Lwowie (organizujące targi pod nazwą Lviv BookForum) już w pierwszym roku istnienia Je uznało księgarnię za najlepszą w Ukrainie. Dziś w kraju działa 89 oddziałów – to największa i najbardziej dochodowa sieć, której połowę zarobku przynosi księgarnia internetowa; 95 procent oferty Je stanowią książki po ukraińsku. A zaczęło się od sukcesu pierwszego Je, wokół którego szybko zaczęło się kręcić życie literackie Kijowa.

„Prawie codziennie coś tam się działo” – wspomina Bohdana Matijasz. „Wieczorami przychodziło się w ciemno: na spotkanie autorskie, odczyt poezji, prezentację przekładu”.

W tamtym okresie, pod koniec lat zerowych, Matijasz przez półtora roku była kuratorką comiesięcznego cyklu „Czytelnia literacka” (Книжкова читальня), w ramach którego prezentowano przekłady z literatury polskiej, na przykład Rodzinną Europę Miłosza. Ten pomysł profesor Oli Hnatiuk, postaci kluczowej dla polskiej ukrainistyki, wsparła Ambasada RP, gdzie naukowczyni wtedy pracowała. „Wcześniej księgarnie zajmowały się tylko sprzedażą, nie było w Ukrainie tradycji spotkań literackich. Dopiero Je to zmieniło” – podkreśla Matijasz.

W przypadku księgarń mimo wojny obroty z roku na rok stabilnie rosną i są już dwukrotnie wyższe niż przed wojną, a w 2022 roku nie było spadku. Według raportu Ukraińskiego Instytutu Książki za rok 2024 (Показники книжкової галузі України | 2024) największymi sprzedawcami są charkowskie sieci KSD i Knyholend (własność wydawnictwa Ranok), a także kijowskie Je oraz Yakaboo. Według badania Info Sapiens 41 procent czytelników w Ukrainie zaopatruje się w księgarniach, ale na wschodzie i południu kraju, a także w mniejszych miejscowościach jest ich jak na lekarstwo. W Odesie pierwsza ukraińska księgarnia otworzyła się w 2011 roku, a druga siedem lat później. Na południu i wschodzie możliwość czytania dają przede wszystkim biblioteki. Jednak nawet one są celem rosyjskich ataków – spośród co najmniej 1333 zabytków dziedzictwa kultury oraz 2185 obiektów infrastruktury kulturalnej uszkodzonych w atakach aż 784 stanowią biblioteki o szczególnym znaczeniu kulturowym (dane ministerstwa kultury z lutego 2025), w tym Biblioteka Narodowa Ukrainy im. Jarosława Mądrego w Kijowie, a wcześniej między innymi Biblioteka Narodowa Ukrainy im. Władymyra I. Wernadskiego czy Biblioteka Naukowa im. Maksymowicza Narodowego Uniwersytetu Kijowskiego im. Tarasa Szewczenki. Z ponad 14 tysięcy bibliotek publicznych funkcjonujących w Ukrainie przed wojną aktywnie działają 3–4 tysiące. Od początku inwazji pracują w nich wolontariusze, udziela się tam wsparcia psychiczno-emocjonalnego członkom lokalnych społeczności i osobom wysiedlonym oraz dba o ukraińską tożsamość.

Bohdana Matijasz ostatni raz była w obwodzie odeskim, w nadmorskiej miejscowości, w 2021 roku, sześć miesięcy przed wielką wojną. „Musieliśmy coś załatwić, pani z hoteliku odesłała nas do jednego starszego pana” – wspomina. „Idziemy z Kost’em, moim mężem, prosimy o to, co nam potrzebne, a ten pan patrzy na nas i mówi: «A skąd wy jesteście, banderowcy?». Nigdy mi się nie zdarzyło, żeby ktoś nazwał mnie banderowcem tylko dlatego, że mówię po ukraińsku. W ogóle nie podzielam tej ideologii, ale dla tego człowieka każdy mówiący w innym języku niż on, był banderowcem. Tego się nie da wymyślić, rozumiesz? Nie uwierzyłabym w taką opowieść. Co możesz takiej osobie powiedzieć? Dlatego proszę się nie dziwić, że księgarnie zaczęły powstawać tuż przed wojną i powstają w czasie wojny, a książki ukraińskie różnych gatunków są tak popularne”.

Czytanie jako koło ratunkowe

Według badania pracowni Info Sapiens dla Ukraińskiego Instytutu Książki z grudnia 2024 codziennie czyta książki lub ich słucha 16 procent Ukrainek i Ukraińców – dwa razy więcej niż w 2020 roku. Kilka razy w tygodniu po książkę lub audiobook sięga 16 procent badanych, podczas gdy 34 procent nie czyta wcale, a 14 procent kilka razy w roku.

Te same badania wskazują, że w czasie wojny wzrosło zainteresowanie czytelników książkami w języku ukraińskim, i to w niedocenianych dotychczas kategoriach. Nie chodzi tylko o zagraniczne książki, których tłumaczenie na ukraiński wcześniej miało niewielki sens ekonomiczny. Ukraińskie czytelniczki i czytelnicy (kobiety to 55 procent) w obliczu zagrożenia zaczęli chętniej sięgać po książki non fiction: o historii Ukrainy, jej kulturze i sztuce oraz relacjach ich państwa z Rosją, a także po klasykę literatury ukraińskiej.

„Są dwie odpowiedzi na pytanie o wzrost czytelnictwa [w języku ukraińskim] w czasie wojny” – mówi Ołeksij Erinczak. „Zacznę od inspirującej. Przed 24 lutego częsta u nas była postawa: to nieistotne, czy mówisz po rosyjsku, czy po ukraińsku, czy jesteś Rosjaninem, Ukraińcem, a może Białorusinem. Wszyscy jesteśmy wolnymi ludźmi! Gdy zaczęła się duża wojna, jak się u nas o niej mówi, ci, którzy zostali po tej stronie frontu, w pewnym sensie nie mieli wyboru. Zidentyfikowali się jako Ukraińcy, i bardzo dobrze, ale z drugiej strony tak było bezpieczniej, niż chodzić po ulicy i mówić «ja ruski». Dla większości język rosyjski stał się nieakceptowalny”. Temu zjawisku właściciel Sensu przypisuje nową popularność ukraińskiej klasyki, jak ta spod znaku „rozstrzelanego odrodzenia” (w ostatnich latach tłumaczonego również na polski) – pokolenia pisarzy aktywnych w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku, wymordowanego w czasach wielkiej czystki Stalina. Twórczość Mykoły Chwylowego, Mike’a Johannsena, Mykoły Kulisza, Waleriana Pidmohylnego, Mykoły Zerowa pozwala zrozumieć, co znaczy być Ukraińcem i współtworzyć wspólnotę.

„Jest też odpowiedź pragmatyczna” – kontynuuje swą myśl Erinczak. „Rosyjskie książki, które zajmowały trzy czwarte rynku, znikają, a ci, którzy nie mogą żyć bez czytania, zaczynają kupować książki ukraińskie. Rodzimi wydawcy zwiększają nakłady i publikują więcej książek. Czytelnictwo [ukraińskich książek] rośnie, bo główne księgarnie nieformalnie umawiają się, że nie będą już sprzedawać rosyjskich książek. Dopiero później idzie za tym ustawowy zakaz”.

„Boom na naszą literaturę trwa od 2022 – podkreśla Erinchak – a i tak do dziś słyszę czasem, że po ukraińsku nie ma czego czytać. No, ludzie, zajrzyjcie do nas, mamy 300 metrów kwadratowych zastawionych ukraińskimi książkami! Życia nie wystarczy, żeby to przeczytać”.

Potencjalnych czytelników jest jednak znacznie mniej niż przed wojną. Po pierwsze, blisko 20 procent kraju jest pod okupacją. Po drugie, z populacji liczącej przed inwazją od 32 do 36 milionów obywateli w obliczu zagrożenia wyjechało 5–6 milionów. Dziś najwięcej z nich mieszka w Niemczech (ponad 1,2 miliona) i w Polsce (niemal milion). Ogólnie w Ukrainie, podobnie jak w krajach Unii Europejskiej, trwa walka o zatrzymanie trendu spadkowego czytelnictwa.

„Dużym wsparciem dla rozwoju czytelnictwa oraz popularyzacji książek w języku ukraińskim byłyby regularne zakupy nowych pozycji dla bibliotek publicznych. Z wiadomych powodów finansowania na ten cel w budżecie państwa nie ma, także władze lokalne uważają, że istnieją teraz ważniejsze potrzeby. Zatem nowych książek w bibliotekach prawie nie ma, a te, które się pojawiają, są pozyskiwane przeważnie z inicjatywy i samozaparcia niektórych bibliotekarek. W ubiegłym roku zbiory biblioteczne wzbogaciły się o 1,25 mln woluminów, z czego milion to dary od wydawców, różnych inicjatyw społecznych oraz od osób prywatnych, i tylko 250 tysięcy zostało zakupionych. Na rok 2026 również nie będzie normalnego finansowania przeznaczonego na uzupełnianie zbiorów, większość decydentów na różnych szczeblach władzy uważa, że to nie jest czas na zaspokajanie potrzeb czytelników” – mówi Ołeksandra Kowal, dyrektorka Ukraińskiego Instytutu Książki.

„Książki to koło ratunkowe” – uważa Ołena Odynoka, wicedyrektorka Ukraińskiego Instytutu Książki. „Nie mówię tylko o czytaniu. Moja znajoma z Charkowa twierdzi, że nawet tam, w drugim największym mieście kraju, nigdy przed wojną nie było tylu wydarzeń kulturalnych co teraz. Czasem trudno zdecydować, gdzie się wybrać: na spotkanie literackie czy na koncert. Te wydarzenia pozwalają nam nie oszaleć, być razem, zmniejszają presję psychiczną”.

W stołecznych księgarniach prezentacje książek, premiery i spotkania są obecnie organizowane po kilka razy w tygodniu. Często można wybierać z kilku wydarzeń, choć oczywiście w pobliżu miejsca, gdzie się odbywają, musi być odpowiedni schron dla uczestników. Rosyjski terror jest skierowany przeciwko cywilom, a alarm lotniczy trwa czasem kilka godzin. Przez lata wojny Ukraińcy nabrali rutyny, wiedzą, jaki rodzaj broni jak długo leci do danej miejscowości. Zanim organizatorzy każą ludziom zejść do schronienia, przerywają spotkanie i upewniają się, jak duże jest zagrożenie. Czym innym jest nalot dronów czy częste w okolicy frontu zagrożenie balistyką lub kabami (kierowane bomby lotnicze), a czymś zupełnie innym podniesienie się w powietrze rosyjskich samolotów Mig-31 przenoszących nowoczesne pociski Kindżał. System wykrywania zagrożeń i przekazywania informacji przez Siły Powietrzne Sił Zbrojnych Ukrainy działa sprawnie, jeśli tylko wspierają go dane amerykańskiego i brytyjskiego wywiadu, ale nadal jest za mało broni, by zestrzeliwać wszystkie wrogie rakiety.

„Są wydawane książki, są spotkania, jest duże zainteresowanie kulturą, ale nie ma pewności, że za dwa lata to się nie zmieni, że oni tutaj nie przyjdą” – zaznacza Bohdana Matijasz w kwietniu 2025 roku. „Powrót Trumpa do władzy niewiele tu zmienił. Tak samo trochę udajemy życie w normalnej rzeczywistości, gdzie wszystko działa, można rozwijać swoje talenty, coś zmieniać – można, ale wszystko jest niepewne. Nawet kiedy bierzesz udział w jakimś wydarzeniu, gdzieś indziej coś przylatuje. Wychodzisz i czytasz: Zaporoże, Krzywy Róg, już coś się stało, dokładnie w momencie, gdy byłeś szczęśliwy i opowiadałeś o czymś dobrym. Tak było w dniu, gdy śmiertelnie ranna została pisarka Wiktoria Amelina. O ostrzale w Kramatorsku dowiedziałam się zaraz po budującym spotkaniu wokół książki arcybiskupa Borysa Gudziaka [chodzi o Жити таїнством (Żyć sakramentem), złożone z rozmów Bohdany z tym greckokatolickim metropolitą Filadelfii – przyp. JŚ]”.

„W Ukrainie trzymamy się iluzji normalnego życia” – potwierdza Ołena Odynoka w listopadzie 2025. „Ale to nie wystarcza, bo nawet dziś w dzień i w nocy były alarmy. W ciągu ostatniej doby na Ukrainę poleciało 596 dronów i 36 rakiet różnego typu [od balistycznych Iskander-M, przez pociski manewrujące Iskander-K i kierowane manewrujące rakiety Ch-59/69, po najgroźniejsze ponaddźwiękowe rakiety aerobalistyczne Kindżał – przyp. JŚ]”. Rosjanie celują w sieć energetyczną, ale też w bloki mieszkalne.

Rozpiska „Stabilizacyjnych wyłączeń” w Kijowie, którą dostaję od Bohdany Matijasz w listopadzie, wskazuje, że w mieście obowiązuje 12 grup zasilania. Władze starają się, by wszyscy mieszkańcy mieli dostęp do elektryczności chociaż przez kilka godzin na dobę, ale nieustanne ostrzały utrudniają trzymanie się rozkładu.

Wspólnota i wsparcie

W czwartym roku wojny Rosjanie nadal próbują wycieńczyć ukraińskie społeczeństwo brakiem ciepła, wody i prądu, tak by zobojętniało i pchało rząd do zgody na zakończenie wojny na warunkach agresora. Jeśli są problemy z dostawą prądu, ładowaniem urządzeń, to telefon i laptop poza pracą służą przede wszystkim do komunikacji z bliskimi. Dlatego książka wygrywa z filmem, serialem czy grą, nie mówiąc o teatrze czy koncercie. W najtrudniejszym czasie, zimą 2022–2023, Ukrainki i Ukraińcy czytali w domach, nocami przy świecach, czekając na odwołanie alarmu lotniczego.

„Dziś trudno już nas zaskoczyć” – mówi Ołena Odynoka. „Prawie w każdym mieszkaniu jest stacja ładowania, w blokach są generatory. Ludzie rozumieją, że sytuacja nie jest chwilowa, że jesteśmy w tej wojnie na dłużej i ona się nie skończy jutro. Kiedyś – tak, ale nie wiemy kiedy. Nasza głowa w tym, żeby przeżyć w takich warunkach, jakie są”.

Ukraińcy nauczyli się żyć między wyłączeniami prądu, od alarmu do alarmu. Gdy wreszcie prąd jest, wszyscy rzucają się robić pranie, odkurzać, prasować, ładować komórki i laptopy. Wycieńczeni ciągłym stresem i brakiem snu, coraz częściej chorują. Kobiety pod nieobecność mężów są obciążone opieką nad dziećmi i starszymi ponad swoje siły. „Myślę, że dzisiejsze dzieci nigdy nie wyjdą z tego stresu” – uważa Odynoka. „Może jakieś kolejne pokolenia. O nas nawet nie ma co mówić”.

Dlatego instytucje dbające o czytelnictwo starają się uczynić z niego aktywność wspólnotową, zbliżającą do siebie ludzi, aktywizującą. Sporą popularnością cieszą się tygodnie czytania – na przykład non fiction, eseju, książek dla dzieci, poezji. W czerwcu Ukraiński Instytut Książki zorganizował narodowy tydzień czytania pod hasłem „Arabeski książkowych ścieżek”, właściwie duży festiwal online.

Latem 2024 roku weszła w życie ustawa o państwowym wsparciu dla rynku wydawniczego. Na jej mocy wszyscy obywatele Ukrainy w momencie ukończenia osiemnastego roku życia otrzymują państwowe wsparcie na zakup książek eKsiążka (єКнига) – papierowych, elektronicznych i audiobooków. Przysługuje ono nawet tym osiemnastolatkom, które mieszkają za granicą, a wysokość wsparcia jest powiązana z kwotą minimum socjalnego i w zeszłym roku wynosiła 908,40 hrywien (około 80 złotych). Dostępne od grudnia do lutego jednorazowe „Zimowe eWsparcie”, przysługujące wszystkim obywatelom na dowolny cel, to tak zwany „tysiak Wowy”, czyli prezydenta Zełenskiego. Na stronach internetowych księgarń największe banery reklamowe zachęcały do wydania „Zimowego eWsparcia” właśnie na książki, na jednym z nich widziałem informację o sporym cashbacku dla tych, którzy się na to zdecydują.

W przypadku świadczenia na książki wystarczy w rządowej aplikacji Dija wybrać usługę eKsiążka i uaktywnić wirtualną kartę debetową. Użytkownik zapłaci nią w kasie lub na stronie księgarni, która zgłosiła się do programu, a jedynym warunkiem jest zakup książek ukraińskojęzycznych. Ukraiński Instytut Książki ogłosił, że w programie wzięło udział ponad 200 tysięcy osiemnastolatków. W ciągu trzech pierwszych kwartałów 2025 roku kupili 359 222 egzemplarze książek.

*

Cześć 2 artykułu ukaże się 10 grudnia 2025 roku.

Materiał powstał dzięki wizycie studyjnej zorganizowanej przez Centrum Mieroszewskiego i Ukrainian Institute.

Jacek Świąder

Jacek Świąder

Redaktor, dziennikarz, tłumacz, długi czas związany z „Gazetą Wyborczą”. Pisał też w „Lampie”, „Gazecie Magnetofonowej”, „Dwutygodniku”, „Polityce” i innych tytułach. Interesuje się książkami, muzyką i Ukrainą.

Justyna Lipka

Justyna Lipka

Witrażystka, absolwentka malarstwa na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu, sceptyk wrażliwiec, z ucztującym okiem. Urodzona 1992, związana z Toruniem i Olsztynem. Robi szkło, rysunki, fotografie, różne. Obecnie udziela się we własnej pracowni szkła i witrażu.

udostępnij:

Przeczytaj także:

Tak oto przyszliśmy zabrać wam tołstojów Tak oto przyszliśmy zabrać wam tołstojów Tak oto przyszliśmy zabrać wam tołstojów
Andrij Dostlijew

Tak oto przyszliśmy zabrać wam tołstojów

Dziennik podróży z Gdańska do Kijowa i Charkowa Dziennik podróży z Gdańska do Kijowa i Charkowa Dziennik podróży z Gdańska do Kijowa i Charkowa
Anna Łazar

Dziennik podróży z Gdańska do Kijowa i Charkowa