Ile gwiazdek dalibyście Hamletowi? Pięć? Cztery i pół? A Ferdydurke? Guernice? Etiudzie La Campanella? Nie musicie uzasadniać. Wystarczy kliknąć. Gwiazdki są egalitarne. Każdy ma ich tyle samo do rozdania: jedną, dwie, trzy, cztery albo pięć. Głos literaturoznawcy waży dokładnie tyle, ile głos kogoś, kto nie dobrnął do końca książki. Lubimy wiedzieć, co jest na czele, co drugie, a co nie weszło do pierwszej setki. Państwa ustawiamy według PKB, uczelnie według miejsca w światowym rankingu, szkoły według wyników matur, uczniów według średnich. Pytanie tylko, czy znalezienie się na szczycie top listy rzeczywiście oznacza bycie najlepszym?
– W styczniu „Perspektywy” publikują rankingi szkół średnich, w czerwcu szkół wyższych, a we wrześniu setki młodych ludzi rozpoczynają naukę w liceach, miesiąc później na uczelniach – wybranych na podstawie tychże rankingów. Gdy analizuję taki raport, który co roku wygląda podobnie: licea z przodu, technika z tyłu, przypominam sobie wypowiedź maturzysty, który na pytanie, co należałoby zmienić w polskiej szkole, odpowiedział krótko: „Znieść rankingi”. Tajemnicą poliszynela jest, że nauczyciele nie dopuszczają niektórych uczniów do matury, gdyż słaby wynik egzaminu obniży miejsce szkoły w rankingu. Kurtyna.
– Jest też certyfikat „Studia z Przyszłością”, a uczelnie chętnie o niego aplikują (uiszczając przewidzianą w regulaminie opłatę akredytacyjną), bo stanowi świetny komercyjny wabik na studentów.
– Kurtyna, parawan, baldachim i kotara.
– Przyszła jesień, więc rozpoczął się nie tylko sezon dla grzybiarzy, ale także czas wręczenia nagród literackich. W tym ponoć najlepszej w rankingu: w październiku poznamy laureatów Nike. Są też inne nagrody, medale, gwarancje, paszporty, orły i statuetki.
– Żyjemy w epoce obsesyjnego porządkowania kultury: długa lista, krótka lista, finałowa siódemka, pięć gwiazdek, pierwsza dziesiątka, top 20 i wszechobecny bestseller, a także najważniejsi pisarze przed czterdziestką, dziesięć filmów, które zmienią nasze życie, siedem powieści idealnych na jesień, pięć książek, po których już nigdy nie będziemy tacy sami, trzy, których nie wypada nie znać, i sto książek, które trzeba przeczytać przed śmiercią, do tego książki roku, dekady i stulecia, najlepsze debiuty, najbardziej niedocenione arcydzieła. Ranking najlepszych rankingów.
– Produkowanie nowych elit… Musi być łatwo, lekko i przyjemnie. Hollywood od dawna urządza pokazy testowe, tzw. sneak screening: zanim film trafi do kin, wybrana publiczność go ogląda, a po seansie dostaje ankietę, w której zaznacza, gdzie się nudziła, ocenia bohaterów i zakończenie. Jeśli finał nie działa, producenci zlecają dokrętki i przemontowanie filmu. Tak było choćby z Fatalnym zauroczeniem, które pierwotnie miało zupełnie inne zakończenie; po negatywnych reakcjach widzów testowych nakręcono bardziej dramatyczny finał, który znalazł się w wersji kinowej.
– W galeriach i muzeach też dąży się efektu wow. Żeby klient był zadowolony – jak mówił Witkacy. Wymagającej sztuki nie pokazujemy, ewentualnie można połączyć ją na przykład z food holem. Może się sprzeda, a jak nie, to trudno, zarobi się na fast foodzie.
– W latach sześćdziesiątych nikt nie chciał kupić obrazów Witkacego, uważanego za narkomana i alkoholika. Ówczesny dyrektor Muzeum Pomorza Środkowego Janusz Przewoźny zaryzykował i kupił sto dziesięć portretów, które stały się zaczątkiem największej na świecie kolekcji dzieł malarza. Na jednej ze słupskich ścian widnieje cytat z witkacowskiego manifestu piurblagizmu: „Każdy może tworzyć byle co i ma prawo być z tego zadowolonym, byleby nie był w swej pracy szczery i znalazł kogoś, kto równie kłamliwie będzie to podziwiał”.
– Każdy coś udaje. W Nowych szatach cesarza wystarczyło przekonać ludzi, że tylko głupiec nie widzi niezwykłej tkaniny. I nagle wszyscy ją widzieli. Dziś można by zapytać: ile razy patrzymy na nagiego cesarza, ale milczymy, bo ma cztery i pół gwiazdki?
– Dawniej elitę budowały wykształcenie, krytyka, instytucje. Dziś często kryteria te są zastępowane przez zasięgi, widzialność, rankingi, markę osobistą, liczbę obserwujących albo algorytm. Miarą wartości dzieła nie może być liczba polubień czy wyświetleń. Stalker Tarkowskiego ma miliony. Despacito – miliardy. I co właściwie z tego rankingu wynika?
– Kiedyś gombrowiczowski profesor Bladaczka mówił: „Słowacki wielkim poetą był” i kropka. Dziś kropkę zastąpiła średnia: 4,3.
– Firma Pirelli stworzyła kalendarz z aktami, którego nie można kupić, mimo to dla każdego fotografa zrobienie zdjęć dla Pirelli to marzenie i zaszczyt. Inny producent opon stał się znawcą haute cuisine: raz w roku przyznają i odbierają gwiazdki Michelin w restauracjach po całym świecie.
– Jak z tym nadążają, tego nikt nie wie, podobnie jak tego, jakie mają kryteria oceny, jak dobierają inspektorów, wszystko jest top secret.
– Francuska gastronomia bywa w szoku, gdy w prasie pojawia się informacja, że ceniony mistrz kuchni odebrał sobie życie z powodu stresu i spekulacji medialnych, że może stracić trzecią gwiazdkę Michelin. Jeszcze większym wstrząsem bywają sytuacje, gdy masterszef popełnia samobójstwo na kilka godzin przed ogłoszeniem nowego rankingu, w którym jego restauracja utrzymała trzy gwiazdki Michelin.
– Przypomniał mi się brytyjsko-francuski film Petera Greenawaya Kucharz, złodziej, jego żona i jej kochanek. Francuskiego kucharza gra francuski aktor Richard Bohringer. Zresztą w filmie sporo jest francuskich akcentów, na przykład kostiumy przygotował sam Jean-Paul Gaultier. Notabene: Greenaway jest doctorem honoris causa gdańskiej ASP.
– O czym jest ten film? O kucharzu, złodzieju?…
– O kucharzu, złodzieju, jego żonie i jej kochanku… Nie chciałbym spojlerować filmu, choć w wypadku Greenawaya ważne jest nie tylko to, o czym film opowiada, ale również to, jak jest zrobiony. Zatem warto obejrzeć.
– Zamieniam się w słuch.
– Angielski gangster Albert lubi dobrze zjeść, najlepiej w swojej własnej ekskluzywnej restauracji Le Hollandais. Przy stole towarzyszy mu żona Georgina, którą między jednym daniem a drugim publicznie upokarza. Georgina znajduje jednak sprzymierzeńca w innym restauracyjnym gościu – Michaelu, księgarzu, który przy jedzeniu lubi czytać książki. Znajomość szybko przeradza się w namiętny romans, dyskretnie wspierany przez kucharza Richarda, granego przez wspomnianego Richarda Bohringera. Kiedy Albert odkrywa zdradę, wpada w furię. Zapowiada publicznie, że zabije kochanka żony, a potem go zje.
– Na Rotten Tomatoes tomatometer ma 87%, a popcornmeter 88%… Jak to się kończy?
– Gangster każe udusić Michaela kartkami z książek w jego księgarni. Ostatnią, pozbawiającą go życia jest strona tytułowa książki historycznej Rewolucja francuska.
– A co z Georginą?
– Pamięta, że mąż obiecał, iż zje jej kochanka, więc przygotowuje mu niespodziankę. Albert, jak na prawdziwego gangstera przystało, nie może złamać danego słowa, no i staje się kanibalem… Georginie nie pozostaje nic innego, jak go zastrzelić.
– Skomplikowane są te relacje brytyjsko-francuskie. Takich finałów lepiej sobie nie życzyć, ale nie wiem, czy chciałabym ten film obejrzeć!
– A propos, widziałaś już program festiwalu filmowego w Gdyni? Na co się wybieramy?
– Wolisz kategorię wiekową 16+ i „niepokojące treści: przemoc wobec zwierząt, seks, nagość, narkomania, wulgarny język, choroba psychiczna” czy kategorię wiekową 16+ i „niepokojące treści: krew, okaleczenia, śmierć, tortury, morderstwo, antysemityzm”?