Poezja na słono

Ilustracja: Magdalena Kwiatkowska

Na Pomorzu – od Trójmiasta po Szczecin, choć rzecz jasna lokalny kontekst jest mi najbliższy – poezja nie kryje się za węgłem. Przeciwnie. Ludzie spacerują z zadartymi kaszkietami, manifestując swą poetyckość. Siedząc na plaży, w skupieniu skrobią w zeszytach kolejne wersy. Tłumnie chadzają na slamy i warsztaty poetyckie. Chciałoby się wierzyć, że równie chętnie sięgają – sięgamy! – po książki poetyckie.

 

A jednak warto zadać pytanie: Czy potrafisz wymienić, Drogi Czytelniku i Droga Czytelniczko, tytuły tomów wydanych przez pomorskich twórców w ciągu ostatniego roku? Lub chociaż jeden z nich? Czy wiesz, co w poetyckich falach pływa? Gdzie przesypują się litery w wersy? Jeżeli nie, spróbuję przyjść z pomocą.

 

Przybliżę, przypomnę, zauważę – kto co wydał w 2024 i 2025 roku, czyj tom wypłynął na wody ogólnopolskie, a czyj przemknął niepostrzeżenie jak bryzka po piachu. Jest to przegląd subiektywny, podparty rozpoznaniem okołonagrodowym oraz tym, „co kto mówił, co się o uszy obiło”. Nie sądźcie zatem, że znajdziecie tu wszystkie nadmorskie pozycje ostatniego czasu. Książki nadciągają ławicą, niektóre prześlizgują się przez palce niczym śledzie, dlatego plotę ten tekst jak sieć rybacką przeznaczoną na tomy, których pod żadnym pozorem nie wolno przeoczyć. Jest to przegląd opatrzony komentarzem, zapraszam więc do dywagacji, dywinacji i dewiacji. Zaczynajmy więc – smacznego!

 

Nominacja do „Orfeusza”

Spośród twórców z naszego podwórka informację o nominacji do tegorocznej Nagrody Poetyckiej im. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego „Orfeusz” usłyszał poeta Michał Fałtynowicz za tom Kołysanka (Pogranicze, Sejny 2024). W kategorii „Orfeusz Mazurski” nagroda ta już raz stała się jego udziałem – poeta otrzymał ją w 2022 roku za Traktat barbarzyńcy (Książnica Podlaska im. Łukasza Górnickiego, Białystok 2021).

W swoim najnowszym tomie Fałtynowicz porusza tematy egzystencjalne. Zmaga się z umykającą młodością oraz – na równi – z chęcią do życia i nie-życia. Podmiot liryczny jak w malignie porusza się po Warszawie, Pradze i Gdańsku. Zwłaszcza po Gdańsku. Szuka w tych miastach sensów albo – wręcz przeciwnie – zakłada ich brak. Je chleb i pije mleko w galerii handlowej, modli się do pustych ścian mieszkania przy ulicy Kubacza, pali papierosy Marlboro w stoczni, jeździ tramwajami. Ale też zakochuje się, tańczy z obcym mężczyzną, siedzi w kawiarni, a w tym wszystkim, jak się wydaje, usilnie próbuje uciec przed banałem życia (z wiersza do Dawida Andruszkiewicza – list):

zastrzel mnie wtedy, gdy przyjadę do ciebie blady
jak świeca, moje ręce będą jak skrzydła kolibra, moja broda
będzie brodą jąkały, z ust moich wydobędą się słowa:
„boję się meetingu z bossem, bo ten zjebany case jest zjebany,
mam kredyt, dzieci, cztery psy i chlew”.

Podmiot zdaje się miotać pomiędzy poszukiwaniami a pragnieniem zaniechania tychże. Nie jest już dzieckiem – zobaczył rzeczywistość. Zderzył się z nierównościami, z bólem, ze stratą, z Polską, co odczytujemy w poniższych fragmentach – z wiersza śniło mi się:

dworzec Wrzeszcz
na którym ściskam butelkę z benzyną
i chciałbym nie tylko rzucić ją, podpalić
ten kraj, chciałbym, żebyś także rzuciła
i ty również

I z wiersza strach:

w soboty boję się państwa w garniturach, dyktowania
myśli, konieczności głosowań na A lub B, palenia
niewiernych na stosach, wieszania i wyszydzania
w niedziele

pragnę szampana, kuli, chorób wenerycznych,
pragnę być nie do zatrzymania, chociażby
przez dobę, tydzień, miesiąc, pragnę nareszcie
się nie bać.

tego się najbardziej boję.

Być może Kołysanka jest próbą odpowiedzi na pytanie: Co zrobić, kiedy bomba już wybuchła? Czy wciąż dawać wiarę ciepłej miłości, czy szukać hedonistycznego zapomnienia w kieliszku wódki, papierosie, pozornej bliskości? Podmiot uwikłany w sprzeczności, rozdarty między dewaluacją samego siebie a poczuciem wielkościowości, próbuje odzyskać kontrolę w świecie, który nie jest taki, jaki miał być. Pewną propozycją zakwestionowania bezradności zdaje się fantazjowanie na temat życia i śmierci – jako to, na co jeszcze podmiot może mieć wpływ. Jak w wierszu wymiana informacji:

najczęściej sam nie wiem,
co czuję i czego chcę, chyba
że chcę wejść w śmierć szybciej
niż wskazywałyby na to daty
przydatności moich organów.

Ale zaraz odwracamy się od ciemności – podmiot znów biegnie do przodu, w Życie, rozgrzebuje wnętrzności miasta w poszukiwaniu swej tożsamości i tego, „na co wciąż czeka”. Rozważania nurzają się w kontekście rodzinnym; pojawia się kontakt z matką jak przez szybę, pojawiają się słowa kierowane do ojca (z wiersza Wiadomość do ojca):

biegnę po mieście, w Gdańsku
biegnę, ojcze, wpadam w dzielnice,
wpadam w lasy, to jest miejsce,
do którego wyjechałem z Suwałk.
biegnę po kościach, po chodnikach,
czytam tabliczki informacyjne,
nazwy ulic, szyldy, banery, czytam
usta turystów i studentów, czytam
obce języki, te supły.

Podmiot zabiera nas na spacer, pokazuje swoje miejsca znaczące, daje zajrzeć w klatkę piersiową z całą kipielą emocji i wątpliwości w środku. Z tą książką, jak z poruszającym przewodnikiem, można by zwiedzać Gdańsk jako miasto zarazem prawdziwe i wyobrażone (z wiersza spacery):

spacery jak opium. W żyłach
Gdańska omijam
te wszystkie osoby, w których mógłbym się kochać.
te wszystkie świątynie, w których mógłbym się modlić.
te wszystkie szkoły, w których mógłbym się uczyć.

Przyszło nowe

Zupełnie przypadkowo, wraz z tomem Fałtynowicza, w ręce wpadł mi dziewiąty, najnowszy tom Ludwika Filipa Czecha Wióry (Fundacja Duży Format), wydany latem 2025 roku. Nie da się nie zauważyć dialogu z tomem Fałtynowicza. Ludwik Filip Czech, poeta starszy od Fałtynowicza o prawie czterdzieści lat, również pyta o sens, zderza się z bezradnością, poszukuje odpowiedzi albo – w końcu – wyraża całkowitą akceptację wobec niemożliwości ich uzyskania. Co więcej, zarówno autor tomu, jak i jego podmiot liryczny zanurzeni są aż po uszy w gdańskiej tożsamości.

W porównaniu do szaleńczego szamotu Kołysanki podmiot Wiórów zwalnia kroku. Albo inaczej: siada na ławce i zastyga na dłuższą chwilę. Patrzy na gołębie, samoloty, dym z komina. Mówi, niczym starszy mentor, do rozbieganych młodych (z wiersza Warto):

warto usiąść
ziewnąć
zapalić
wspomnieć
lody czekoladowe
spływające po palcach

Wspomina wycieczki do Karpacza, widok muszelek na stoliku, swoją nianię. Ale są w tomie też straszne, sterylne momenty, kiedy w szpitalnych salach zawisamy wraz z podmiotem na niteczce życia; odrobince wiary w to, że „będzie jeszcze jakoś”, że lody raz jeszcze spłyną po palcach. Te wersy zapierają dech, a powietrze napełniają miętowym zapachem kliniki (z wiersza Chwile):

są takie chwile
których chciałoby się
nie dożyć
[…]
albo ta w szpitalnej bieli
kiedy lekarz milczy
ale bardzo wymownie.

Lecz nie ma w tym zdziwienia. Podmiot przecież wiedział, co go czeka, co czeka każdego. To nie lekarz zdradził mu prawdę, ale kiedyś, dawno, tytułowa bohaterka wiersza Pani Sewerynka:

wiele lat temu
na ogródkach działkowych
krucha pani Sewerynka
otworzyła mi oczy

pieliliśmy grządki
nagle wstała
wyprostowała się
i powiedziała,
że kiedyś umrę

Podmiot nie ucieka przed tym, przed czym uciec się nie da. Zamiast tego zamyśla się przy oknie, snując rozważania na temat życia swojego i żyć innych, jakby patrzył przez okno w czas (z wiersza W mrok):

deszczowy wieczór
boisko w świetle lamp
patrzyłem ze szpitalnego okna
na chłopięcą żywotność
która ludzi w moim wieku
zachwyca i onieśmiela

Nie tylko tematy związane z młodością i śmiertelnością chwytają za gardło w tym tomie. Twarde warstwy czytelnika z chirurgiczną precyzją autor rozcina wierszem Miłość:

to kruche ciało
które mnie przytula
i mówi że mnie kocha
to moja matka

ma 93 lata
ja 63

usłyszałem to
trzeci raz

Dławiona emocjonalność, wzruszenie kryte w cieniu, zduszony płacz nad grobem – to ściska w gardle, co sprawia, że słowa zostają w pamięci na dłużej.

No i w końcu – miejsce. Nasz Gdańsk. Gdańsk, który staje się całym wszechświatem – zarówno w Kołysance, jak iWiórach. Po Gdańsku można jeździć tramwajem, z bułką w ręce podziwiać mijaną szkołę baletową, oglądać uliczki i przechodniów. W czułości, ale i w rozczarowaniu rzeczywistością podmiot Fałtynowicza mógłby zająć miejsce w tramwaju za podmiotem Czecha i – patrząc na ten sam budynek, tego samego człowieka sprzedającego kwiaty – osiąść w inny wiersz.

Zjawisko

Nie mogę nie wspomnieć o zjawisku, jakim okazało się Kink-meme Dominiki Parszewskiej (WBPiCAK, Poznań 2024). Autorka obecnie mieszka w Warszawie, pochodzi jednak ze Szczecina, a jej debiutancka książka uzyskała duży rozgłos w całym kraju. Sprawdźcie sami: II miejsce w XXI Ogólnopolskim Konkursie „Złoty Środek” im. Artura Fryza, nominacja do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej „Silesius” w kategorii debiut, nominacja do Nagrody Literackiej m.st. Warszawy oraz nominacja do Nagrody Poetyckiej im. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego „Orfeusz” (tu mierzyła się z Fałtynowiczem). Imponujące!

W tomie Parszewskiej roi się od bohaterów antycznych i romantycznych. Autorka przeplata popkulturowe nawiązania z motywami klasyki literatury. To wszystko nurza w słono-gorzkiej sytuacji politycznej kraju i na świecie. Poetka klei kolaż z tego, co było i co jest, zmuszając czytelnika do wytężania kory przedczołowej w poszukiwaniu znaczeń. Ta książka tworzy nowe szlaki neuronalne. Przykładem fragment wiersza Móc wylizać ci ręce:

Sfora Akteona wróciła do domu.
Gdzie jest nasz pan? gdzie jest nasz pan? gdzie jest nasz pan?
Czułe ręce drapiące za uszami i głaszczące grzbiety.
Głos, za którym biegłyśmy. Zamaszysty ruch dłoni.

Nie wolno przeoczyć

Jednym z tomów, które ukazały się w latach 2024–2025, jest poetycki debiut Urszuli Morgi fundamenty (Miejski Dom Kultury w Radomsku, Radomsk 2024). Poetka pochodzi z Gdyni, jest autorką dwóch książek dla dzieci, reżyserką, lektorką, powadzi również gdyńskie studio animacji. Tom fundamenty przyniósł jej główną nagrodę XV Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Janusza Różewicza. Książka jest wypchana po brzegi filozofowaniem na temat codzienności i rzeczy małych, pochwałą ulotności, jak w wierszu nie/do/czas:

czas/em jestem wróblem
który w popłochu
chwyta okruch
nim zdmuchnie go wiatr

Albo wierszu zwy/czajnie:

nikomu nie imponować, niczym się nie chwalić,
na nic nie czekać – niczego nie oczekiwać,
o niczym nie marzyć, niczego nie osiągać

wyprowadzać psa, smarować uda balsamem,
ale takim zwykłym, nie z reklamy,
czasem nic nie czytać, nie mieć nic do powiedzenia

Małgorzata Osowiecka-Szczygieł już po raz drugi przykuwa uwagę swoim tomem poetyckim. Tym razem są to Molochy i mola (Stowarzyszenie Pisarzy Polskich, Łódź 2024). W tomie roi się od nawiązań kulturowych i religijnych oraz refleksji psychologicznych (wszak to zawód autorki). Chociaż podmiot jest nomadyczny, mknie przez małe i duże miasteczka, mija kontynenty, to jednak – na jak długo? – w końcu osiada (z wiersza Pudrowe cukierki z targu przy Okrzei zawsze smakują tak samo):

Ja też to chowam, wyjeżdżam i wracam, nawożę i zbieram:
Wyszków i Sopot,
dresy i garnitury,
molochy i mola.

W 2024 nakładem wydawnictwa Afront ukazał się dziewiąty tom poetycki Sławomira Płatka Obszar niejasny. Poeta precyzyjnie kreśli obrazy i bawi się językiem w sposób, który satysfakcjonuje czytelników (z wiersza Pogranicze I):

wszyscy tu żyli wszędzie, noszą w sobie
kawałek życia w każdym cudzym domu,
kawałek śmierci w każdym cudzym grobie,
do prochu, sadzy, okruchu, atomu.

W bieżącym roku Agnieszka Smugła wydała tom Myszy mi zjadły popiele (Stowarzyszenie Pisarzy Polskich, Kraków 2025), będący zbiorem krótkich, bo zaledwie pięciowersowych form poetyckich. Miniatury były wyświetlane na fasadach krakowskiej kamienicy w ramach wyśmienitej inicjatywy „Wiersze na murach”. Forma bawi i ciekawi. Zobaczcie sami:

Wrocław
Kino Dworcowe
Mój pierwszy raz
z Bondem
Przespałam

Pochodzący z Grudziądza Michał Grabowski debiutował tomem Patria (Dom Literatury w Łodzi, Łódź 2024). Chociaż jego biogram głosi, że obecnie mieszka w Paryżu, to w tomie wyraźnie pobrzmiewają echa polskich wesel i pogrzebów, podszepty słodkiej prowincji. Jest tak w wierszu trzy świnki:

na pierwszym pogrzebie kościelny jąkał się przy koronce
a na stypie król cyganów nieomal udusił się rosołem
na drugim łapiduch obiecał dewolaje jak miodzio że trysną
i rzeczywiście tryskały
dlaczego polskie kino uparcie nam wciska pogrzeby poważne

i w wierszu pareidolia #5 (dwie siostry):

tutaj nie dotarła ani telewizja
ani zasięg drzewa za wysokie
gdyby tę olchę ściąć na stolik
może by pomogło gdyby jednak nie pomogło
trzeba będzie stolik prędko sprzedać żeby nie przypominał
jak gałąź wspólniczka potakiwała nad lśniącą taflą
gdy obejmowałeś żonę

Na wspomnienie zasługuje również tom Krata pochodzącej ze Słupska Małgorzaty Wątor (Instytut Wydawniczy Świadectwo, Bydgoszcz 2024), w którym znajdziemy piętnaście wierszy wraz z ich tłumaczeniami na język kaszubski. Wątor w trzecim tomie poetyckim pozostaje wierna tematyce słowiańskości oraz ludowym wierzeniom. Miejsca klucze tego tomu to: Swołowo, Rowy, Kluki, Starkowo, Bierkowo.

Ostatnim tomem, o którym chciałabym wspomnieć, jest Homerun fiesta autorstwa Kamila Galusa (Convivo, Warszawa 2024). Galus mieszka w Gdańsku, jest jednym z założycieli i redaktorów kwartalnika literackiego „Strona Czynna”. Tom jest jego czwartą książką poetycką. Poeta w Homerun fiesta bawi się formą i językiem, sprawiając, że przez książkę trzeba przedzierać się jak przez gąszcz znaczeń – uważnie, z maczetą. Tego nie czyta się do herbaty, to czyta się do izotonika i batona energetycznego, najlepiej na głos – wtedy wybrzmi rym i rytm Galusa. Przytaczam próbkę:

Rozłup głowę i wylej jak należy.
Podnieś wszystko jak leży i bierz.
Lej na oślep. W miejsce po skalpowaniu
nie ma nic lepszego niż ulga.

Albo:

Statek matka zabił ostatnią ludzką
matkę na strzała. W tle las rąk, a w nim
laski – a właściwie piętra dynamitu.

Słone wnioski

Na Pomorzu, jak widać, ukazuje się poezja. Jednak trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: duża część tomów umyka uwadze, nie osiada w czytelniczym uniwersum, nie rozbrzmiewa echem w innych częściach kraju. Być może brakuje wymiany międzymiastowej, może promocji, rozpoznawalności? Północni poeci niewątpliwie są; wojują piórem i klawiaturą, byłoby więc wspaniale widzieć ich i słyszeć więcej i częściej.

Kink-meme zyskało rozgłos w kraju, a dzięki licznym nominacjom do nagród wiele osób te wiersze przeczyta. Ale co z innymi tomami? Co z tymi, które nie pojawiły się w tym artykule? Albo nawet: co z tymi, które wciąż leżą w szufladach ich autorów i autorek, w skrzynkach mailowych wydawnictw, rozproszone w Sieci? CHCEMY WIĘCEJ ŚWIEŻEJ POEZJI! – rozbrzmiewa na lokalnych konkursach, po slamach poetyckich, w barach czy podczas dyskusji na festiwalach literackich.

W Trójmieście dopiero co odbył się Literacki Sopot, została przyznana Nagroda Literacka Gdynia – w kategorii poezja zdobyło ją Anouk Herman za tom Silesian Gothic (Girls and Queers to the Front i Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, Warszawa 2024) – i zadebiutowała nowa inicjatywa: Festiwal „W poprzek wpław”. Kiedy piszę te słowa, trwają Gdańskie Targi Książki. Wszystko to są wspaniałe okazje do zakupu książek, posłuchania osób pióra, rozmów z poetami, źródła inspiracji. Nie boję się powiedzieć: CHCĘ WIĘCEJ POEZJI. Poezji nadmorskiej. Chcę za rok napisać kolejny artykuł-zestawienie, pełen nowych nazwisk, nowych tytułów.

Hej, Ty! Jeśli to czytasz, wiesz, że to do Ciebie. Wyślij w końcu ten mail do wydawnictwa.

PS Kończąc ten artykuł, zamawiam równocześnie najnowszy tom Julii Szychowiak Wyrazy współczucia (Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025). Nie mogę się doczekać czytania… Niech się pan pospieszy, panie kurierze!

Urszula Sikora

Urszula Sikora

Poetka, psycholożka w trakcie szkoły psychoterapii. Pochodzi z Gdańska. W 2023 roku wydała tomik poetycki „Trzynasty Miesiąc” (2023) w wydawnictwie WBPiCAK, który został nominowany do nagród poetyckich Silesius oraz KOS. Organizuje rozmaite wydarzenia kulturalne, na których najbardziej lubi tworzyć coś kreatywnego z innymi ludźmi.

Magdalena Kwiatkowska

Magdalena Kwiatkowska

Ilustratorka i projektantka z Gdyni. Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Projektuje dla instytucji kultury i twierdzi, że książkę można poznać po okładce.
W swoich pracach czerpie inspiracje z drzeworytów japońskich oraz z popkultury z końca XX wieku. Stawia na mocny, kontrastowy kolor, zgeometryzowaną formę oraz tekstury.

udostępnij:

Przeczytaj także:

Relacje poetyckie. Sezon 2024 (i <i>prequel</i>) Relacje poetyckie. Sezon 2024 (i <i>prequel</i>) Relacje poetyckie. Sezon 2024 (i <i>prequel</i>)
Paweł Baranowski

Relacje poetyckie. Sezon 2024 (i prequel)

Światy równoległe, światy splątane Światy równoległe, światy splątane Światy równoległe, światy splątane
Aleksandra Kozłowska

Światy równoległe, światy splątane