Adam Nawałeda
Urodzony w Gdańsku za starych, nie najlepszych czasów. Bardziej rytm niż melodia. Spacerowicz i pasażer. Chwilowo od dekady zamieszkały za granicą, powraca do rodzinnego miasta głównie pod postacią literackiego alter ego.
Teksty
Inspektor Pawełke ma dyżur
Inspektor Pawełke dopijał poranną kawę, przeciągając kolejne łyki tak, żeby oddalić moment wyjścia do pracy, choć doskonale wiedział, że zawodowa rzetelność i tak nie pozwoli mu się spóźnić. Nie znosił dyżurów obywatelskich. Inspektorat w ramach decentralizacji co pół roku przenosił siedzibę do innej dzielnicy, miał jednak obowiązek zapewnić wszystkim mieszkańcom miasta takie same warunki składania wniosków, petycji i zażaleń. Dlatego inspektorzy i inspektorki regularnie dyżurowali w specjalnie aranżowanych w tym celu punktach rozrzuconych po całym mieście. Pawełke w końcu dopił kawę, z przyzwyczajenia spoglądając na wiszący w jego kuchni kalendarz charytatywny, w którym dwunastu najbogatszych gdańszczan prezentowało swoje ulubione zegarki. „Nawet działając w szczytnym celu, należy zachować odrobinę wyczucia” – pomyślał jak co rano, po czym ruszył na dyżur.
Posiedzę chwilę i wracam
Fragment powieści G-Stadt
Wchodzę do mieszkania, które wyraźnie zaczęło blaknąć, od kiedy nie wypełnia go już słaba, ale regularna energia codziennej krzątaniny. Nikt nie wydeptuje ścieżek w skrzypiącym parkiecie, nie nasyca szafek w ślepej kuchni parą z czajnika i słodkawymi oparami smalcu, których warstwy latami odkładały się na wyższych rzędach kafli jak słoje wewnątrz pnia drzewa. Na falochron nieruchomego powietrza w salonie nie napierają fale akustyczne ani z telewizora (choć i kiedyś robiły to rzadko), ani z radia (częściej). Rury nie przynoszą wieści z podziemnych krain, bo nikt nie odkręca kranów i nie wsłuchuje się w życiodajny szum. W sześciennych przestrzeniach pokoi przestało rozpychać się światło, które kiedyś umacniało ich bryły, docierając w każdy załom i kąt, tężejąc w stabilne rusztowania. Gdyby nie to, że chodzi o mieszkanie w kamienicy, można by pomyśleć, że pozbawione tego wsparcia ściany zapadną się do środka jak domek z kart. Tylko kaloryfer bezwstydnie pracuje pełną parą, bo stara instalacja nie pozwala już w ogóle regulować przepływu.
Inspektor Pawełke i wonne miasto Gdańsk
Praca miejskiego inspektora to nie tylko interwencje. „Gdyby tak było – pomyślał Pawełke, pakując do skórzanej torby odczynniki i aparaturę pomiarową – więcej młodych ciągnąłby do zawodu”. Każdy lubi poczuć, że coś zdziałał. Tymczasem do obowiązków miejskich inspektorów należą też mało spektakularne prace konserwacyjne, kontrolne i sprawozdawcze. Pawełke i tak uważał się za szczęściarza, bo w puli zadań zapachowych przydzielono mu przynajmniej pracę w terenie, a nie studiowanie makiet i planów czy korespondencję z deweloperami.
Inspektor Pawełke łagodzi spory
„Faktycznie, trzeba coś z tym zrobić, zanim sprawy przybiorą zły obrót” – pomyślał inspektor Pawełke, dopijając czarną kawę w lobby hotelu Heweliusz. Z miejsca, które wybrał na punkt obserwacyjny, wyraźnie było widać regularne przypływy i odpływy gości: sprężysty krok kobiet i mężczyzn na służbowych delegacjach oraz wolniejszy, zrelaksowany stęp turystów i turystek w różnym wieku. Miękka wykładzina tłumiła rytmiczny stuk, ale wprawne oko inspektora dostrzegało kumulowanie się w hotelowym holu energii, od której strzelisty trzon Heweliusza nagrzewał się i promieniował na całą okolicę niczym szacht ogromnego pieca.
Wolny kawałek przestrzeni
Fragment powieści G-Stadt
Miasto, o którym piszę te słowa, nauczyło mnie wszystkiego, co wiem o życiu wśród ludzi. Było tylko pierwszym z wielu, którym poświęcałem swój czas i uczucia, jednak zawsze stanowiło matrycę przykładaną do innych zaludnionych przestrzeni: od wielkich aglomeracji do prowincjonalnych miasteczek. Służyło za niezawodny zestaw odniesień, katalog zjawisk i obiektów, ludzkich archetypów i powtarzalnych zdarzeń. Kiedy przenosiłem mój zmienny afekt na inne zbiory ulic, domów, skwerów i mostów, kiedy wpadałem w kolejne zauroczenia tunelami i zaułkami, liniami gzymsów i zawijasami torów tramwajowych, ono zawsze było ze mną.