Inspektor Pawełke ma dyżur

Ilustracja: Justyna Chmielewska

Inspektor Pawełke dopijał poranną kawę, przeciągając kolejne łyki tak, żeby oddalić moment wyjścia do pracy, choć doskonale wiedział, że zawodowa rzetelność i tak nie pozwoli mu się spóźnić. Nie znosił dyżurów obywatelskich. Inspektorat w ramach decentralizacji co pół roku przenosił siedzibę do innej dzielnicy, miał jednak obowiązek zapewnić wszystkim mieszkańcom miasta takie same warunki składania wniosków, petycji i zażaleń. Dlatego inspektorzy i inspektorki regularnie dyżurowali w specjalnie aranżowanych w tym celu punktach rozrzuconych po całym mieście. Pawełke w końcu dopił kawę, z przyzwyczajenia spoglądając na wiszący w jego kuchni kalendarz charytatywny, w którym dwunastu najbogatszych gdańszczan prezentowało swoje ulubione zegarki. „Nawet działając w szczytnym celu, należy zachować odrobinę wyczucia” – pomyślał jak co rano, po czym ruszył na dyżur.

W tym miesiącu jego punkt przyjęć urządzono na Głównym Mieście, w zamkniętej niedawno keto śniadaniowni, która jeszcze w poprzednim sezonie była konceptualnym sushi barem urządzonym w byłej pierogarni prowadzonej w lokalu przejętym po ekskluzywnym steak housie z dwoma osobnymi salami do popijania whisky i whiskey. Pawełke, jako wielbiciel nieposkromionego mutowania miejskiej tkanki, lubił takie palimpsestowe lokale, o ile tylko nie musiał w nich jadać.

Jako pierwszy tego dnia zgłosił się do niego trener powstałego niedawno młodzieżowego klubu piłkarskiego, który prowadził zajęcia na boiskach szkolnych przy Żabim Kruku i Grobli IV. Dominowały nad nimi ceglaste bryły gotyckich kościołów, więc trener chciał zarejestrować „dla swoich dzieciaków” nazwę FC Krzyżacy i adekwatny do niej wzór oficjalnych strojów: czarne spodenki oraz białe koszulki z czarnym krzyżem z przodu. „Wie pan – tłumaczył mężczyzna o podrygującej, sportowej sylwetce – to jednak kawał historii. Wielki Młyn, kanał Raduni, kościół mariacki…”. Pawełke pokiwał głową i wstępnie ocenił, że inspektorat powinien zatwierdzić wniosek, ale nie obędzie się bez zaświadczenia z IPN-u, na co neokomtur w białym dresie z czarnymi paskami tylko westchnął z niejaką rezygnacją.

Później na dyżur zgłosili się między innymi: emerytowana kioskarka ze skargą na niedomiar kobiecych patronek miejskich tramwajów („Niecałe 15%, panie inspektorze!”), pięcioro drugoklasistów z Osieka z zapytaniem, czy jeśli wykonają wspólnie „kocyki z włóczki”, to miasto przykryje nimi na zimę lwy z Fontanny Czterech Kwartałów („Niech pan się zgodzi!”), a także Stowarzyszenie na Rzecz Mikroretencji, które obliczyło, że obowiązkowe obsianie wszystkich szczelin w bruku i płytach chodnikowych japońską mikrotrawą mogłoby niemal podwoić zdolność pochłaniania przez miejskie podłoże wód deszczowych.

Po kolejnych wizytach Pawełke starannie uzupełniał dzienny raport, szczególnie drobiazgowo sprawozdając te z nich, które prowadziły do konkretnych wniosków. Pod koniec popołudnia do lokalu weszła jakaś szczupła, wręcz koścista kobieta w czarnych spodniach i takiejż marynarce z podwiniętymi rękawami, po czym bez zbędnych wstępów oświadczyła: „Mam, panie inspektorze! Wymyśliłam. Pozbędziemy się wreszcie tego paskudztwa!”. Pawełke, który w myślach odliczał już minuty do końca zmiany, nieznacznie się usztywnił – taki wstęp często zapowiadał erupcję podejrzanych prawnie treści. „Pewnie odlicza pan już minuty do końca zmiany, więc przejdę od razu do rzeczy” – stwierdziła kobieta z beznamiętnym uśmiechem. „Dyrektywę budynkową pan zna?” Inspektor przytaknął. „Artykuł dziewiąty ustęp szósty też?” Pawełke, niezrażony, ponownie przytaknął, tym razem z odrobiną zaciekawienia. „Obiekty o «szczególnych wartościach architektonicznych lub historycznych» nie podlegają obowiązkowej termomodernizacji, tak?” – zapytała retorycznie kobieta z błyskiem samozwańczej rewolucjonistki w oku. „Czyli wystarczy wpisać wszystkie dotychczas ocieplone budynki na listę zabytków, a potem skuć z nich tę paskudną opuchlinę i odzyskać autentyczne elewacje! Można by zacząć pilotażowo od Głównego i Starego Miasta, a potem, kto wie, stopniowo wyzwalać osiedla na północy?”

Pawełke, łamiąc urzędniczy protokół, rozmarzył się przez chwilę, po czym wrócił na ziemię i zapytał, jak pomysłodawczyni chciałaby rozwiązać kwestię wzrostu opłat za ogrzewanie oraz co właściwie miasto miałoby zrobić z odzyskanym w ten sposób morzem styropianu. „Nie wiem” – odparła nonszalancko kobieta. „To jest tylko zaczyn” – dodała i wyszła bez dopełnienia formalności. Bez oficjalnego wniosku Pawełke nie mógł nic zrobić, miał jednak nadzieję, że sam pomysł zyska w przyszłości konkretne ramy. Testowanie nietypowych inicjatyw zajmowało czasem długie lata, ale niekiedy kończyło się przełomowymi decyzjami.

Pawełke zerknął na zegarek i zamknął wejście do lokalu, by w spokoju uzupełnić sprawozdanie z dyżuru kilkoma fachowymi komentarzami. Następnie dwa razy kliknął długopisem Zenith, co nieodwołalnie oznaczało dla niego koniec dnia pracy. Po wysłuchiwaniu przez osiem godzin najrozmaitszych obywatelskich treści zazwyczaj trudno mu było określić, czy ich dalsze procedowanie przez inspektorat zmieniłoby miasto w lepsze miejsce do życia. „Dla kogoś na pewno tak” – pomyślał inspektor. „A dla kogoś wcale nie”.

Adam Nawałeda

Adam Nawałeda

Urodzony w Gdańsku za starych, nie najlepszych czasów. Bardziej rytm niż melodia. Spacerowicz i pasażer. Chwilowo od dekady zamieszkały za granicą, powraca do rodzinnego miasta głównie pod postacią literackiego alter ego. 

Justyna Chmielewska

Justyna Chmielewska

Architektka zajmująca się projektowaniem wnętrz i detalicznym rysunkiem. Pod pseudonimem justylus tworzy prace, używając kolorowego tuszu nanoszonego bardzo cienką stalówką, co pozwala jej oddać każdy szczegół z niezwykłą precyzją. W jej twórczości oprócz architektury można znaleźć wiele motywów roślinnych, do których czuje szczególną sympatię.

udostępnij:

Przeczytaj także:

Inspektor Pawełke łagodzi spory Inspektor Pawełke łagodzi spory Inspektor Pawełke łagodzi spory
Adam Nawałeda

Inspektor Pawełke łagodzi spory

Inspektor Pawełke i wonne miasto Gdańsk Inspektor Pawełke i wonne miasto Gdańsk Inspektor Pawełke i wonne miasto Gdańsk
Adam Nawałeda

Inspektor Pawełke i wonne miasto Gdańsk