wołali na niego Andrzej
bawił się chętnie i często zapominał wracać do domu
z zawodu był artystą
od lat kilkunastu malował na ścianach słowa
z których tworzył opowieści o bogach
sam chciał być jednym z nich
lub przynajmniej marynarzem
poetami najczęściej zostają nieudacznicy ze zbyt dużym ego
lub ci którym nie pasuje żadna marynarka
on był kimś więcej niż poetą
mierzył znacznie wyżej
w sklepie pod blokiem zaopatrzył się w butelkę ze statkiem w środku
sztuk więcej niż jedna
czarna perła przesuwała się w lewo i w prawo gdy odpływał nad ranem
postanowił nigdy nie wracać
poczuł się kapitanem
spojrzał na swą flotę
do wyboru titanic
doña paz
gustloff
flying dutchman
gorzkie myśli topił za burtą
wreszcie postanowił nauczyć się latać
poczuć słone powietrze na ustach
tak z pewnością – myślał – smakuje życie
nie bolało mocno właściwie prawie wcale
mieszkał blisko nieba
życie okazało się być jak wino
słodkie i czerwone
po tym wszystkim matka go nie poznała
on sam by siebie nie poznał
faLOViEc
- Aneta Kozłowska
- 12.05.2026