Aniela Kallas, pisarka
Kiedy otrzymałam dekret na podmistrzynią o rocznej pensyi 280 złr, miałam lat dwadzieścia cztery. Znałam się doskonale na manipulacyi pocztowej, będąc przez poprzednich sześć lat ekspedytorką na większych pocztach; telegrafowałam prędko, czytając nawet ze słuchu; ale w chwili, kiedy zaczynałam się zagospodarowywać, nie wiedziałam zgoła, czy ziemniaki gotują się na sucho, czy w wodzie. O najęciu służącej nie mogło być naturalnie mowy. Bieda jednakże nauczyła mnie wielu rzeczy i w pół roku częściej już mogłam jadać ciepłe obiady.
Tak właśnie zaczyna się opowiadanie Męty Anieli Kallas, wywodzącej się z Galicji (badania z ostatnich lat świadczą, że ze Starego Sącza) pisarki pochodzenia żydowskiego. Urodzona, wedle dzisiejszej wiedzy, w roku 1869 jako Aniela Korngutówna, przez lata związana była z Krakowem, gdzie jako wolna słuchaczka uczęszczała na Uniwersytet Jagielloński, a po roku 1911 przede wszystkim ze Lwowem. Elżbieta Prokop-Janiec stwierdza, że należała do „pierwszego pokolenia żydowskich kobiet wykształconych w polskich szkołach w Galicji” (Pogranicze polsko-żydowskie. Topografie i teksty, Wydawnictwo UJ, Kraków 2013, s. 141). Męty opublikowała jeszcze pod własnym nazwiskiem, później kontynuowała karierę literacką, publikując przede wszystkim właśnie jako Aniela Kallas, a także Adam Kallas (Pośród bezdroży w „Biesiadzie Literackiej”, 1901), Juliusz Piasecki (powieść Walka, 1903) lub Marian Biliński. Pisała prozę i dramaty, parała się publicystyką, w międzywojniu tłumaczyła sporo z języka niemieckiego (była całkiem wziętą tłumaczką). Przyjaźniła się z między innymi z Orzeszkową, Zapolską, Konopnicką i Solskimi, a inspirowała szczególnie twórczością dwóch pierwszych. Lubiła nie tylko wyzwania przekładu, ale i adaptacji – Meira Ezofowicza Orzeszkowej przerobiła na sztukę teatralną (1902), a Małkę Szwarcenkopf Zapolskiej na powieść (1927). Zmarła prawdopodobnie około roku 1942 we Lwowie. Przez dekady zapomniana, jest postacią odzyskiwaną w ostatnich latach dla historii literatury, a zwłaszcza teatru – dzięki projektowi Hypatia oraz działalności formacji Teraz Poliż.
W jej biografiach przez lata powtarzano, że w roku 1894 przeniosła się do Gdańska – do tej pory taką informację można znaleźć choćby na stronach Wikipedii, Gedanopedii, Hypatii czy IBL-u. Jak długo tu mieszkała? Czy zamieszkała na stałe, czy też była tu raczej gościem, jak podmiot jej późniejszych tekstów o kaszubskiej ludności – trudno powiedzieć. Z pewnością jednak Gdańsk odegrał ważną rolę w jej życiu.
Wiemy od samej Kallas, że współpracowała z „Gazetą Gdańską”, założoną w roku 1891 przez pochodzącego z Wielkopolski polskiego działacza narodowościowego Bernarda Milskiego. Pisarka napisała o tym we wspomnieniu poświęconym Milskiemu, przedrukowanym po jego śmierci z lwowskiego „Wieku Nowego” w poznańskim „Gońcu Wielkopolskim” (którego przez lata był redaktorem). Kallas pisze tam (Po zgonie śp. Bernarda Milskiego IV, „Goniec Wielkopolski” 1926, nr 30, s. 2) o współpracy z gazetą, a także o tym, że od Milskiego uczyła się dziennikarstwa – co części badaczek i badaczy sugeruje, że wręcz należała do redakcji pisma. Milski wydał również dwie z jej książek – broszurę poświęconą Kościuszce w stulecie insurekcji oraz „powiastkę” Niedoszłe śluby (1896). Później, w roku 1921, wydała w Gdańsku Czyściec – pamiętnikarską, nieomal reporterską w duchu powieść poświęconą jej doświadczeniu Wielkiej Wojny.
Kallas była wszechstronną pisarką, którą szczególnie interesowały wątki społeczne i obyczajowe. Pisała powieści i dramaty, uprawiała publicystykę. Pochodziła z rodziny żydowskiej i kwestie tożsamości oraz kultury żydowskiej regularnie powracały w jej twórczości (między innymi Nasz żydowski światek, 1893; Duch czasu, 1898; Ona i oni wszyscy, 1908). Elżbieta Prokop-Janiec wpisuje ją w nurt asymilatorski ówczesnej prozy, podkreślając ciągłość i spójność wątków galicyjskich w jej różnych tekstach – także tych publikowanych w kręgu galicyjskiego polskojęzycznego pisma mniejszości żydowskiej „Jedność” – akcentując przy tym, że po roku 1919 tożsamość żydowska schodzi w jej twórczości na dalszy plan.
Zainteresowanie różnymi tożsamościami przejawiało się u niej niekiedy też drobnymi badaniami etnograficznymi – na przykład dla lwowskiego „Ludu” zdarzało jej się zbierać lokalne legendy, pieśni i podania (zob. Garść zapisków z Bartoszyc, „Lud” 1905, s. 411–413). Podobną wrażliwość znajdziemy również w jej tekstach poświęconych kaszubskim rybakom (na przykład Jan Piasecki, Jan Bardus. Stary Kaszuba, „Biesiada Literacka” 1903, nr 2–3). Wydaje się, że szczególnie interesowało ją negocjowanie tożsamości w obliczu naporu dominującej kultury niemieckiej – tego dotyczy choćby opowiadanie U Kaszubów („Rocznik Samborski” 1899, t. 22, s. 161–172).
Telegraficzna rewolucja audialna
Z perspektywy transdyscyplinarnych badań nad dźwiękiem Kallas jest szczególnie interesująca jako kronikarka rozpowszechnienia nowego sposobu słuchania, związanego z bardzo ważną technologią, której audialność została na przestrzeni lat chyba nieco zapomniana – mowa o telegrafii.
Zmarły w zeszłym roku Jonathan Sterne, pomnikowa postać współczesnych sound studies, w znakomitej The Audible Past. Cultural Origins of Sound Reproduction fascynująco dowodził, że to właśnie telegraf był kluczową dziewiętnastowieczną technologią komunikacji audialnej i wytworzył praktyki słuchania, które później rozpowszechniły się wraz z rozwojem telefonii i radiofonii. Telegrafia, początkowo technologia komunikacji wizualnej, stała się medium nasłuchiwania i nadawania dźwięków – dekodowania serii sygnałów audialnych – kładąc podwaliny pod rozwój technik i praktyk nowoczesnego słuchania, ze słuchaniem słuchawkowym na czele. Nasłuchiwanie maszyny okazało się generalnie wydajniejsze niż sczytywanie kropek i kresek z papieru – patenty z lat siedemdziesiątych XIX wieku udoskonaliły audialny wymiar komunikacji, a wynalazek Guglielmo Marconiego umożliwił bezprzewodową radiotelegrafię. Brzmienia telegrafu, początkowo produkt uboczny pracy urządzenia, stały się podstawą nowego auralnego alfabetu. Co więcej, eksperymentowano z różnymi harmonicznymi telegrafami (zapowiadając późniejsze wybieranie tonowe telefonii), a podstawowy interfejs telegrafii, dalekopis Hughesa, był głęboko zakorzeniony w fortepianowej kulturze epoki.
W kontekście podzielonych ziem polskich telegrafia odegrała szczególną kulturową rolę. Po pierwsze, od 1865 roku w Europie obowiązywał ten sam system telegraficznego alfabetu. W tym wypadku technologia miała nie tylko charakter transgraniczny, lecz również unifikujący – funkcjonowała ponad zaborami oraz różnymi językami i alfabetami. Długofalowo miała więc fundamentalny wpływ chociażby na rozwój polskojęzycznej prasy, która wytworzyła transgraniczny obieg informacji oparty na przedrukach korespondencji.
Jak pisał Sterne, „telegrafista był nasłuchiwaczem samoukiem” (self-made auditor). Upowszechnienie tej audialnej samoedukacji przyczyniło się do przedefiniowania i rozwoju słuchowo-dźwiękowej uważności, a następnie – przyniosło dalekosiężne konsekwencje dla kultur słuchania, a także zmian w estetyce twórczości muzycznej. Telegrafia wprowadziła na masową skalę słuchanie zindywidualizowane, w prywatnej przestrzeni wydzielonej od audiosfery otoczenia – aby chronić tajemnicę korespondencji. Zapowiadała kulturę audialną tzw. efektu walkmana (Shuhei Hosokawa), a wcześniej – nasłuchujących eksperymentatorów-krótkofalowców. Mówiąc inaczej – to w nasłuchiwaniu telegrafu możemy doszukać się narodzin nowoczesnej osobistej przestrzeni audialnej.
Na przełomie wieków nowe, oparte na treningu sposoby słuchania stały się udziałem rosnącej grupy operatorek central telefonicznych, prowadząc w USA i Europie (w tym na terenach trzech zaborów) do feminizacji nowej technologii audialnej. Niemniej poszczególne zawody związane z nowym nasłuchiwaniem były sfeminizowane w różnym stopniu – praca w placówkach pocztowych nadal okazywała się dla kobiet znacznie trudniej dostępna. Kobiety spotykały się też z uprzedzeniami w przypadku pracy w telegrafii – na przykład w Kanadzie do przełomu wieków dominował system uczeń–mistrz, blokujący im ścieżki awansu. Jednak to do nich skierowane były osobne szkoły telegraficzne, masowo zakładane u progu nowego wieku. Wielka Wojna zmieniła sytuację, a w II Rzeczypospolitej tzw. juzistki (od spolszczenia nazwiska Hughesa) stanowiły wręcz osobną pomocniczą kobiecą organizację paramilitarną, nastawioną na potencjalną służbę wojskową w oddziałach łączności.
Sposoby słuchania
Postać młodej pracowniczki poczty pojawia się u Kallas co najmniej dwukrotnie – nie tylko w Mętach, lecz także w powieści Pośród bezdroży, której pierwsza wersja ukazywała się pod tytułem Poczta w odcinkach we lwowskim „Przeglądzie Politycznym, Społecznym i Literackim” (1898). Później nieznacznie zmieniony tekst był publikowany na łamach „Biesiady Literackiej” (1901), po czym powieść zdobyła nagrodę w konkursie „Kuriera Codziennego” i w roku 1903 została wreszcie wydana w Krakowie w całości (cytaty pochodzą z tego wydania). Również i tam główna bohaterka, ekspedytorka Róża, stwierdza: „potrafię nawet czytać ze słuchu”. Praca telegrafistki oznacza w powieści nasłuchiwanie sygnałów wywoławczych i interpretację – audialną lub wizualną – przychodzących wiadomości, a także nadawanie komunikatów zwrotnych. Do tego dochodzą także sygnały pocztyliona – określone frazy muzyczne, odpowiadające za różne komunikaty.
Kluczowym elementem pracy jest również dbałość o zachowanie procedur minimalizujących niebezpieczeństwo naruszenia tajemnicy korespondencji – na koniec pierwszego dnia pracy poczmistrz Barski każe Róży „zerwać streifę”, czyli pasek, na którym drukowano wiadomości, i ją spalić, aby nie dostała się w niepowołane ręce. Z audialną dyskrecją jest już jednak nieco inaczej – nie znalazłem w „pocztowych” utworach Kallas żadnej wzmianki o słuchawkach, co sugeruje, że „czytanie ze słuchu” oznaczało nasłuchiwanie aparatury swobodnie rozbrzmiewającej w pomieszczeniu placówki. A przecież w niewielkiej prowincjonalnej społeczności, której dotyczy powieść, to szczególnie istotne – zwłaszcza że co i rusz postacie „szepczą sobie na uszy”, „nachylają się sobie do uszu” czy też omawiają, co „doszło do ich uszu”. Nowoczesna umiejętność zostaje przeciwstawiona tradycyjnej kulturze oralnej, silnie (w wielu tekstach literackich Kallas) sfeminizowanej kulturze obiegu słowa mówionego, niekiedy także plotki lub pomówienia.
W różnych tekstach Kallas szeroko rozumiane słuchanie zostaje powiązane z wieloma rozmaitymi kwestiami. I tak: Stary Kaszuba Jan Bardus wsłuchuje się w galicyjską polszczyznę, której brzmienie go fascynuje. W nasłuchiwaniu różnicy językowej odnajduje wspólnotę zbiorowej tożsamości – tak przynajmniej przedstawia to Korngutówna/Kallas/Piasecki. W Czyśćcu nasłuchiwanie jest kluczowym elementem przetrwania w czasie ewakuacji z Lwowa w trakcie austriackiego odwrotu – trzeba nausznie oszacować sytuację i ocenić, jak się zachować na różnych etapach gehenny ewakuacji i uchodźczej tułaczki. Ale w opowiadaniach, powieściach i dramatach Kallas (na przykład w powieści Walka, 1903; dramacie Nędza, 1905) słuchanie i nasłuchiwanie to elementy funkcjonowania nieszczęśliwych, dysfunkcjonalnych rodzin – często targanych sprzecznymi interesami i materialnym niedostatkiem. Słuchanie jest tu praktyką społeczną, bezpośrednio związaną z dynamiką ówczesnych relacji społecznych.
W Pośród bezdroży słuchanie wiąże się również z uważnym nasłuchiwaniem, czy nikt nie skrada się nocą do placówki Róży, ale też ze wsłuchiwaniem się w pejzaż dźwiękowy – to słuchanie „koncertu przyrody”, bicia dzwonu, „tęsknej nuty pastuszka, wygrywającego na fujarce ludową melodyję”. Wszystko to przeciwstawiane jest głośnemu, hałaśliwemu tartakowi (prowadzonemu przez żydowskiego właściciela), który stanowi tu symbol nowoczesności w równej mierze, co urząd pocztowy. To jednak nowoczesność oparta na instrumentalnym traktowaniu pracowników (którym na przykład nie zapewniono należytego bezpieczeństwa w pracy).
Czytanie ze słuchu
Fraza Anieli Kallas dobrze oddaje multisensoryczny wymiar kulturowego funkcjonowania telegrafii. Odsyła do ważnego nurtu marzeń wiązanych w XIX wieku z nowymi technologiami audialnymi – o czytaniu i edukacji z pominięciem wizualności, choćby w kontekście nauki osób niewidomych. Praca przy telegrafie stała się nową umiejętnością, szkoloną początkowo nieformalnie – później w sposób jak najbardziej sformalizowany pod kątem służby wojskowej.
Opowiadania i powieści Anieli Kallas chwytają fundamentalne przemiany słuchania, przemiany, które odegrały kluczową rolę w długofalowych procesach usonicznienia. Dzieje się tak, mimo że pisarka nie porusza raczej wątków technologii audialnych, które stały się udziałem warstw posiadających – nie znajdziemy raczej w jej literaturze telefonów czy gramofonów. W swych pocztowych utworach dokumentuje jednak ekspansję nowoczesnych sposobów i przemian słuchania na prowincję – oraz wynikające z tego społeczne konsekwencje.
Praca na poczcie stanowi bowiem dla Kallas jedną z możliwych ścieżek emancypacji kobiet z drobnomieszczaństwa. Jej bohaterki telegrafistki funkcjonują w świecie, w którym podstawową życiową decyzją kobiety ma być małżeństwo – negocjują na różne sposoby swoje w nim miejsce, lecz starają się podejmować kluczowe decyzje samodzielnie, na własnych warunkach. Później, w Świecie obiecanym (1930), jej kolejna bohaterka, Helena, również opuści miasto i uda się na prowincję, ale tym razem, by zakładać Uniwersytet Ludowy.
Wszystko to wiąże się z centralnym miejscem, jakie w twórczości Kallas zajmuje edukacja. Elżbieta Prokop-Janiec (w cytowanej już książce) i Katarzyna Wasyl (Pomiędzy świętym obowiązkiem a wiernością wobec siebie – losy bohaterek młodopolskiej powieści „Walka” Juliusza Piaseckiego (Anieli Korngut)) pokazały, jak ważny to dla niej temat – w narracjach Kallas to wręcz siła napędowa emancypacji oraz konfliktów społecznych i rodzinnych (zwłaszcza między córkami oraz niewykształconymi matkami). W tym kontekście „czytanie ze słuchu” nie jest tylko prostą umiejętnością, lecz przede wszystkim stanowi czynną znajomość nowoczesnego metajęzyka, którym operuje ówczesna Europa.
Dźwiękowa nowoczesność to masowa nauka słuchania na nowe sposoby – choćby słuchania skupionego w nowych salach koncertowych czy medycznego nasłuchiwania ludzkich organizmów. Telegrafia współtworzyła te przemiany na wielu poziomach, kładąc podwaliny pod rozkwit całego wachlarza praktyk, technik i sposobów słuchania w XX wieku. Juzistki i juziści to pionierki i pionierzy nowej kultury słuchania.