Realpolitik

Ilustracja: Vahram Mkhitaryan

Gdy w przedświątecznym mainstreamie jajka mieszają się z bombami, baranki z ruinami, a mazurkowy lukier lepi się od lęku, mówię – wylogowuję się z polityki. Jednak w głowie wciąż kołacze banalne pytanie: dlaczego jest właśnie tak?

Jedną z możliwych odpowiedzi przynosi koncepcja Realpolitik. „Realpolitik znajduje swe zadanie nie w urzeczywistnianiu ideałów, lecz w osiąganiu konkretnych celów i potrafi, przy wszystkich zastrzeżeniach, zadowolić się wynikami połowicznymi, jeśli na razie nie da się wszystkiego osiągnąć” – to Ludwig von Rochau, dziewiętnastowieczny niemiecki publicysta, który jako pierwszy użył tego określenia w swojej książce Grundsätze der Realpolitik.

Jednak patronem Realpolitik pozostaje Machiavelli. To właśnie tego Włocha przywołuje się jako wzór myślenia politycznego, bo jako pierwszy opisał świat, w którym skuteczność wygrywa z moralnością. Jemu też przypisuje się słowa „Cel uświęca środki”, choć tak naprawdę nigdy ich wprost nie powiedział – gdyby powiedział, nie byłby tak przekonujący.

Ludzie, którzy mieli do czynienia z dyktatorami, mówią, że rozkazy najokrutniejszych zbrodni nie zawsze padały wprost, ale łatwo było zrozumieć, co należy zrobić.

Przeciwnicy oskarżają Machiavellego o to, że stworzył podręcznik dla tyranów, natomiast zwolennicy twierdzą, że poprzez Księcia chciał ostrzec społeczeństwo przed niebezpieczeństwami absolutnej władzy i pokazać mechanizmy jej działania.

– Mussolini uważał Księcia za dzieło fundamentalne, a w 1923 roku napisał nawet wstęp do nowego wydania – mówię, szukając wzrokiem tego tytułu na półce. – Tupac Shakur, kiedy przebywał w więzieniu, zainteresował się literaturą i stał się zapalonym czytelnikiem, szczególne zaś upodobał sobie dzieła Machiavellego.

– Mówisz o raperze? – pyta Va dociekliwie.

– Tak, przyjął nawet pseudonim Makaveli. Jego ostatni album, pośmiertny, został wydany właśnie pod tym imieniem. Być może dlatego wiele osób uważa, że upozorował swoją śmierć i wciąż gdzieś żyje.

– Zasada Realpolitik jest prosta: za każdym razem, gdy pojawia się konflikt, idea schodzi z drogi i ustępuje miejsca sile.

– Przecież to było wiadomo już od dawna. Czy musiał to ktoś jakoś nazwać?

– Prawo międzynarodowe wprowadziło zasadę siły prawa, a nie prawa siły, ale gdy dochodzi do konfliktu – wcale nierzadkiego – między integralnością terytorialną a prawem narodów do samostanowienia, ujawnia się paradoks: integralność terytorialna i samostanowienie są równorzędnym prawem, a zarazem wzajemnie się wykluczają. Kurdowie chcą się samookreślić, a Turcy dbają o to, żeby zachować swoją jedność terytorialną.

– To bardzo zwierzęce relacje: walka o terytorium, przestrzeń życiową, która ma nas wyżywić i na której zostawiamy potomstwo.

– Moja mama jest przekonana, że słowik albo kos, który co rano śpiewa w ogródku, chwali swym śpiewem Stwórcę, Pana Boga. Nie chce w ogóle dopuścić do świadomości teorii, że to po prostu samiec, który w ten sposób zaznacza swoje terytorium – i który nic a nic nie wie o żadnym Stwórcy.

Zamiast Księcia mój wzrok odnajduje na półce Przewodnik po Prado.

– Stojąc w muzeum Prado przed obrazem Ogród rozkoszy ziemskich, zwróciłam uwagę, że prawa część tryptyku – piekło – jest najbardziej sugestywna. To tam wyobraźnia artysty eksploduje: jest bardziej rozbuchana, bogatsza, po prostu robi większe wrażenie.

– Podobnie jest chyba z utopią i dystopią: to nie świat harmonii nas pociąga, lecz świat pęknięty, niedoskonały, pełen napięcia. Spokój rzadko bywa fascynujący.

– Powiedzmy wprost: nuda.

– Już Jewgienij Zamiatin w powieści My – pierwszej wielkiej dystopii – pokazał, jak działa ten pociągający mechanizm. Książka długo nie mogła ujrzeć światła dziennego. Najpierw przetłumaczono ją na angielski i wydano za granicą. Ponoć George Orwell pozostawał pod jej wpływem, pisząc Rok 1984.

– Znamienne, że światła dziennego nie ujrzała też jej rosyjska ekranizacja sprzed kilku lat. Ministerstwo kultury wydało kasę na realizację, ale w końcu film zniknął, nie pojawił się w dystrybucji.

– Swoją drogą, interesująca jest też rywalizacja Amerykanów i Sowietów: dwóch światów patrzących na rzeczywistość z zupełnie różnych perspektyw ideologicznych.

– Mówi się, że ZSRR rozwaliła guma do żucia i jeansy.

– A raczej ich brak.

– Przecież nie był to problem technologiczny. Państwo zdolne wysłać człowieka w kosmos mogło wyprodukować dowolną ilość gumy czy dżinsów. Problem leżał gdzie indziej.

– No tak, aby utrzymać siłę zdolną do działania ideologicznego, system płacił cenę w najbardziej przyziemnej walucie: brakowało rzeczy niezbędnych w realnym życiu… Zwykłych podpasek i papieru toaletowego, nylonowych rajstop i pachnącego mydła, pasty do zębów i proszku do prania, trampek i adidasów, radioodbiorników i kolorowych telewizorów, jeansów i teksasów, ziarnistej kawy i młynków do kawy, prawdziwej czekolady i szkockiej brandy, cytrusów i bananów, cukru w kostkach i na kilogramy, mięsa, parówek, serdelków i różowej kredki w komplecie z Misiem Uszatkiem.

– Jeśli czegoś nie uda się rozbić militarnie, uda się zniszczyć.

– Stany Zjednoczone nakładają sankcje na Iran, Iran faktycznie zamyka cieśninę Ormuz – jeden z kluczowych szlaków transportu ropy – i nagle się okazuje, że sankcje można częściowo złagodzić. Oto bardzo konkretny przykład Realpolitik: interes i siła korygują zasady. Z jednej strony zarabiać, a z drugiej się bić.

– Państwa mają ministerstwa obrony – nikt oficjalnie nie prowadzi wojen, wszyscy się tylko bronią, Rosja, Izrael, Chiny, Pakistan, Turcja, USA… – w których chodzi o to samo: o zdolność prowadzenia wojen. Jakby sama zmiana słowa zmieniała rzeczywistość.

– Ministerstwo obrony mniej drażni sumienie.

– Ale w zeszłym roku przy wejściu do Pentagonu zawisła tablica z napisem Departament Wojny, zastąpiła wiszącą tam od 1947 roku nazwę Departament Obrony. No i teraz w Pentagonie urzęduje „sekretarz wojny”.

– Wojna to pokój. Zapachniało Orwellem.

– W lutym 2026 roku, podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, prezydent Ilham Alijew został zaczepiony pytaniem, czy porozmawia z niezależną prasą. „Nie ma niezależnej prasy”, rzucił tylko, nawet się nie zatrzymując.

– I właściwie trudno zarzucić mu nieszczerość. Według ostatniego raportu organizacji Reporterzy bez Granic Azerbejdżan znalazł się w końcówce światowego rankingu wolności mediów – na 167. miejscu ze 180. możliwych. Tuż za Białorusią. Rosja jest jeszcze niżej.

– Donald Tramp chyba też jest podobnego zdania. Nazwijmy rzecz po imieniu – to oligarcha przy władzy.

– Wychodzi na to, że polityka, która ma być służbą publiczną, w praktyce bywa jedną z najbardziej dochodowych profesji świata.

– Władza i polityka lubią chodzić w parze. Lista najbogatszych polityków świata jest bardzo interesująca. Pierwszą dziesiątkę otwiera Władimir Putin, za nim jest Alaksandr Łukaszenka, potem Donald Trump i kolejno: Kim Dzong Un, przywódca Korei Północnej; Xi Jinping, przywódca Chin; Teodoro Obiang Nguema, przywódca Gwinei Równikowej; Paul Kagame, prezydent Rwandy; Recep Tayyip Erdoğan, prezydent Turcji; Ilham Aliyev, prezydent Azerbejdżanu; listę zamyka Cyril Ramaphosa, prezydent RPA.

– Na szczęście w Europie nie możemy się pochwalić kimś takim.

– Ale na tej liście są przywódcy dwóch krajów z najliczniejszymi armiami w naszym bloku bezpieczeństwa.

– Z krajów Unii Europejskiej należących do NATO broń nuklearną ma tylko Francja.

– A Wielka Brytania? Co prawda jest już poza Unią, ale przecież ciągle należy do NATO.

– Ta mapa korelacji jest dość różnorodna i jeśli dorzucimy do tego różne grupy interesów, to naprawdę trzeba się postarać, żeby coś z tego zrozumieć.

– Myślisz, że przeciętny Kowalski w ogóle ogarnia to wszystko?

– Przynajmniej w części z wymienionych krajów, tych z oligarchami w tle, ma jeszcze jakąś szansę.

– Wymyśla się słowa, które z upływem czasu tracą na znaczeniu. Niektórzy twierdzą nawet, że najbardziej antysemickim krajem jest Izrael.

– Przecież to państwo Żydów?!

– Tak, ale gnębi Palestyńczyków, którzy – notabene – również są Semitami.

– A słowo „orientacja”? Orient to Wschód. Więc zdanie: „Mam zachodnią orientację” zawiera błąd.

– Podobnie jest ze wschodnią Anatolią w dzisiejszej Turcji – greckie słowo anatolē, od którego nazwa ta pochodzi, oznacza wschód, a zatem „wschodnia Anatolia” to „wschodni Wschód”. Masło maślane.

– Albo Timor Wschodni – timor po malajsku też znaczy „wschód”. Albo pustynia Gobi, bo gobi po mongolsku oznacza „pustynię”. Takich tautologii jest więcej, choćby numer ISBN – „N” na końcu to po prostu „numer”. Ale to w gruncie rzeczy kwestie lingwistyczne.

– Tak, tylko że często takie kwestie pojawiają się właśnie w kontekście politycznym, jest forma, nie ma treści, byle mądrze brzmiało. Słyszę ekspertów od geopolityki, którzy twierdzą, że świat rządzi się twardymi interesami, że w relacjach zewnętrznych trzeba kierować się Realpolitik, bezwzględnymi interesami, a w relacjach wewnętrznych – wartościami. Jak obywatel ma się tak po prostu przełączać między tymi trybami?

– Jeśli przełożyć to na świat interesów przeciętnego człowieka – rodzinnych, bytowych: żona, dzieci, praca, pozycja, majątek – to Realpolitik zaczyna się od niego samego i jego wyborów. Bywa, że bardzo egocentrycznych.

– No więc… polski rosół czy zamawiamy włoską pizzę?

– Zdecydowanie rosół.

– Dobrze, ale ty zabijesz kurę.

– Tylko którą?… A może koguta?

Aleksandra Majdzińska i Vahram Mkhitaryan

Aleksandra Majdzińska i Vahram Mkhitaryan

Aleksandra Majdzińska – pisarka, scenarzystka, tłumaczka, wieloletnia nauczycielka polonijna na Wschodzie. Za scenariusz do filmu Mleczny brat w reżyserii Vahrama Mkhitaryana zdobyła nagrodę na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym Złota Morela w Erywaniu i została nominowana do Nagrody Polskiego Kina Niezależnego im. Jana Machulskiego. Debiutowała w 2019 roku zbiorem Morkut i inne opowiadania (Marpress), nominowanym do Nagrody Literackiej im. Marka Nowakowskiego. W 2023 roku za książkę Szalom bonjour Odessa (Marpress, Gdańsk 2022) otrzymała Nagrodę Literacką im. Marka Nowakowskiego oraz Bydgoską Literacką Nagrodę Roku „Strzała Łuczniczki”.

Vahram Mkhitaryan – urodzony w 1977 roku w Erewaniu. Reżyser, scenarzysta, fotograf i tłumacz. Od 2012 roku związany z ASP w Gdańsku, później także z Przestrzenią Sztuki WL4 – Mleczny Piotr. Wielokrotny stypendysta, laureat wielu nagród i wyróżnień. Członek Stowarzyszenia Filmowców Polskich, współzałożyciel Trójmiejskiego Koła SFP.Współzałożyciel Związku Ormiańskiego w Gdańsku, a także (wraz z Aleksandrą Majdzińską w 2014 roku) Fundacji Mlecznego Brata, w ramach której wydają serię „Od słowa do obrazu” (tłumaczenia współczesnych opowiadań ormiańskich).

Vahram Mkhitaryan

Vahram Mkhitaryan

Urodzony w 1977 roku w Erewaniu. Reżyser, scenarzysta, fotograf i tłumacz. Od 2012 roku związany z ASP w Gdańsku, później także z Przestrzenią Sztuki WL4 – Mleczny Piotr. Wielokrotny stypendysta, laureat wielu nagród i wyróżnień. Członek Stowarzyszenia Filmowców Polskich, współzałożyciel Trójmiejskiego Koła SFP.Współzałożyciel Związku Ormiańskiego w Gdańsku, a także (wraz z Aleksandrą Majdzińską w 2014 roku) Fundacji Mlecznego Brata, w ramach której wydają serię „Od słowa do obrazu” (tłumaczenia współczesnych opowiadań ormiańskich).

udostępnij:

Przeczytaj także:

Na cztery ręce: ARA Na cztery ręce: ARA Na cztery ręce: ARA
Aleksandra Majdzińska i Vahram Mkhitaryan

Na cztery ręce: ARA

Na cztery ręce: Plecak ewakuacyjny Na cztery ręce: Plecak ewakuacyjny Na cztery ręce: Plecak ewakuacyjny
Aleksandra Majdzińska i Vahram Mkhitaryan

Na cztery ręce: Plecak ewakuacyjny