Nowy Rok przynosi zazwyczaj – po dłuższym lub krótszym vacatio legis w roku starym – rozmaite zmiany prawne, o których w czasopismach literackich raczej się nikt nie rozpisuje. Tym razem jest podobnie, 99 procent tych nowości tutaj przemilczymy, choć radzimy zajrzeć tu i ówdzie, by uniknąć czołowego zderzenia z ponoworoczną rzeczywistością, zwłaszcza jeśli ktoś zaszył się ostatnio w świecie literackiej fikcji. W życie wchodzi jednak reforma, której żaden użytkownik polszczyzny pisanej przegapić nie może i nie powinien: od 1 stycznia 2026 roku zaczynają nas obowiązywać nowe zasady ortografii, opracowane i uchwalone przez Radę Języka Polskiego.
Nie będziemy się tu rozpisywać o szczegółach, bo to lepiej zrobili już specjaliści i do opracowanych przez nich pomocy odsyłamy. Chcemy tylko uprzedzić, że od teraz w „Mieście Literatury”, pisząc i redagując, a zwłaszcza redagując, nie tylko będziemy musieli się do tych zmian – czy wszystkich? czas pokaże – sami przekonać i przyzwyczaić, ale też być ich nauczycielami i orędownikami. To trudne, kiedy przez lata (długie bardzo) człowiek nauczył się w teorii i praktyce, że „nibynóżka” to termin biologiczny, a w opisie secesyjnej wazy zastosowanie ma wyłącznie „niby-nóżka”. Gdy przez lata rozkminiał, kiedy pisać „toby”, kiedy zaś „to by” – przyznajmy, nie zawsze z sukcesem – lub jak odróżnić „mercedesa” od „Mercedesa” i co zrobić, jeśli odróżnić się tego nie da. Pieczołowicie sprawdzał, czy autor, przywołując „dramat Szekspirowski”, z pewnością ma na myśli dramat Shakespeare’a, a nie jakiegoś – uzdolnionego lub nie – naśladowcy.
Teraz podobno ma być łatwiej, ale zanim się to stanie – będzie trudniej. Na szczęście ćwiczenie czyni mistrza, a krytyczny namysł nad zaleceniami i świadomość tego, co się chce w tekście powiedzieć, podpowiedzą, jak się wśród nowości lub nibynowości ortograficznych odnaleźć.
Zatem, drogie Gdańszczanki i drodzy Gdańszczanie, cieszmy się, że od wczoraj możemy – podobnie jak inni mieszkańcy małych i wielkich miejscowości – pisać się od wielkiej litery. Niech nam jednak woda sodowa do głów nie uderza, bo to tylko nibyprestiż i quasiuznanie. Rzecz pod Słońcem nienajważniejsza. Tych najważniejszych sobie wzajemnie życzmy: pokoju i spokoju, empatii i zrozumienia, wzajemnej sympatii mimo różnic.
Ze słownikiem w jednej ręce i toastem w drugiej zachęcamy do lektury kolejnego numeru „Miasta Literatury”. Na styczeń zaplanowaliśmy między innymi sporo poezji, paradokument Zombie z Biskupiej Górki Przemysława Krajewskiego, pierwszy tekst z nowego cyklu, realizowanego przez Dominikę Wróblewską i Tymoteusza Skibę, wywiad z Anną Wakulik (nie tylko o jej dramacie poświęconym Grassowi), kolejne miejskie przemyślenia inspektora Pawełke. Pojawią się nowe autorki (na przykład Ewa Baniecka) i autorzy już znani z naszych łamów, ale teraz w nowych wcieleniach (Wojciech Markowski). Opublikujemy ostatni już odcinek z cyklu „Od dupy strony”, żegnając Pawła Radziszewskiego jako felietonistę, ale – oczywiście! – licząc, że zechce się u nas pojawiać w swych innych pisarskich odsłonach. Rubryka stałego felietonisty „Miasta Literatury” przejdzie pod pióro innej osoby autorskiej – ale to zdradzimy dopiero w lutym.
A ten już tuż tuż. Tuż, tuż lub nawet tuż-tuż.