Sztuczna inteligencja – naturalna inercja

Ilustracja: Oleksandra Balytska

Mark Fisher, brytyjski myśliciel i krytyk kultury masowej – u nas znany przede wszystkim jako autor eseju Realizm kapitalistyczny. Czy nie ma alternatywy? (2020), a także zbiorów Dziwaczne i osobliwe (2023) oraz k-punk (2025), obu wydanych przez słowo/obraz terytoria – ukuł niegdyś pojęcie widmontologii. Samą nazwę co prawda pożyczył od innego filozofa, francuskiego ojca dekonstrukcji Jacques’a Derridy, lecz zastosował ją do zupełnie innych teoretycznych celów niż autor Widm Marksa.

Fisherowska wizja obejmuje rzeczywistość XXI wieku i jej kulturowe, technologiczne oraz polityczne oblicza. Angielski intelektualista połączył koncepcję upiorności (widmo) z nazwą działu filozofii zajmującego się bytem (ontologia), by postawić tezę, że wszystko, co definiuje naszą współczesność, jest półżywe, niepełne, snujące się niczym zjawa, która nie potrafi znaleźć dla siebie miejsca. Żeby doprecyzować wspomnianą teorię, Fisher połączył ją z jeszcze jednym argumentem. Mianowicie z ujęciem teraźniejszości jako „anulowanej przyszłości” – XXI wiekiem, który jest epoką rozczarowań, erą realiów niespełniających nadziei, jakie w owych realiach pokładano kilka dekad wcześniej.

Syntezując obie idee, otrzymujemy obraz aktualności nawiedzanej przez duchy przeszłych, futurystycznych projekcji. Wedle tego toku rozumowania przyszłość projektowana w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych nigdy nie nadeszła. To, co otrzymaliśmy w zamian, można nazwać półproduktem postępu, zjawą po marzeniach o jutrze, które umarły, zanim zdążyły się w pełni zmaterializować. Co niezwykle istotne, Fisher zmarł w roku 2017, a więc nie doczekał lat dwudziestych, tzn. okresu pełnoskalowej kulturowej inwazji sztucznej inteligencji.

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że historia unieważniła Fisherowski osąd. Wygląda przecież na to, że hegemonia SI zakończyła czasy widmontologiczne. Skoro udało się stworzyć wirtualną świadomość zdolną do dialogu z ludzkim podmiotem, a nawet – potencjalnie i już niedługo – umiejącą się od niego uniezależnić, to nie można mówić o tym, że żyjemy w epoce cywilizacyjnej stagnacji. Tymczasem uważna obserwacja tego, w jaki sposób sztuczna inteligencja kolonizuje społeczną wyobraźnię, ukazuje obraz zgoła przeciwny. Paradoksalnie, jej coraz intensywniejsza obecność w naszym życiu potwierdza teorie Marka Fishera, a nie je osłabia.

Tak zwany AI slop (SI szlam), czyli szkodliwe, bezproduktywne czy po prostu nonsensowne treści wygenerowane przez sztuczną inteligencję, zalewają internetową przestrzeń w zastraszającym tempie. Media społecznościowe stają się dziś polem walki człowieka z maszyną. Podłączony do cyberuniwersum przedstawiciel Homo sapiens musi być nieustannie czujny. Nigdy nie ma pewności, czy wideo, które ogląda, artykuł, który czyta, komentarz, na który odpowiada, i piosenka, której słucha, są owocem pracy współczesnej ludzkości czy jednak produktem wygenerowanym maszynowo. To wizja na wskroś widmontologiczna, tzn. przywołująca niepokojącą myśl o egzystowaniu w teraźniejszości nieustanne przypominającej o niespełnionych futurystycznych proroctwach.

Na przykład Alexandra S. Levine z Bloomberga donosi – przywołując między innymi ostrzeżenia Amerykańskiej Akademii Pediatrii – że produkty sztucznej inteligencji negatywnie oddziałują na najmłodszych: mają szkodliwy wpływ na ich rozwój językowy, społeczny i emocjonalny, a także zaburzają nabywanie zdolności krytycznego myślenia u dzieci. Z kolei Child Rescue Coalition, działająca na Florydzie organizacja zajmująca się ochroną dobrostanu dzieci oraz walką z przestępstwami seksualnymi, których ofiarą padają nieletni, na swojej oficjalnej stronie ostrzega rodziców, opiekunów i nauczycieli o zagrożeniach związanych z upowszechnianymi dzięki możliwościom SI materiałami pornograficznymi wykorzystującymi wizerunki osób małoletnich.

Oba przykłady udowadniają, że narzędzie uznawane za esencjonalne osiągnięcie technologiczne tego wieku, w istocie najbardziej skutecznie działa jako niszczycielska społecznie broń. Jej przerażająca siła rażenia, zwłaszcza skierowana prosto w ciała i umysły dzieci, przywodzi na myśl Fisherowską sprzeczność. Wynalazek teoretycznie mający pchać cywilizację do przodu, konserwuje status quo oraz torpeduje jakąkolwiek nadzieję na jutro. Zatruwa kolektywną świadomość najmłodszego pokolenia, a więc tych, którzy potencjalnie mieliby zostać architektami lepszej przyszłości. Zamiast wspierać ich rozwój, cofa go o co najmniej kilka dekad wstecz.

Inny przykład: Central European Digital Media Observatory, czyli organizacja zajmująca się monitorowaniem dezinformacji internetowej w Europie Środkowej, już rok temu informowała o tym, że sztuczna inteligencja stanowi znaczące zagrożenie dla seniorów. Badacze związani z tym projektem zauważają, że tzw. deepfaki (wygenerowane za pomocą sztucznej inteligencji filmy wideo przedstawiające nieprawdziwe sytuacje, często z udziałem postaci do złudzenia przypominających wygląd, manieryzmy i mowę realnych osób) wielokrotnie służyły do finansowych oszustw, których ofiarą padali właśnie najstarsi użytkownicy sieci. Ponadto Jonathan Jarry, naukowiec z kanadyjskiego Uniwersytetu McGill, ostrzega przed youtubowymi kanałami, które w nieetyczny sposób wykorzystują SI, próbując sprzedać starszym osobom fikcyjne leki czy fałszywe porady medyczne za pośrednictwem wygenerowanych głosów i twarzy nieistniejących ekspertów.

Tu także daje się zauważyć wiecznie powracający motyw „anulowanej przyszłości”. Optymistyczny futuryzm zakłada bowiem, że technologia nowej ery zmieni świat na lepsze, na zawsze – pozytywnie – przeobrazi jego społeczno-kulturowe oblicze. Żeby jednak doszło do tak spektakularnej transformacji, technologia musi osiągnąć wyżyny swojego utylitarnego potencjału. W innym wypadku jej rozpędzona maszyna przyczyni się do zmarginalizowania ogromnej części populacji.

Ideał maszyny tworzącej nowy, wspaniały rozdział życia na Ziemi zostaje unicestwiony. Z odmętów tej pięknej halucynacji wyłania się obraz całkowicie przeciwny: cyfrowego despoty, którego najbardziej interesuje konserwowanie status quo, czyli masowa produkcja pogardy dla dnia wczorajszego (żerowanie na ufności osób starszych oraz na ich swoistym respekcie wobec nowych technologii) i kastracja możliwości jutra (wychowywanie najmłodszych w reżimie skrajnej bierności). Musimy przyjąć do wiadomości to, że sztuczna inteligencja definiuje aktualną nowoczesność oraz oblicze jej jutra (tak jak nowe milenium określał gwałtowny rozwój internetowej cyberprzestrzeni). Innymi słowy, jest ona materializacją dalekosiężnych proroctw całej masy zamierzchłych filozofów, pisarzy science fiction i różnej maści okultystycznych mediów. Urealnieniem wszelkich przewidywań dotyczących tego, jak będzie wyglądał XXI wiek. I biorąc tę rzeczywistość pod uwagę, jesteśmy skazani na rozczarowujące wnioski.

Technologiczny rozwój, który miał sprzyjać edukacji, jawi się jako proces utrzymujący system oświaty w stanie permanentnej stagnacji. Nauczyciele proszą chata GPT, by ten przygotował zadania dla ich uczniów, a uczniowie proszą tego samego chata GPT, by przygotował dla nich poprawne rozwiązania. Ta cybernetyczna farsa pokazuje, do jakiego miejsca właśnie dotarliśmy, tzn. do punktu krytycznego, w którym technologia funkcjonuje jako systemowy eskapizm. Zamiast przeobrażać stare paradygmaty (na przykład wymyślając nowe, kreatywne zadania), automatyzuje je i pozwala, by egzystowały zupełnie swobodnie, bez jakiejkolwiek krytycznej ludzkiej interwencji.

Dzisiejsza problematyczna relacja pomiędzy nową technologią a edukacją znajduje też swój znacznie bardziej bezpośredni czy wręcz wulgarny wyraz w formule youtubowego AI slop. Przeglądając tylko tegoroczne wątki na jednym z najbardziej popularnych forów dyskusyjnych Reddit.com, dostrzeżemy dziesiątki postów o tym, że użytkownicy natrafiają na kolejne wideoeseje (na przykład na temat historii muzyki czy zagadnień społecznych) opatrzone narracją wykorzystującą głosy wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Można więc stwierdzić, że technologia obsługująca platformę streamingową, a więc potencjalnie medium oferujące alternatywne formy edukacji, przekazuje wiedzę czysto fasadową. Wygenerowany głos nie tylko miewa kluczowe problemy z wymową istotnych słów, ale przede wszystkim zniechęca do obcowania z danym zagadnieniem. Choćby dlatego, że jego sztuczność, brak ludzkiego pierwiastka, nadaje omawianej problematyce cech trupiej, wysuszonej na wiór notki encyklopedycznej.

Wszechpotężna klątwa SI nie ominęła też popkultury. Kilka miesięcy temu wygenerowany zespół The Velvet Sundown dobił do miliona odsłuchów na Spotify. Niczego nieświadomi odbiorcy odtwarzali albumy grupy, sądząc, że obcują z pełnokrwistymi artystami. Tymczasem wbrew własnej woli umacniali potęgę wirtualnej fikcji.

Analogiczną sytuację widać również na łonie kultury oddolnej, którą dziś reprezentują przede wszystkim zalewające portale społecznościowe memy. Jeszcze kilka lat temu stanowiły one esencję czysto demokratycznej wartości internetu. Uosabiały wolność i swobodę w wyrażaniu siebie, swoich emocji, niepokojów, artystycznych gestów. Były masowo produkowaną sztuką w stylu do it yourself – trafiającą pod strzechy wypowiedzią na temat rzeczywistości, która potrafiła nie tylko obserwować nastroje społeczne, ale też na nie wpływać. Niegdyś to właśnie wytwórcy memów (zazwyczaj, choć nie zawsze anonimowi) decydowali o zawartości tego, co codziennie widujemy na naszych wallach. Ewoluująca sztuczna inteligencja i tym samym narodziny AI slopu dość radykalnie to zmieniły. Być może jeszcze oryginalne, ludzkie memowe treści nie zostały całkowicie zastąpione przez wygenerowane audiowizualne półprodukty, aczkolwiek postęp technologiczny zmierza właśnie w tym kierunku. Przenikający do naszych smartphone’ów cybernetyczny szlam zamienia scrollowanie w antyczynność, konsumpcję zawartości, która jest w istocie martwa.

Prawie dekadę temu w filmie HyperNormalistation kultowy dokumentalista BBC Adam Curtis poddawał krytyce esencję tego, czym w XXI wieku jest liberalna demokracja. Z jego perspektywy to jednocześnie największe osiągnięcie i największa klęska nowoczesności. Autor dostrzega triumfalność systemu – w który się już nie wierzy i po prostu uznaje za domyślny – w przegranych obliczach jego największych konkurentów. A są to twarze właściwie nieobecnego w krajach europejskich i Stanach Zjednoczonych komunizmu oraz dogorywającej socjaldemokracji (parlamentarnej lewicowości, którą definiują establishmentowe ustępstwa, a nie postulaty pozytywne). Jednakże kontur porażki równie wyraziście rysuje się w wypadku najnowszych stadiów neoliberalizmu. System, który odniósł zwycięstwo, zupełnie zmonopolizował wyobraźnię socjopolityczną Zachodu. Absolutne unicestwienie jakichkolwiek alternatyw doprowadziło go do najbardziej logicznej konkluzji – rozpaczliwego impasu.

Ideologia przeciwstawiająca się komunistycznemu pragnieniu stworzenia zupełnie nowego świata, a także socjaldemokratycznej chęci cierpliwego reformowania starego czerpie swą siłę z radykalnej neutralności. Zamiast ryzykownej rewolucji, obiecuje spokojną stagnację. Zamiast poświęcania się dla społecznej zmiany, oferuje skupienie na komforcie indywidualizmu. Mówiąc znów po Fisherowsku, zwycięstwo liberalnej demokracji anulowało przyszłość. Zakonserwowało status quo i odrzuciło możliwość ruszenia z miejsca, albowiem taki scenariusz zbliżałby ją do jej poległych oponentów. Argument Curtisa pozwala lepiej zrozumieć genealogię fenomenu SI szlamu – jego społeczne, polityczne i kulturowe korzenie. Mówi o tym, że terytorium zdefiniowane przez pielęgnację zastanego porządku socjopolitycznego musi zrodzić technologię zorientowaną przede wszystkim na ochronę kulturowej monotonii.

Wie o tym Donald Trump, który umieszcza na swoim profilu w portalu X wideo „Trump Gaza” – minutę groteskowego SI szlamu przedstawiającego między innymi Benjamina Netanjahu, Elona Muska i jego samego opalających się w Strefie Gazy, świętujących przekształcenie zony ludobójstwa w coś, co przypomina luksusowy kurort. Prezydent Stanów Zjednoczonych publikuje ów filmik, gdyż jest w pełni świadomy gry, w której bierze udział. Pokazuje, że doskonale orientuje się w zasadach wspomnianej narracji radykalnej neutralności. Zachowuje pozory akceleracji (wykorzystuje najnowszą technologię, pozuje na antyestablishmentowego trefnisia) i jednocześnie właściwie nie pcha niczego (w tym wypadku zapowiadanego pokoju w Gazie) do przodu choćby o milimetr.

Czy z teorii Marka Fishera i Adama Curtisa możemy wywnioskować, że za panowania socjalizmu nie mielibyśmy problemu z AI slopem i pochodnymi zgniłymi owocami sztucznej inteligencji? Być może tak, być może nie. Jedno jest jednak pewne: nigdy się tego nie dowiemy, ponieważ wieloletnią wojnę społeczno-polityczną wygrała kultura stagnacji. Ze wszystkimi swoimi największymi zaletami i wadami.

Łukasz Krajnik

Łukasz Krajnik

Wykładowca, dziennikarz, konsument popkultury. Nauczyciel akademicki Uniwersytetu Gdańskiego. Regularnie publikuje na łamach czołowych polskich portali oraz czasopism kulturalnych. Bada popkulturowe mity, nie zważając na gatunkowe i estetyczne podziały. Prowadzi fanpage Kulturalny Sampling.

Oleksandra Balytska

Oleksandra Balytska

Urodziła się w Kijowie w 1995 roku. Ukończyła studia magisterskie na ASP im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu na kierunku projektowanie graficzne. Współpracuje z polskimi oraz zagranicznymi magazynami jako ilustrator, zajmuje się ilustracją książkową, tworzy własne autorskie projekty graficzne. W jej portfolio znajdziemy realizacje dla takich tytułów jak „The New York Times”, „The Atlantic” oraz „Refinery29”.

udostępnij:

Przeczytaj także:

Świadomość sztucznej inteligencji Świadomość sztucznej inteligencji Świadomość sztucznej inteligencji
Aleksandra Kozłowska

Świadomość sztucznej inteligencji

Gdańsk SF Gdańsk SF Gdańsk SF
Barbara Piórkowska

Gdańsk SF