Od słów do noża. Spirala pewnego hejtu

Ilustracja: Anna Rezulak

Sukces, który budował wspólnotę

Historia Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy to opowieść o tym, jak bieda zmieniła się w obfitość. Pierwsza zbiórka WOŚP – w 1993 roku – została zorganizowana spontanicznie, aby odpowiedzieć na potrzeby kardiochirurgii dziecięcej w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Zebrano imponującą kwotę 3 773 443,38 złotych (wówczas równowartość 1 535 440,68 dolarów). Starczyło, by rozdzielić zebrane pieniądze „pomiędzy wszystkie ośrodki kardiochirurgii dziecięcej w Polsce. Tym samym akcja nabrała znaczenia ogólnopolskiego, a nasze pierwsze zakupy w sposób istotny wpłynęły na poprawę pracy polskich kardiochirurgów dziecięcych”, informuje strona Fundacji WOŚP w rubryce „Najczęściej zadawane pytania”. Zakupiono między innymi kardiomonitory, aparaty do wspomagania oddychania, inkubatory – innymi słowy, podstawowy sprzęt medyczny w europejskim państwie pod koniec XX wieku. Sukces pierwszej zbiórki, a także jej pożyteczność uświadomiły organizatorom, że pomysł jest wart tego, aby go rozwijać. Fundacja WOŚP została zarejestrowana 2 marca 1993 roku.

Te wszystkie informacje znajdują się na stronie internetowej WOŚP, aby podkreślić jej transparentność i ubiec pytania, dlaczego fundacja ma tylko kilka dokumentów z pierwszej zbiórki. To Centrum Zdrowia Dziecka – jako organizator – prowadziło wszystkie sprawy biurowe i korespondencję ze szpitalami.

Rok 1993 był trzecim i bodaj najtrudniejszym rokiem przemiany ustrojowej. W Polsce zastosowano taki pomysł na transformację, który anulował państwowe struktury wsparcia i na ich miejsce wprowadził nieregulowany kapitalizm. Skutkiem ekonomicznym deregulacji cen była inflacja – w 1993 wynosiła 35,3%, ale warto sobie uświadomić, że w latach 1989–1992 było to, odpowiednio, 251,1%, 585,8%, 70,3%, 43%. Co prawda Grzegorz M. Kołodko w rozlicznych artykułach argumentuje, że podstawowe źródło inflacji, obecnej przecież przez całe lata osiemdziesiąte, stanowił system cen regulowanych, który maskował realne koszty produkcji, w zestawieniu z chronicznym deficytem budżetowym i rosnącym długiem zagranicznym – i trudno się z tym spierać – ale można było kolejne zmiany wprowadzać stopniowo, mając na uwadze dobro obywateli.

O ile w zagranicznych mediach prezentowano Polskę jako wzór ekonomicznego sukcesu (wskaźniki PKD szły w górę), o tyle pod względem psychologicznym transformacja stała się doświadczeniem konfuzji i bezsilności. Rosnącymi wskaźnikami trudno się najeść. „Co właściwie wywalczyliśmy, jeśli tak wygląda zwycięstwo?” – brzmiał wypowiadany na różne sposoby refren. W psychologii takie momenty nazywa się utratą sprawstwa. Reguły, na temat których wcześniej nie wolno było nawet dyskutować, zostały anulowane z dnia na dzień. Kategorie moralne i ekonomiczne przestały działać. Dotychczasowe kompetencje traciły wartość.

A przecież w latach 1980–1989 robotnicy i ówcześni działacze Solidarności mówili raczej o „samorządnej Rzeczpospolitej”, nie o kapitalizmie, a już na pewno nie o kapitalizmie w stylu amerykańskim. Model fiński, czyli silne państwo opiekuńcze w połączeniu z rozwijającym się rynkiem i wysoką partycypacją społeczną, byłby znacznie bliższy ich ideałom niż neoliberalna terapia szokowa. WOŚP stała się jednym z niewielu elementów polskiej transformacji, który przypomniał ten zapoznany w innych sferach model: wspólnotowy, oparty na współdziałaniu. Udało się jej odświeżyć znaczenie słowa „solidarność”. I znowu: w psychologii mówi się o zjawisku collective efficacy – przekonaniu, że grupa może osiągnąć cel, który przekracza możliwości jednostki. Nagłe wejście WOŚP w przestrzeń publiczną stało się antidotum na chaos i lęk, na poczucie utraty kontroli w obliczu rozpadu dawnych struktur.

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy od początku była czymś więcej niż tylko organizacją nastawioną na dobroczynność. Przywróciła poczucie wpływu, wiarę w sens solidarności, pewność, że „razem możemy więcej”. Stworzyła środowisko – do sukcesu wydarzenia przyczynili się wolontariusze, lekarze, muzycy, dziennikarze, przyjaciele fundacji. Zmieniła bezsilność w działanie, a gorzkie żarty na temat biedy – w aktywizm. W czasie gdy banknot o nominale 100 000 złotych (były takie przed denominacją, a także półmilionowe i dwumilionowe) naprawdę był wart 10 złotych, nagle okazało się, że jeśli zbierze się dość ludzi, to te śmieszne papierki, nadające się tylko do melancholijnej kontemplacji, naprawdę staną się coś warte. Ufundować sprzęt medyczny wart półtora miliona dolarów w jeden dzień? Tego i dziś nie powstydziłaby się Taylor Swift!

Film Fenomen (2023) w reżyserii Małgorzaty Kowalczyk wyjaśnia, dlaczego zbiórka WOŚP odbywa się zwyczajowo w styczniu. Jerzy Owsiak – człowiek o wielu talentach, dziennikarz i organizator wydarzeń, ale jednak osoba dopiero co początkująca w wolnej od cenzury państwowej telewizji – nie miał wielkiego wyboru, jeśli chodzi o termin realizacji swojego pomysłu: chciał mieć połączenie między studiami telewizyjnymi w polskich miastach przez cały dzień (od początku chodziło o to, żeby „gra” toczyła się równocześnie w wielu miejscach). Jedynym dniem, kiedy to było możliwe i którego nikt inny sobie wcześniej nie zarezerwował, była pierwsza niedziela stycznia.

Styczeń to nie bez powodu cichy miesiąc. Zwykle po grudniowych świętach ludzie są spłukani. Szansa na to, by zostały im jakiekolwiek nadwyżki na cele charytatywne, mogła być zerowa. Ale tu inflacja jakby pomogła. Z racji niewielkiej wartości złotego wolontariusze znosili do studia telewizyjnego torby, kosze i wiadra pełne banknotów. Studio telewizyjne zarzucone banknotami, które wysypywały się z pojemników? Ten element wizualny wzmocnił moment sprawczości i zachęcał do rywalizacji.

W Fenomenie jest to kluczowa scena. Widząc spektakularne efekty zbiórki, organizatorzy zrozumieli, że ich spontaniczna, trochę szalona inicjatywa okazała się sukcesem. I tak narodził się styczniowy rytuał – z przekroczenia stanu niemożności. Właśnie wtedy, w tym zimowym, pustym, pozakupowym styczniu, ludzie byli najbardziej gotowi, by zrobić coś razem. Działać w większej wspólnocie, otwartej dla wszystkich. Czas okazał się idealny. WOŚP powstała z braku, a stała się obfitością. W sytuacji, gdy społeczeństwu odebrano wszelkie mechanizmy wsparcia, kiedy państwo się wycofało, a politycy cieszyli się z ustaw o charakterze ideologicznym w przekonaniu, że to przede wszystkim na nich zależy obywatelom, WOŚP wypełniła tę lukę potrzeb i odbudowała godność, obudziła ducha solidarności, ożywiła go i dała mu nowy język. Nie związkowy, nie strajkowy, nie antysystemowy – tylko prospołeczny, radosny i afirmatywny. Orkiestra wyciągnęła z wczesnych lat 1990. to, co kryło się w nich najlepszego, a były to: energia transformacji, twórczy chaos, improwizacja, ale też ogromna społeczna solidarność.

Róg obfitości

Książka Jerzego Owsiaka Róbta co chceta, czyli z sercem jak na dłoni (2011) przedstawia „skromne początki, oryginalne pomysły, nietuzinkowe postacie i niezwykłe miejsca”. Jej tytuł odwołuje się do programu telewizyjnego Róbta co chceta, czyli rock’and’rollowa jazda bez trzymanki, który współprowadziła – obok Owsiaka – Agata Młynarska. Wykorzystane w nim hasło „róbta co chceta” jest siermiężnym przeszczepieniem idei follow your dream(podążaj za szczęściem) na grunt Polski, kraju cudownie ocalonego z politycznych odmętów. Stylistyczną oś audycji stanowił kontrolowany chaos. Goście nie mogli być za bardzo przygotowani. Ważny był też element zabawy. Prowadzący nosił czerwone spodnie, koszulki z nadrukami, okulary w stylu Eltona Johna i się jąkał. Tam też po raz pierwszy została użyta nazwa Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy – w ferie bożonarodzeniowe 1991 roku.

Niespodziewanie z zabawy dla wszystkich powstała akcja, która wprowadziła do społecznego dyskursu element troski o dzieci, czyli podgrupę społeczną bez prawa do samostanowienia, która jednak – zgodnie z ideą Janusza Korczaka – powinna być traktowana podmiotowo. W kontekście skarg na „malejącą dzietność Polaków” – a nie są one wynalazkiem naszych czasów, gdyż wskaźnikami urodzeń zmartwiła się już PZPR pod koniec lat siedemdziesiątych (poświadczenie można znaleźć w archiwum Radia Wolna Europa w Budapeszcie) – projekt WOŚP odpowiadał troską o szczęście rodzin, w których są dzieci, te już narodzone. Zadbać o ich dobro, zapewnić im przyszłość – to przejaw społecznej dojrzałości. A to można uczynić praktycznie – opiekując się ich zdrowiem i zmniejszając ich śmiertelność.

Każdą zbiórkę WOŚP, poczynając od 1993 roku, przeznaczano na potrzeby medycyny dziecięcej. Były to zatem: kardiochirurgia dziecięca (1993, 1997, 2020), neonatologia i pediatria (1994, 1999, 2001, 2003, 2004, 2005, 2012, 2018, 2016, 2017, 2018), onkologia dziecięca (1995, 2009, 2010, 2015), dziecięca chirurgia urazowa, traumatologia i medycyna ratunkowa (1996, 1998, 2006, 2007, 2014), ratowanie życia dzieci z wadami wrodzonymi (2002), nefrologia (2000, 2011), laryngologia (2008). W 2013 roku obok ratowania życia dzieci pojawia się po raz pierwszy wsparcie geriatryczne (godna opieka medyczna seniorów) i od tamtej pory powraca (2014, 2015, 2016). Kolejne lata przyniosą pomoc specjalistycznym szpitalom dziecięcym (2019), dziecięcej medycynie zabiegowej (2020), laryngologii, otolaryngologii i diagnostyce głowy u dzieci (2021), okulistyce dziecięcej (2022), leczeniu sepsy u dzieci i dorosłych (2023), płucom po pandemii (2024) oraz onkologii i hematologii dziecięcej (2025).

WOŚP jest jedyną taką inicjatywą na świecie, która w nowoczesny i globalny sposób zbiera fundusze na zakup sprzętu medycznego dla szpitali. Integrując miliony Polaków, także tych mieszkających za granicą, zgromadziła dotychczas ponad 2 miliardy złotych. Wyposażając szpitale w dziesiątki tysięcy urządzeń, sprawiała, że zakupiony przez nią sprzęt, oznaczony czerwonymi serduszkami, służy każdemu, niezależnie od tego, czy grał z orkiestrą czy nie. Nie było jeszcze przypadku, aby rodzic zastrzegł, że nie chce, by jego dziecko leczono sprzętem kupionym dzięki zbiórkom WOŚP.

Trudno wyobrazić sobie, czym Polska byłaby bez WOŚP. W ciągu lat Orkiestra stała się ruchem społecznym, który wyrósł z entuzjazmu i potrzeby działania, a także z chęci zobaczenia siebie w innej roli niż anonimowy przedmiot działań sił większych od nas i patrzenia w lustro z przyjemnością. Owsiak miał pomysł, intuicję i kilku znajomych w mediach i zrobił z tej inicjatywy coś nadzwyczajnego, co stało się inspiracją dla innych. Ludzie byli spragnieni wspólnoty, nadziei, czegoś, co nie jest polityką ani kolejną stratą. Kiedy w takich okolicznościach pojawia się ktoś, kto mówi: „Możemy zrobić coś dobrego razem i to będzie miało sens”, to nagle okazuje się, że nawet styczniowa bieda zmienia się w róg obfitości.

Idea WOŚP rozwijała się w synergii z pomysłem na Przystanek Woodstock. W zamierzeniu ten letni festiwal był podziękowaniem wolontariuszom i ludziom wspierającym styczniowe Finały – w lipcu 1995 roku Przystanek zorganizowano po raz pierwszy. Do udziału w kolejnych edycjach zapraszano polskie zespoły grające różne odmiany muzyki rockowej i folkowej, promowano talenty. Świadomie kształtowano typ odbiorcy: zainteresowanego alternatywną muzyką, ale szanującego ludzką różnorodność i zaangażowanego społecznie. Hasło 1998 roku wyraźnie dało do zrozumienia, czego nie tolerują organizatorzy: „Stop narkotykom, stop przemocy”. To przesłanie – że przestrzeń festiwalu ma być przestrzenią bezpieczną – zostało zrozumiane. W 1999 przybyło ćwierć miliona publiczności. Od 2006 roku na scenach Przystanku pojawiają się zespoły z całego świata. Wtedy też zaczęła działać Akademia Sztuk Przepięknych, do której zapraszano najciekawsze postaci ze świata kultury. W 2018 roku Przystanek Woodstock dokonał rebrandingu – zmienił nazwę na Pol’and’Rock Festival. W 2020, w czasie pandemii, festiwal odbywał się wirtualnie. W 2021 – stał się przeglądem postępowych organizacji pozarządowych, takich jak Centrum Edukacji Międzykulturowej, Ogólnopolski Strajk Kobiet, Otwarte Klatki i Polska Akcja Humanitarna. W 2022 roku Akademia Sztuk Przepięknych ujawniła się w formie wolnego uniwersytetu, na którym organizowano wykłady z zakresu praw człowieka i edukacji globalnej, psychologii i rozwoju osobistego, walki z uzależnieniami i oczywiście zdrowia. W 2025 roku na festiwalu odbyło się 48 koncertów artystów pochodzących z czternastu krajów, których wybrano z imponującej puli 852 zgłoszeń. Fakt, że wśród zgłoszeń było 112 artystów zagranicznych, świadczy nie tylko o marce imprezy, ale i o tym, że jest postrzegana w świecie jako dobrze zorganizowana i bezpieczna, a zarazem jako doświadczenie, które warto przeżyć.

Festiwal, darmowy i niebiletowany, opiera się na zasadach wyrażonych w haśle „Miłość. Przyjaźń. Muzyka”. Niesie antydyskryminacyjne przesłanie, przyciąga głównie młodzież liberalną, lewicową i alternatywną, która w otwartej przestrzeni Pol’and’Rock może poczuć, że jest większością. To wydarzenie przyjazne dzieciom i osobom z niepełnosprawnościami. Ma zaplanowane strefy sanitarne i zabezpieczenie medyczne, bezpłatne jest pole namiotowe. Programowo otwarty dla ludzi nastawionych pokojowo, szanujących cudzą przestrzeń i poglądy, nie zgadza się na przemoc, mowę nienawiści i agresję. Jest to o tyle ważne, że organizatorzy odpowiadają za bezpieczeństwo wielkich tłumów. Każdy, kto łamie zasady bezpieczeństwa, może zostać usunięty. W szczególności dotyczy to agresywnych uczestników i osób łamiących regulamin, pijących alkohol i używających narkotyków. Jak dotychczas nie było przypadku terroryzmu ani usuwania kogoś za poglądy. To bezpośredni wynik silnego etosu tego wydarzenia. Z dziwnych powodów niektórych ten etos drażni.

Kij w mrowisko

WOŚP była przestrzenią działania świadczącą o tym, że społeczeństwo nie da się zawłaszczyć – przestrzenią, której nienawidzi propaganda. Nigdy natomiast nie była – i nie chciała być – „charytatywną protezą państwa”, raczej niezależnym „państwem w państwie”. W 2012 roku, kiedy mijała dekada działalności WOŚP, co powinno stać się okazją do celebracji, Owsiak dostrzegł, jak system medyczny uzależnił się od zbiórek Orkiestry. To odkrycie musiało być bolesne. Pomimo wymiernych sukcesów, a właściwie za ich sprawą, spontaniczna u podstaw, nieustanna, skuteczna i świetnie zorganizowana działalność WOŚP stała się protezą. Dzięki niej kolejni politycy mogli zajmować się partyjnymi szaradami, a państwo z kartonu jakoś się trzymało – zwłaszcza że tymczasem wzmocniły się samorządy i pojawiły granty z Unii Europejskiej. Co można było usprawiedliwić w 1993 roku, w roku 2012 wygląda na bezczelność i chodzenie na łatwiznę. 29 grudnia 2012 roku Owsiak nazywa to oględniej:

Zdenerwowała nas powtarzalność i niewydolność systemu. 19 lat temu kupiliśmy kilkaset inkubatorów, które pracują po dzień dzisiejszy. A wiele z nich powinno być wymienionych. Kiedy przyszła na to pora, nikt się tym nie zajął. Okazuje się, że po raz kolejny to my je musimy kupić. A tak nie powinno być.

Wcześniej, we wrześniu 2012 roku, Owsiak skrytykował rzecznika praw dziecka, nawoływał do dyskusji o tym, „w jaki sposób wpływać na zachowanie dorosłych w stosunku do dzieci”. Najwyraźniej uważał, że politycy, którzy obwożą się dzięki jego akcjom, mogą raz zrobić coś w duchu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy – wykonać gest, który nie będzie miał wpływu na słupki PKD ani na konfiguracje wyborcze, ale za który być może podziękują im przyszłe pokolenia. Zwracał się do tych, którzy mają władzę i podtrzymują ją – na razie – dzięki niemu. Wyobrażał sobie, że wpłynie na zmianę przepisów, pisał w tej sprawie do Donalda Tuska, informując, że „polskie dzieci umierają nie tylko pokonywane przez chorobę, ale pokonane przez agresję dorosłych. Jest to zgodne z filozofią Owsiaka, który konsekwentnie przypomina, aby dbać o te dzieci, które już się narodziły. Można się domyśleć, że takie działanie byłoby dla niego patriotyzmem. Nikt o tym nie chciał słuchać.

Władza wysyła sygnał, że Owsiak ma się nauczyć, gdzie jest jego miejsce. Pozostaje mu świadomość własnego rozczarowania. Niecałe dwa tygodnie później, 11 stycznia 2013 roku, tuż przed kolejnym Finałem, skarży się, że biurokraci dostają pieniądze od WOŚP, dostają sprzęt, a nie potrafią dopilnować terminów w kalendarzu. Fundacja nie działa po to, żeby system się rozleniwiał:

Instytut Matki i Dziecka będzie zamknięty, bo pod koniec roku nie starcza pieniędzy. Kupujemy świetny sprzęt, a ktoś w systemie nawalił i nie zaplanował, że rok ma 12 miesięcy. Z winy urzędników, którzy dzielą te pieniądze, szpital ma kłopoty.

W styczniu 2014 roku Piotr Ciszewski rozwinął ten temat na portalu lewica.pl w artykule pod znamiennym tytułem Wielka Orkiestra Hipokryzji. Chociaż politycy przechwalają się udziałem w WOŚP („Premier Donald Tusk przeznaczył na licytację charytatywną koszulkę piłkarską, którą dostał od premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona”, Leszek Miller wystawił na aukcję obiad w swoim towarzystwie, Janusz Palikot – kolację), to „za rządów premiera Donalda Tuska okazuje się, że służba zdrowia jest coraz bardziej niedofinansowana. Brakuje pieniędzy na wyposażenie szpitali, a dostępność zabiegów zwłaszcza dla ludzi, których nie stać na prywatne leczenie, pozostawia, delikatnie mówiąc, wiele do życzenia”. Wniosek: „Przy okazji kolejnych finałów WOŚP trudno oprzeć się wrażeniu, że hipokryzja polityków osiąga coraz wyższe poziomy”.

Budżet państwa opiera się na cięciu wydatków na cele społeczne – w tym na służbę zdrowia: „Szczęście ma chory, który w ogóle dożyje do wizyty u specjalisty. Za jego [Tuska] rządów także opieka nad niepełnosprawnymi, przewlekle chorymi dziećmi wymaga od rodziców heroizmu, ze względu na wysokość zasiłków pielęgnacyjnych”. Autor dostrzega, że aukcje wymyślane na WOŚP, zwłaszcza przez ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza, to narodziny „nowej polskiej tradycji”, a zarazem sposób na budowanie „taniego państwa”. Ciszewski wskazuje na swoisty paradoks: „Serduszka stały się elementem promocji polityków skuteczniejszym od spotów wyborczych. Przez cały rok cięli wydatki na edukację czy służbę zdrowia. Oszukiwali i obiecywali, ale 12 stycznia 2014 okazali wielkie serce. Dzięki przygotowanym przez nich aukcjom udało się odzyskać dla służby zdrowia ułamek promila tego, co jej wcześniej zabrano”. Zarazem domaga się od Owsiaka bardziej radykalnego działania w tej kwestii.

Główną winą Owsiaka jest więc to, że w imię zebrania nieco większych pieniędzy nie jest w stanie odciąć się od hipokryzji i przyjmuje „pomoc” ludzi, którzy przez cały rok szkodzili. WOŚP przestała być społecznym, oddolnym zrywem, mającym wspomagać politykę ochrony zdrowia – za to jest wielką marketingowo-promocyjną machiną, sponsorowaną przez wielki biznes i wykorzystywaną przez polityków, przeciwieństwem tego, co głosi swoimi szczytnymi hasłami.

Tymczasem Owsiak właśnie zderza się ze ścianą hipokrytów. Politycy, którzy podpierają się jego fundacją, żeby realizować swoje kariery, nie mają zamiaru podejmować żadnych pogłębionych działań, aby wprowadzać w życie idee stanowiące podwaliny aktywności WOŚP. Być może jest nawet gorzej. Hipokryzja polega na ukrywaniu prawdziwych intencji, a tu neoliberalni politycy przygotowali dla swych wyborców festiwal bezwzględności. Kilka przykładów z 2015 roku, z miesięcy poprzedzających wybory, w wyniku których władzę przejmą populiści:

W styczniu pojawiają się nowe dane dotyczące samobójstw – w Polsce liczby rosną, w Unii maleją. W tygodniu „Wprost” ukazuje się artykuł Dlaczego Polacy odbierają sobie życie?, a Komenda Główna Policji publikuje statystyki: w 2014 było 6100 ewidentnych samobójstw i 8579 prób samobójczych. W porównaniu z rokiem 2012 nastąpił wzrost prawie o połowę. Dane GUS-u są jeszcze wyższe. Być może powodem wzrostu jest brak narodowego programu zapobiegania samobójstwom. W 2012 roku Polskie Towarzystwo Suicydologiczne złożyło propozycje u doradcy prezydenta. Nie zostały przyjęte. Rząd, Sejm, prezydent ignorują doniesienia. W prasie ukazuje się seria artykułów o frankowiczach, a pod nimi – negatywne komentarze czytelników. Posiadacze kredytów będą mieli szansę dołączyć do statystyk.

Również w styczniu 2015 roku opublikowany zostaje ranking Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Polska jest w ogonie. Najbardziej bolesny fakt to ciasne mieszkania, których utrzymanie pochłania pensje. Średni dochód rodziny na rok to 16 234 dolarów (za Polską są Węgry, Rosja i Estonia). Polacy pracują dłużej, niż wynosi europejska średnia (Polacy: 1929 godzin rocznie; średnia: 1765 godzin). Komentarze pod artykułem to jedna długa deklaracja: jesteśmy nieszczęśliwi, przepracowani i nikogo to nie obchodzi. Zgodnie z tą diagnozą władze (samorządy i władze krajowe) nie wydają z siebie głosu.

W lutym Sejm przyjmuje Konwencję Rady Europy o przeciwdziałaniu przemocy. Dokładnie: 6 lutego 2015 roku. Komentarz rzecznika episkopatu nie daje na siebie długo czekać: „nie rozumiem wielu posłów… zawiedliśmy się”. To głosowanie to „naruszenie podstawowych zasad cywilizacyjnych”, „zły dzień dla małżeństwa, rodziny i przyszłości demograficznej Polski i cywilizacyjnej naszego państwa” (KAI). Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, abp Stanisław Gądecki, w liście na Wielki Post skomentuje „nasze ustawodawstwo przeciwne życiu i obyczajom” i używając wielu cudzysłowów („współczucie” dla „ofiar”), omówi „konsekwencje moralne ustawy o tzw. przemocy”. Rząd najwidoczniej myślał, że przegłosowana dwa miesiące wcześniej, 22 grudnia 2014 roku, poprawka do budżetu, w której dopisano – niczym prezent pod choinkę przed posiedzeniem Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu – 16 milionów na Świątynię Opatrzności Bożej (PO, PSL), załagodzi relacje między rządem a Kościołem i da nadzieję na wsparcie w nadchodzących wyborach. Tymczasem ta kwota, choć z dzisiejszej perspektywy niewielka, wzbudziła oburzenie postępowych wyborców. Zwłaszcza że w ofierze została złożona też ustawa o związkach partnerskich: 18 grudnia 2014 roku wieczorem Sejm decyduje się nie włączyć jej do porządku obrad (PO, PSL, PiS). Z kolei kwestię Funduszu Kościelnego przesunięto na rok 2016. To manewrowanie można uznać za samobójcze, gdyż w ten sposób rząd neoliberałów skutecznie zachęca swój elektorat do pozostania w domach podczas zbliżających się wyborów prezydenckich i parlamentarnych. Ale to tylko efekt ciągłego przebywania we własnej bańce. Być może nastrój samozadowolenia panujący w rządzie i Sejmie sprawia, iż politycy wyobrażają sobie, że mają już bezwarunkową akceptację większości wyborców, a zniechęcają co najwyżej jakieś mniejszości w mniejszościach i epatujących emocjami wrażliwców.

W lutym 2014 roku nadal – już od miesięcy – protestują osoby z niepełnosprawnościami oraz rodzice niepełnosprawnych dzieci. 18 lutego odbywa się pikieta przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów – bez efektu. W rezultacie działania te przeradzają się w protest okupacyjny osób z niepełnosprawnościami i ich rodzin w budynku Sejmu. Wypowiedzi posłów ironizujących na ich temat powtarzane są przez liczne media. Powstają też teorie spiskowe. Protestującym odcina się dostęp do sejmowych łazienek. 30 kwietnia 2014 roku został powołany – nieefektywny, jak się okazało – okrągły stół. Temu spektaklowi przyglądamy się z narastającym przeświadczeniem, że rządzą nami dyplomowani socjopaci. Choć pewne wsparcie społeczne dają protestującym niezależne media, to przecież ani twity, ani artykuliki nie zastąpią ustawy, z której powinno wyniknąć faktyczne systemowe wsparcie. A tego rząd ani Sejm nie próbują zapewnić. Ten ignorowany przez władzę protest to spektakl społeczny, a zarazem – za sprawą postawy władz – popis bezwzględności. Sejm jako teatr to nienowe zjawisko. Ale – Sejm jako teatr okrucieństwa?

Być może Owsiak też jest oszołomiony tą demonstracją hipokryzji polityków, którzy przez lata korzystali z tuby Finału WOŚP, aby robić sobie reklamę. W dodatku była to reklama darmowa. Płacili za nią nabywcy obiadów, kolacji i pamiątek wystawionych na aukcję. Oszołomiony – i nagle bezsilny.

Mechanizmy hejtu

Jeśli zapytać o WOŚP w szpitalach, przychodniach i klinikach, usłyszy się tylko pochwalne słowa. Ale to nie przeszkadza hejterom. Nagonka na Jerzego Owsiaka to jedna z najlepiej udokumentowanych kampanii nienawiści wobec osoby publicznej w Polsce. Jej skuteczność – i wytrwałość – zadziwia. Ponieważ trudno znaleźć rozsądny argument przeciwko zbiórce na bezpieczeństwo i zdrowie dzieci (w 2025 roku na onkologię i hematologię dziecięcą zebrano 289 068 047,77 złotych), używa się najbardziej szkolniackich metod: bloger czyta hasło reklamowe WOŚP z odcieniem podejrzliwości lub drwiny w głosie i wyśmiewa sponsorów akcji. Prześmiewczość ma podważać wiarygodność inkryminowanego, jest stałym akompaniamentem, na przemian ironizującym i sarkastycznym, oskarżycielskim i pełnym dezaprobaty. Jednakże te infantylne metody okazują się najskuteczniejsze, jeśli są prowadzone masowo.

W roku 2025, jak podaje raport Instytutu Monitorowania Mediów (IMM), narracja ta okazała się „zorganizowaną kampanią mającą na celu zdyskredytowanie Jerzego Owsiaka i WOŚP”. Wartość medialnego ekwiwalentu hejtu oszacowano na 4 miliony złotych. Ponieważ owa kampania była prowadzona przez Telewizję Republika i inne prawicowe media, zamysł mógł być tak oczywisty jak chęć podczepienia się pod sukces WOŚP i przekierowanie wpływów („Nie dawaj na Owsiaka, wpłać na Republikę”). Przy takiej inwestycji trudno mówić o spontanicznym działaniu. Z raportu IMM wynika, że w całym 2025 roku w stacjach TV Republika oraz na portalu informacyjnym wPolsce24 pojawiło się 218 publikacji dotyczących działalności prezesa WOŚP. Zdecydowana większość z nich (89 procent) niosła szkodliwy wydźwięk dla jego wizerunku. Pozostała część przekazu (11 procent) miała charakter neutralny i informacyjny. W analizowanych mediach na temat Owsiaka nie odnotowano natomiast żadnej informacji o pozytywnym wydźwięku.

Mechanizmy hejtu wobec Owsiaka obejmują manipulację, eskalowanie emocji i powtarzanie fałszywych narracji, w których powielane są materiały insynuujące nadużycia. Mimo transparentności informacji w publikacjach WOŚP i na jej stronie internetowej oskarżenia wobec Fundacji i Owsiaka nie są łagodzone, tylko wprost przeciwnie – intensyfikowane. Tworzona jest pełna insynuacji narracja, która podważa wiarygodność finansową WOŚP i jej lidera. Owsiak jest chyba jedynym prezesem w Polsce, który nie czerpie korzyści finansowych z prezesowania – utrzymuje się z firmy produkującej programy radiowe i telewizyjne, a prezesem zarządu WOŚP jest jako wolontariusz. To przemyślane i celowe działanie. Jak tylko stało się oczywiste, że przez Fundację będą przepływać ogromne kwoty, często zebrane z ulicznych datków, twórca WOŚP zabezpieczył swoje dzieło. Ale członkinią zarządu Fundacji jest jego żona, Lidia Niedźwiecka-Owsiak, która była z WOŚP od początku i choć nie jest twarzą fundacji, jej profesjonalizm gwarantuje skuteczność: jako dyrektor medyczny utrzymuje stały kontakt z oddziałami pediatrycznymi. WOŚP nie jest spółką państwową, więc zakaz zatrudniania członków rodziny do niej się nie odnosi. Jednak powtarzany argument: „przecież tam pracuje jego żona!” na poziomie emocjonalnym okazuje się skuteczny.

Celem hejterskiej kampanii jest zniszczenie zaufania, które stanowi kapitał każdej inicjatywy charytatywnej. Pensję Lidii Niedźwieckiej-Owsiak można poznać na stronie fundacji; fundacja publikuje też raporty finansowe. Ale ta transparentność nikogo nie obchodzi. Ze względu na swoistą odporność na racjonalne argumenty kampania ta zdaje się być modelowana na „grillowaniu” Pawła Adamowicza. Dzieje się tak, chociaż ani Owsiak, ani jego żona nie popełnili nigdy pomyłki w wypełnianiu zeznań podatkowych. Nie żyją w sposób, który mógłby przyciągać uwagę lub budzić podejrzenia. Nie szkodzi. Ofiara takiej kampanii może się odwołać do sądu, wnieść pozew cywilny. Lecz procesy trwają długo, a skutki nie odstraszają nawet pojedynczych hejterów, nie wspominając o dużych instytutach, takich jak gazeta, telewizja czy portal internetowy. Gdy organizacja przeznacza 4 miliony złotych na zdeprecjonowanie Fundacji WOŚP, to na pewno nie przestraszy się kilkudziesięciu tysięcy złotych kary, którą po kilku latach każe jej zapłacić sąd. Stracony czas i zdrowie znajdą się po stronie ofiary.

Równolegle do narracji deprecjonującej, opartej na insynuacjach finansowych, rozwija się narracja polityzująca. W niej WOŚP przedstawiana jest jako strona sportu. A fundacja powinna być bezstronna. Nawet w przychylnych relacjach medialnych (Onet, „Fakt”, „Wprost”, „Super Ekspres”) pojawia się obraz WOŚP i Owsiaka nie jako neutralnego aktora społecznego, lecz jako figury w przestrzeni polaryzacji politycznej, figury, przeciw której ustawia się „media prawicowe”. Taka narracja przekształca działalność charytatywną na rzecz poprawy stanu zdrowia społeczeństwa i podniesienia poziomu społecznego zadowolenia do takiego, jaki jest udziałem społeczeństwa w państwach wysoko rozwiniętych, w pole bitwy ideologicznej, a to ułatwia usprawiedliwianie ostrych ataków („to nie hejt, to walka z przeciwnikiem politycznym”).

Raport IMM wskazuje na konkretne techniki-mechanizmy hejtu. Są to: powtarzanie fałszywych narracji (niezależnie od tego, ile razy zostaną sprostowane lub oprotestowane) i powielanie narracji krzywdzących (kiedy atakowana osoba naprawdę popełniła błędy, lecz zostały one naprawione); łączenie WOŚP z polityką; podważanie wiarygodności finansowej; personalne ataki na Owsiaka i eskalowanie emocji poprzez manipulacyjne materiały. Ta lista to klasyczne narzędzia kampanii dezinformacyjnych.

Dlaczego Owsiak stał się celem? Jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w Polsce, ale to nie wyjaśnia powodów ataku. Zdarza się przecież, że zupełnie nieznani ludzie znajdują się w świetle reflektorów za sprawą negatywnej kampanii. Bardziej pasuje tu myśl, iż WOŚP działa jako kontrinstytucja i tym samym ujawnia niewydolność rządu – niezależnie od jego barw politycznych.

Od 2022 roku państwo jest rządzone przez koalicję, która została wybrana dzięki jej postępowym obietnicom, chociaż przewodnimi postaciami są w niej politycy wcześniej obojętni wobec najbardziej poszkodowanych obywateli: ludzi, którzy znaleźli się w tak trudnej sytuacji, że rozważają samobójstwo, dzieci zagrożonych przemocą oraz osób z niepełnosprawnościami. Nic dziwnego, że wyborcy mają wrażenie błędnego koła i przeczucie, że w rezultacie kolejnych wyborów historia się powtórzy. Media prawicowe mogłyby atakować rząd za to, że nie usprawnia systemu opieki zdrowotnej. I to byłby realny zarzut. Dlaczego więc tworzą fikcyjną rzeczywistość?

Istotnym powodem może być przyjemność, którą się czerpie, wyobrażając sobie, jak Owsiak cierpi – gdyż jest on naprawdę łatwym celem kampanii nienawiści. Faktycznie nosi „serce na dłoni”. Hejt go dotyka. Przyznaje publicznie, że „tego nie udźwignie po prostu”. Spontaniczność to dar, który pozwala mu zobaczyć więcej i przyciąga ludzi do niego oraz jego inicjatyw; wrażliwość sprawia, że Owsiak reaguje na sytuacje, które wymagają przyjścia z pomocą; intuicja (oraz, rzecz jasna, doświadczenie) pozwala mu znaleźć szybkie i skuteczne rozwiązania. Ale te trzy cechy: spontaniczność, wrażliwość i intuicja, stają się jego piętą Achillesową, jak tylko dochodzi do konfliktu – bo Owsiaka łatwo wyprowadzić z równowagi. Może to uczynić dziennikarz uparcie zadający to samo pytanie, chociaż już otrzymał odpowiedź. Jest to technika nękania, która nie służy pozyskiwaniu informacji. Paweł Adamowicz potrafił znosić takie napaści cierpliwie, w jednym wypadku – przez cały Marsz Równości. Zarządzając Przystankiem Woodstock, Owsiak musiał reagować szybko, a to oznacza: na przykład obsztorcować i wyrzucić ludzi, których uważał za niebezpiecznych. W innych kontekstach społecznych to samo szybkie działanie wygląda tak, że Owsiakowi szybko przepalają się bezpieczniki.

Internetowy troll czerpie przyjemność z cierpienia ofiary, a Owsiak dramatyzuje. Jego reakcje są dokumentowane i stają się powodem kolejnego aktu wyśmiewania i krytyki. Nie znaczy to, że reakcje te są bezpodstawne. W jednym z dramatycznych wpisów Jerzy Owsiak odniósł się gróźb, które otrzymuje: „Jeżeli nie dożyję jutra, to pamiętajcie, w jaki sposób tym szczuciem, tymi metodami, które są powtórką ze zdarzeń z Gdańska, grupa nienawistnych ludzi niszczy to, co wszyscy razem budowaliśmy przez ponad trzy dekady”. Owsiak słusznie obawia się, że historia może się powtórzyć, i przypomina napaść na prezydenta Gdańska na scenie WOŚP. Spirala negatywnych komentarzy nakręca się w kierunku gróźb karalnych, łącznie z groźbami zabójstwa. 15 stycznia 2025 policja zatrzymała mieszkańca Podkarpacia, który nawoływał do zabójstwa Owsiaka w mediach społecznościowych, motywowany internetowym hejtem. Nie miał zamiaru dokonać tego czynu sam, ale wyznaczył stawkę 100 000 złotych. Owsiak otrzymywał też groźby telefonicznie i mailowo. Stał się ruchomym celem nie tylko dla prawicowych mediów.

Owsiak (i Fundacja WOŚP) cierpliwie wyjaśnia, zamieszcza, publikuje, ale jeśli celem jest zniszczenie wiarygodności, to deklaracje dobrej woli nic nie zmienią. Przy odpowiednio złej woli łatwo przekręcić znaczenie nawet najlepszych pomysłów i taki śmiech klakierów towarzyszy Owsiakowi już od trzydziestu lat. Nazwa programu telewizyjnego Róbta co chceta, czyli rock’n’rollowa jazda bez trzymanki dostała wciry za „propagowanie hedonizmu”. Używano jej w skrócie – tylko trzy pierwsze słowa – aby insynuować, że takie jest „motto życiowe Owsiaka”. W związku z tym na stronie Fundacji znajduje się sprostowanie, że jedyną filozofią, którą kieruje się Jerzy Owsiak, jest „filozofia przyjaźni, dobra, wzajemnego zrozumienia i szacunku dla inności, ale także nietolerowania zjawisk dyskredytujących człowieka ze względu na jego rasę, wyznanie czy przekonania polityczne”. Te słowa znajdują coraz mniej odbicia w przestrzeni politycznej.

Propozycja WOŚP-u i Owsiaka stanowi przestrzeń wolności i sprawczości, a zarazem taki typ dyskursu, który pozwala wyjść poza przeklęty, klaustrofobiczny „duopol”. Kiedy do tego dyskursu dorósł Paweł Adamowicz, to poszerzył go, proponując naukę samorządowej niezależności, sieciowania, empatii, sprawczości i odpowiedzialności obywatelskiej. A te cechy nie są mile widziane ani w systemie neoliberalnym, ani autorytarnym.

WOŚP była przestrzenią, którą należało symbolicznie zniszczyć, aby zniszczyć jej znaczenie. Była przestrzenią radości i wspólnoty – w przeciwieństwie do polityki, która dość szybko zdefiniowała się jako przestrzeń lęku, manipulacji i przemocy. WOŚP była pożyteczna, ale jeszcze bardziej była niewygodna, bo pokazywała, że społeczeństwo potrafi działać bez państwa – bez nadzoru i bez poczucia winy. WOŚP to kontrprojekt – a raczej projekt umysłu niezniewolonego w starciu z autorytarną logiką kontroli.

Ataki na Jerzego Owsiaka nie pojawiły się nagle w 2019 ani w 2025 roku, lecz stanowiły kulminację wieloletniej kampanii, której startu można się doszukać w roku 2013. Początek spirali w tym kontekście oznacza moment, w którym zaczyna się proces narastania wrogości, narracji nienawiści i delegitymizacji, który później prowadzi do przemocy symbolicznej, a w końcu – do przemocy fizycznej.

Można tu mówić o spirali narracyjnej: kto ma prawo mówić prawdę? Tu znaczącymi punktami są pierwsze publiczne oskarżenia, pierwsze manipulacje, pierwsze próby podważenia czyjejś wiarygodności, pierwsze ramowanie WOŚP jako podejrzanego zjawiska. Jest to moment, w którym zaczyna się tworzyć alternatywna rzeczywistość medialna. To ten etap, gdy jeszcze nie ma przemocy, ale już jest język, który ją umożliwia.

Można też mówić o spirali polaryzacji: my kontra oni – kiedy to uwyraźnia się konflikt między obywatelami a instytucjami, uwyraźniają się pierwsze próby ustawienia WOŚP jako wroga, a także pierwsze próby moralnego szantażu. Jest to początek spirali polaryzacji. W takim momencie zaczyna się dzielenie społeczeństwa, pojawia się język wykluczenia, zaczyna się delegitymizowanie działań społecznych, które nie są kontrolowane przez państwo lub Kościół.

Wreszcie należy wspomnieć o spirali przemocy symbolicznej: od słów do czynów. Są to pierwsze ataki personalne, pierwsze próby zastraszenia, pierwsze „testowanie granic” – jest to początek spirali przemocy symbolicznej, która później prowadzi do nagonki medialnej, dehumanizacji, przemocy fizycznej. To ten etap, kiedy jeszcze nie ma noża, ale już istnieje język, który pozwala go użyć.

To, co powinniśmy zapamiętać: spirala to nie jest jednorazowy incydent. To proces, który zaczyna się niewinnie, ale wkrótce przyspiesza, zatacza coraz szersze kręgi, wciąga coraz więcej aktorów, staje się coraz bardziej nieodwracalny. Spirala w tym ujęciu to metafora narastania i eskalacji. Inspiracją dla niej są: teoria porządku interakcyjnego Ervinga Goffmana, czyli idea jawnych i ukrytych reguł kierujących interakcjami ludzi, który to porządek można zrekonstruować za pomocą modelu dramaturgicznego; Hannah Arendt teoria polityki jako „przestrzeni między ludźmi”; wreszcie Susan Benesch i jej teoria „niebezpiecznej mowy”.

Warto dodać, że nigdzie i w żadnym miejscu, nawet podczas najbardziej swobodnej rozmowy lub konsultacji psychologicznej, S – zredukowany w tej opowieści do pojedynczego inicjału zamachowiec – nie wypowiada żadnej negatywnej opinii na temat WOŚP czy prezydenta Adamowicza. Napastnik nie jest źródłem spirali – jest jej produktem. Nawet jego najbardziej ekstremalne listy do prokuratury mają w sobie coś z radykalnego, chaotycznego performansu – nie dlatego, że są niewinne, lecz dlatego, że są pozbawione chłodnej strategii, która charakteryzuje działania internetowych prześladowców. Są szokujące, ale impulsywne w porównaniu z chłodną kalkulacją blogera, który przez całe lata tropienia rozszyfrował dobrze swoją ofiarę, poznał jej słabe punkty i atakuje w momencie ewidentnej słabości lub (wprost przeciwnie) celebracji – w każdym razie wówczas, kiedy ona się kompletnie tego nie spodziewa. Można argumentować, że atak na scenie w czasie XXVII Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy jest właśnie wyrazem takiej chłodnej kalkulacji. Był język, znalazł się nóż.

 

PS 25 stycznia 2026 roku odbył się XXXIV Wielki Finał Świątecznej Pomocy, którego celem było wsparcie gastroenterologii dziecięcej. W dniu publikacji artykułu na liczniku zbiórki było 133 458 414,19 złotych.

Niniejszy tekst stanowi fragmenty książki Wystawiona demokracja: prawo, przeoczenia i zabójstwo Pawła Adamowicza, zrealizowanej w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Izabela Morska

Izabela Morska

Pisarka i profesoressa. Autorka Trojki (2024), 1983. Maszynopisów (2032) i Znikania (2019). Laureatka Nagrody im. Juliana Tuwima (2018) i Pomorskiej Nagrody Literackiej „Wiatr od Morza” (2020). W 1986 emigrantka i uchodźczyni. Na przełomie wieków felietonistka „Marie Claire” i „Cosmopolitan”, autorka rubryki o twórczym pisaniu dla „Wysokich Obcasów” i rubryki o książkach dla „Twojego Stylu”. Od 2009 roku z powrotem na Uniwersytecie Gdańskim, gdzie uczy kontekstów literatury amerykańskiej.

Anna Rezulak

Anna Rezulak

Ukończyła Uniwersytet Gdański, a sztuki fotografii uczyła się w Trójmiejskiej Szkole Fotograficznej. Zawodowo związana jest z Agencją Fotograficzną Kosycarz Foto Press, gdzie zajmuje się fotografią reportażową. Od kilku lat stale dokumentuje między innymi Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, festiwal kina dokumentalnego Millennium Docs Against Gravity czy branżową konferencję Forum Wokół Kina. Fotografuje także kolejne edycje Nagrody Literackiej Gdynia. Bardzo często jest obecna na koncertach, na przykład podczas Festiwalu Jazz Jantar w Klubie Żak. Jej zdjęcia publikują „Polityka”, „Wprost”, „Newsweek Polska”, „Zwierciadło”, „Jazz Forum”. Osiągnięcia w zakresie fotografii koncertowej doceniono w prestiżowym międzynarodowym konkursie Jazz World Photo, w którym w 2018 roku zdobyła trzecie miejsce, a w 2015 i 2016 roku była finalistką. W 2023 roku otrzymała Grand Prix XXVII Konkursu Gdańsk Press Photo za zdjęcie Wyrok.

udostępnij:

Przeczytaj także:

Korytarz, którego nie było Korytarz, którego nie było Korytarz, którego nie było
Izabela Morska

Korytarz, którego nie było

Po śladach Po śladach Po śladach
Antonina Tosiek

Po śladach