Mury i mosty

Gianna Lange „I wtedy skoczymy”, Marpress, 2026
Gianna Lange „I wtedy skoczymy”, Marpress, 2026

W znakomitej serii „Bałtyk” Wydawnictwa Marpress ukazuje się właśnie kolejna książka: I wtedy skoczymy Gianny Lange, w tłumaczeniu Ewy Mikulskiej-Frindo. Po propozycjach z Islandii, Danii, Finlandii (wyjątkowe i wybitnie przetłumaczone przez Sebastiana Musielaka Polowanie na małego szczupaka Juhaniego Karili), Estonii, Norwegii, Szwecji, Litwy i Łotwy wydawnictwo po raz trzeci sięga po twórczynię z Niemiec. Wcześniej przedstawiło polskim odbiorcom powieści W sztucznym świetle Deniz Ohde (2022) oraz Czempionki Jovany Reisinger (2023).

I – informacja dla niewtajemniczonych w niuanse rynku książki oraz pełniejszy obraz rodzimych preferencji czytelniczych – jest to nie tylko dowód konsekwencji w kształtowaniu serii, odkrywaniu dzięki niej słabo obecnych w Polsce światów literackich, ale też odwagi, czy wręcz edytorskiej dezynwoltury. Bo, jak mawiają ci, którzy sprawdzili popularność niemieckiej literatury na własnym budżecie wydawniczym: „Eee… niemieckie, to się nie sprzeda”. Aż dziw bierze, że w kraju, w którym tak niezwykłą estymą cieszy się motoryzacja i chemia z Niemiec, tak niewielu czytelników uważa, że równie jakościowa może być najnowsza pochodząca z tego kraju literatura.

Marpress idzie w ryzyku na całość, bo w dodatku sięga po debiuty. Tak było w wypadku Ohde, tak też jest w wypadku Gianny Lange. Autorka powieści I wtedy skoczymy urodziła się w 1988 roku w Bremie, tam się wychowała i studiowała, a obecnie mieszka i pracuje. Jak można sądzić, literatura to dla niej także społeczne zaangażowanie: była członkinią założycielką grupy poetyckiej gabrieleschreibtgedichte, działa w kolektywie Kollit, łączącym młodych twórców ze sobą, ale także z innymi twórcami oraz instytucjami kultury, oraz w redakcji czasopisma literackiego „Koller”. Jej pracę nad debiutancką książką wsparło stypendium przyznawane przez Bremer Literaturkontor, instytucję, która wśród swoich zadań ma również wspomaganie (finansowe i organizacyjne) wschodzących talentów literackich.

Krótka, zaledwie dwustustronicowa powieść Lange została osadzona w dwóch tradycjach fabularnych: jest powieścią drogi i współczesną realizacją Bildungsroman – powieści o dojrzewaniu. Podróży jest tu w zasadzie kilka. Przede wszystkim towarzyszymy w drodze Rosie, głównej bohaterce i narratorce opowieści, która wyrusza z północnych Niemiec, by przez Europę Środkowo-Wschodnią dotrzeć do Mostaru – to jej sposób na przeżycie żałoby po śmierci matki. Rosa przemierza trasę, którą w dzieciństwie przebyła z matką – i to jest podróż druga, odbywana dzięki retrospekcjom, niezbyt odległym, bo teraz Rosa ma zaledwie dwadzieścia parę lat. Wreszcie jest podróż trzecia, Emmy, która zmierza do kraju swego pochodzenia, a jej drogi splatają się z drogami Rosy.

W drodze do Mostaru Rosa na nowo układa się ze sobą i swoją rodzinną historią. Jej kontekst tworzą: rozedrgana emocjonalnie, wrażliwa, uzależniona od alkoholu i narkotyków matka artystka, jej trudna relacja z własną matką i tęsknota za ojcem, który odszedł; nieobecny, choć nie do końca z własnego wyboru ojciec Rosy, wreszcie ona sama, przedwcześnie zmuszona do pełnienia wobec matki funkcji opiekującego się nią dorosłego. „Była zbyt słaba, by mnie trzymać” – wspomina chwile spędzone przy umierającej. „Więc ja ją trzymałam, jak zawsze” (s. 18).

Napięte i skomplikowane relacje rodzinne budują między potencjalnie bliskimi sobie osobami mury, które w powieści mają też swoje metaforyczne odpowiedniki. Przede wszystkim chodzi o – jak najbardziej realny – mur berliński. Ten przed upadkiem, rozdzielający w końcu rodziców Elise:

Twój ojciec stracił rozum i dobrowolnie poszedł do więzienia, które udaje, że jest krajem. – Matka chwyciła Elise za ramiona i spojrzała na nią przenikliwie. – Posłuchaj mnie, Lise. Dopóki ten mur stoi, my tam nie pojedziemy. Ani ty, ani ja. Zrozumiano? (s. 89)

I ten po zburzeniu, swoim upadkiem zapowiadający zmiany, które dla jednych okazały się spełnieniem marzeń, dla innych przerodziły się w koszmar wojny:

Kiedy opuściłyśmy Pragę i udałyśmy się dalej na wschód, wydawało się, że Elise czuje się lepiej. Pojechałyśmy przez Wiedeń i Budapeszt do Zagrzebia. […] dalej do Bośni, gdzie, jak opowiadała, w roku moich urodzin wybuchła wojna. Od dziesięciu lat na mocy porozumienia panował tam pokój, ale trzeba było trzymać się dróg i zwracać uwagę na tablice, bo tu i ówdzie wciąż były miny. Zatrzymałyśmy się w bośniackim Wiszegradzie […]. Potem pojechałyśmy dalej przez Sarajewo do Mostaru. (s. 69)

Są ściany mieszkania, które osłaniają, lecz nie tłumią dźwięków; ściany budynków noszące ślady wojny i przemocy. I ściany, o które można się oprzeć, by nie upaść, wreszcie ściany dające schronienie:

Mieszkanie było małe, kiepsko ocieplone, ale tanie, a przez okno mogłam wyjść na płaski dach nad kuchnią i podziwiać widok na miasto. To miejsce stało się moim królestwem. Zaledwie jedną dzielnicę dalej znajdowało się mieszkanie Elise, a wcześniej także moje, a jeszcze wcześniej również jego. Ulice, tory tramwajowe, rzeka, drzwi do mieszkania Elise i moje były dokładnie tym, czego potrzebowałam, aby odetchnąć. Zdałam sobie z tego sprawę, kiedy po przeprowadzce ustawiłam kilka kartonów z rzeczami i po raz pierwszy zamknęłam za sobą drzwi. Byłam sama. Żaden odgłos, który tu do mnie dotrze, nie będzie miał z nią nic wspólnego. Nie wychwycę tu żadnego dźwięku, który oznaczałby smutek, złość czy odurzenie. Słyszałam jedynie tramwaj i bulgoczący kaloryfer, nawet jeśli nie chodziło ogrzewanie. Mogłam oddychać. (s. 24–25)

Elementów, które pełnią podobnie metaforyczne czy symboliczne funkcje, pozwalające na wielopiętrowe i niejednoznaczne interpretacje bohaterów, tego, co im się przydarza, i tego, co czują, jest w powieści Lange bardzo dużo. Niektóre łatwo przeoczyć, jak teflonową patelnię, a właściwie teflon, który wzmacniając powłoki, bywa trucizną. Inne jasno wysuwają się na plan pierwszy, wokół nich wszystko się w tej książce konstytuuje. Rzecz jasna, najważniejszą tego typu figurą jest most. Nieprzypadkowo celem pierwszej podróży Elise i Rosy był Mostar, „miasto mostów”:

Elise szukała miejscowości z rzekami, bo w nich znajdują się mosty. A mosty, jak zawsze mawiała, wytrzymują tak wiele życia. Płynącą pod nimi wodę, podnoszącą się, opadającą, spokojną i rozszalałą oraz niezliczone stopy, łapy, kopyta i koła na swoich barkach. Opierały się wszystkiemu, cokolwiek się działo. Stałyśmy na niezliczonych mostach i pozwalałyśmy, by niósł nas ich mocny grzbiet, podczas gdy pod nami i wokół nas czas płynął dalej. (s. 69)

Most Karola w Pradze, miejsce spotkania rodziców Elise, a przede wszystkim „niewiarygodnie wysoki” (s. 103) Stary Most w Mostarze, obietnica skoku i jej spełnienie. To, co rozgrywa się między prologiem powieści a jej ostatnim zdaniem można uznać za pracowite, przęsło za przęsłem, budowanie przez narratorkę mostu, dzięki któremu dotrze do samej siebie, dojrzeje, zyska siłę, zrozumie swą matkę, pogodzi się z jej życiem, ale przede wszystkim z jej odejściem, i wkroczy w nowe relacje czy też odbuduje te, które kiedyś runęły. Przecież zburzone mosty się odbudowuje, nawet te powalone przez wojnę.

Sprawnie, nienachalnie, bez epatowania emocjami opowiedziana historia ma też swoje słabsze punkty. Być może odniesienia do historii są zarysowane zbyt szybką kreską, wątek uczucia rodzącego się między Rosą a Emmą nieco naiwny, a spotkanie Emmy z nieznaną wcześniej rodziną dziwnie bezproblemowe. Ale może właśnie tego potrzebuje współczesny czytelnik, zanurzony w świecie, w którym jest tak wiele problemów, coraz więcej murów i coraz mniej mostów, z których można odważnie skoczyć w oczyszczające nurty uczuć, wiedząc, że jeśli coś się nie powiedzie, ktoś będzie czekał na brzegu, by pomóc.

 

*

Na przełomie września i października 2026 roku Gianna Lange będzie rezydentką literacką w Gdańsku (wcześniej, 12 września o godzinie 17.00, czytelnicy będą mogli się z nią spotkać podczas Gdańskich Targów Książki na premierze polskiego tłumaczenia jej książki), a wydanie jej książki w gdańskim wydawnictwie stanowi zwieńczenie obchodów 50. rocznicy podpisania umowy o współpracy między Gdańskiem a Bremą.

Małgorzata Ogonowska

Małgorzata Ogonowska

Redaktorka, korektorka, wydawczyni.

udostępnij:

Przeczytaj także:

Chlebem i wódką Chlebem i wódką Chlebem i wódką
Marta Pilarska

Chlebem i wódką

Mali dorośli, duże dzieci Mali dorośli, duże dzieci Mali dorośli, duże dzieci
Aleksandra Lamek

Mali dorośli, duże dzieci