Goń cielę albo idź w dołek

Izabela Dłużyk, fot. Łukasz Głowala
Izabela Dłużyk, fot. Łukasz Głowala

Rozmowa z Izabelą Dłużyk, rejestratorką dźwięków natury, zwłaszcza ptaków, absolwentką filologii angielskiej i rosyjskiej na Uniwersytecie Gdańskim, tłumaczką. W 2015 roku australijskie wydawnictwo Listening Earth wydało trzy płyty Izabeli: Echoesfrom the Ancient ForestMorning at the Lutownia River oraz Morning Soundscapesfrom the Biebrza Marshes. Rok później polska wytwórnia Soliton opublikowała: Echa krainy łosia ptasi śpiew bez podkładu muzycznego oraz Echa krainy żubra ptasi śpiew bez podkładu muzycznego, a słowackie wydawnictwo LOM wypuściło album Soundscapes of Summer, w kolejnym roku Soundscapes of Spring. W 2023 roku Izabela Dłużyk znalazła się na liście „BBC 100 Women 2023” stu najbardziej wpływowych kobiet świata BBC w kategorii nauka, zdrowie i technologia. W 2025 roku ukazała się praca doktorska Dłużyk, zatytułowana Symbolizm dźwiękowy w polskiej, rosyjskiej, brytyjskiej i hiszpańskiej literaturze dziecięcej (Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego).

Aleksandra Kozłowska: Czy ptaki do ciebie mówią?

Izabela Dłużyk: Na pewno zadają pytania. Dużo pytań.

AK: O co?

ID: O to, co jest w życiu najważniejsze. Jedno z najgłębszych pytań, jakie dostałam od ptaków, ale też od całej przyrody, a które dotychczas mi towarzyszy, można ująć następująco: czy wiosna nie jest warta tego, żeby przeczekać zimę. Żeby przetrwać to, co trudne, by potem doznać czegoś lepszego. W zasadzie to pytanie o sens cierpienia w życiu.

AK: Ale też śmierci i odrodzenia. Na tym przecież polega odwieczne koło natury.

ID: Właśnie. Jeśli wiemy, że coś dzieje się źle i długo będzie źle – przecież zdarzają się sprawy przez lata nierozwiązane – to czy warto czekać na jakieś rozwiązanie, na wynalezienie innych ścieżek? Co by było, gdybyśmy patrzyli tylko na dzień bieżący? Bez porównywania, że dzisiaj było źle, jutro będzie jeszcze gorzej, a za pół roku to już w ogóle beznadziejnie?

AK: Stoicy i buddyści (zwłaszcza zen) twierdzą, że skupienie się na dniu dzisiejszym to najlepsze, co możemy zrobić.

ID: I ptaki takie są, tak działają. Rudzik budzi się rano i śpiewa bez względu na to, co było wczoraj i co będzie jutro. Przeżyłem noc, nic mi się złego nie stało, nic mnie nie boli, no to zaśpiewam, nie?

AK: Ty też tak podchodzisz do życia? Ptaki cię inspirują?

ID: Chciałabym, chociaż mam świadomość, że jeszcze tego nie umiem, bo to jest nauka na całe życie. Bo to oznacza zredukowanie do absolutnego minimum naszych prób długofalowego kontrolowania własnego życia i rezygnację z oczekiwań, że takie czy inne sprawy powinny iść według naszych założeń. Chyba nie ma w życiu nic trudniejszego. Im dłużej żyję, tym częściej zadaję sobie pytanie o nasze widzenie świata. Mówi się, że mózg tworzy świadomość, ale co, jeśli jesteśmy w błędzie, i mózg nie tworzy świadomości, lecz tylko ją filtruje? Zawęża do naszej perspektywy? Lubię myśleć, że świadomość jest czymś znacznie bardziej uniwersalnym.

AK: Piękna teoria. Podoba mi się idea, że wszystkie istoty w kosmosie łączy jedna wspólna świadomość. Jednoczy, zamiast dzielić. Hippisowskie, prawda?

ID: Tak. Kłopot polega na tym, że nie mamy do niej dostępu, bo z czasem ona się nam zawęża do tego, co potrzebne, albo tego, co nam się tylko wydaje, że jest potrzebne. I tak tracimy szeroki ogląd, sztywniejemy w przekonaniach.

AK: Obserwowanie przyrody, słuchanie ptaków pozwala ci tego uniknąć? Od kiedy natura zadaje ci pytania? I czy znajdujesz odpowiedzi?

ID: Słuchanie poszerza moją perspektywę, relatywizuje moje doświadczenia. Uczy, że uznawanie własnej niewiedzy nie jest upokorzeniem. To jednak wciąż proces. Zaczęło się, gdy byłam we wczesnej podstawówce. Interesowały mnie ptaki, pasikoniki…

AK: A twoje pierwsze nagrania?

ID: Nie pamiętam dokładnie. Kiedyś po prostu spontanicznie zaczęłam nagrywać w lesie jakieś ptaki, jeszcze nawet nie rozróżniałam gatunków. Szybko zrozumiałam, że chcę kolekcjonować nagrania ptasich głosów. Trochę tak jak dzieci kolekcjonują znaczki czy pocztówki. A gdy dostałam pierwsze kasety i płyty z głosami ptaków i płazów, postanowiłam, że chcę to robić profesjonalnie.

AK: Ile miałaś wtedy lat?

ID: Dziesięć, jedenaście. Wcześnie się ukierunkowałam. W życiu pomaga mi to, że nie zmieniam zainteresowań. One się tylko nawarstwiają. Jedno prowadzi do drugiego. Chyba jestem osobą o wysokiej wrażliwości. Od dziecka bardzo głęboko wszystko przetwarzałam. Co prawda, to się przez różne wydarzenia w moim życiu mocno pozamykało, ale od jakichś dziesięciu lat znów coraz bardziej się otwieram na odczuwanie i doświadczanie. Bo największe ryzyko jest takie, że przez lata możemy się wewnętrznie zamrozić i nawet nie zauważyć, jak bardzo staliśmy się poblokowani, a wtedy mnóstwo piękna i wzruszeń przelatuje nam przez palce. Obecnie jestem osobą przed czterdziestką, więc mogę już wyciągać wnioski z własnego życia. Mam większe wyczucie, o co warto kopie kruszyć, a gdzie pozwolić sobie na odpuszczenie. Konfrontacja z rzeczywistością, na którą często nie mamy wpływu, powoduje, że się zamykamy, jeśli nie potrafimy jej przyjąć.

AK: Zamykamy i frustrujemy.

ID: Właśnie. Dla mnie przyroda zawsze była kanałem, który nie pozwolił mi zamknąć się całkowicie, zacieśnić się tylko do tego, co jest zupełnie konieczne do przetrwania, albo – o zgrozo – zacząć zauważać innych ludzi tylko o tyle, o ile mogłabym coś od nich uzyskać. Ten kanał zawsze był bezpieczny, nieoceniający. Bo przyroda nigdy nas nie strofuje, nie wartościuje. Za to stawia pytania.

AK: A co z odpowiedziami?

ID: Nie mam ich wiele, jeśli w ogóle jakieś mam. Bo może w życiu wcale nie chodzi o odpowiedzi? Chociaż chyba jedną z najważniejszych rzeczy, które zrozumiałam, jest to, że niczego nie możemy robić z automatu – bo tak się robi, bo tak można. Zawsze, kiedy stajemy przed jakimś wyborem, musimy go dokonać w konkretnym kontekście, w konkretnej sytuacji. Czasami największe nieszczęścia biorą się stąd, że ludzie traktują życie szablonowo.

AK: Mówisz, że dziesięć lat temu znów zaczęłaś się bardziej otwierać. Czy to się zbiegło z tym, że zaczęłaś nagrywać głosy ptaków?

ID: Rzeczywiście, jest taka zbieżność, ale to akurat był przypadek. Kiedy mówię o otwieraniu się, mam na myśli to, że zaczęłam wszystko postrzegać bardziej całościowo. Zadawać sobie pytania, które nie kończą się tylko na przyrodzie, ale prowadzą do głębszych refleksji albo do momentów prawdziwego zachwytu. Im jestem starsza, tym bardziej lubię wiersze Doroty Gellner.

AK: Chyba nie znam.

ID: Znasz. To ona napisała tekst piosenki Zuzia – lalka nieduża. Był taki winyl Piosenki i wiersze Zielonej Półnutki ze słowami Gellner. Jeden wiersz szczególnie zapamiętałam, ma tytuł Zachwycanka. Jest genialny, posłuchaj. À propos zachwytu – kiedyś wyszłam do ogrodu, wzięłam miód pitny, usiadłam na huśtawce, sączę. Nagle zaczyna padać deszcz, bardzo delikatny deszcz. A ja, zachwycona, przenoszę się w jakiś piąty wymiar. Odczuwam to bardzo głęboko, jak dziecko. Im jestem starsza, tym większą mam potrzebę wracania do dziecięcej perspektywy.

AK: Dziecięca wrażliwość jest chyba najczystsza, nieskażona znudzeniem, zblazowaniem. Wiesz, typu: „Wszystko widziałam, wszędzie byłam, nic mnie już nie zaskoczy”.

ID: Jeśli zacznę kiedyś tak wydziwiać, narzekać, że słoń (planuję niedługo wybrać się na nagrywanie słoni) stanął nie z tej strony mikrofonu, co trzeba, to daję pełne przyzwolenie sile wyższej, jakakolwiek by była, niech mi się stanie coś trudnego, ciężka choroba na przykład. Niech mną wstrząśnie, żebym pamiętała, co jest w życiu naprawdę ważne.

AK: Jak docenianie tego, co się ma, jak zachowanie perspektywy dziecka. Czy to z tęsknoty za nią wzięła się twoja książka? Poszukiwanie symbolizmu dźwiękowego ptasich głosów?

ID: Interesujące jest to, że w literaturze dziecięcej i folklorze pojawia się tego symbolizmu najwięcej. I prób odczytania ptasich głosów, przetłumaczenia ich na nasz język. Do jedenastego roku życia nie mogłam korzystać z komputera, więc moją główną rozrywką było czytanie książek. Miałam też mnóstwo kaset z bajkami. Pamiętam wiele wierszy i opowiadań, gdzie głównymi bohaterami są ptaki: utwory Marii Kownackiej, Janiny Porazińskiej, Ewy Szelburg- Zarębiny, oczywiście Juliana Tuwima.

AK: Ptasie Radio Tuwima to wspaniały, niestarzejący się utwór. Podziwiam jego kreatywność, wszystkie te pitpilitać i pimpilić… O, proszę, oto fragment:

Pierwszy – słowik
Zaczął tak:
„Halo! O, halo lo lo lo lo!
Tu tu tu tu tu tu tu
Radio, radijo, dijo, ijo, ijo,
Tijo, trijo, tru lu lu lu lu,
Pio pio pijo lo lo lo lo lo,
Plo plo plo plo plo halo!”
Na to wróbel zaterlikał:
„Cóż to znowu za muzyka?
Muszę zajrzeć do słownika,
By zrozumieć śpiew słowika.
Ćwir ćwir świrk!
Świr świr ćwirk!
Tu nie teatr
Ani cyrk!
Patrzcie go! Nastroszył piórka!
I wydziera się jak kurka!
Dość tych arii, dość tych liryk!
Ćwir ćwir czyrik,
Czyr czyr ćwirik!”
I tak zaczął ćwirzyć, ćwikać,
Ćwierkać, czyrkać, czykczyrikać,
Że aż kogut na patyku
Zapiał gniewnie: „Kukuryku!”
[…]
Czajka woła: czyjaś ty, czyjaś?
Byłaś gdzie? Piłaś co? Piłaś, to wyłaź!
Przepióreczka: chodź tu! Pójdź tu!
Masz co? daj mi! rzuć tu! rzuć tu!
I od razu wszystkie ptaki
W szczebiot, w świegot, w zgiełk – o taki:
„Daj tu! Rzuć tu! Co masz? Wiórek?
Piórko? Ziarnko? Korek? Sznurek?
Pójdź tu, rzuć tu! Ja ćwierć i ty ćwierć!
Lepię gniazdko, przylep to, przytwierdź!
Widzisz go! Nie dam ci! Moje! Czyje?
Gniazdko ci wiję, wiję, wiję!…”

Co o tym sądzisz? Jak poeta sobie poradził?

ID: Tuwim był bardzo wyczulony na ogólne wrażenia, które powstają, kiedy słucha się danego ptaka. Ptasie Radio nie jest odwzorowaniem konkretnych zwrotek śpiewu, ale na przykład „cytując” czajkę: „Czyjaś ty? Czyjaś? Byłaś gdzie? Piłaś co? Piłaś to wyłaź!”, poeta postawił znaki zapytania, a na końcu dał wykrzyknik. Bo faktycznie czajka w locie tokowym, gdy popisuje się akrobacjami powietrznymi, kilka razy powtarza jedną frazę z intonacją pytającą, a potem często dodaje drugą frazę, która się kończy głośniej, wyżej w tonacji, jakby właśnie wykrzyknikiem.

AK: Czyli Tuwim uważnie słuchał?

ID: Tak, zdecydowanie tak.

AK: Jak myślisz, z czego wynika to, że chcemy zrozumieć ptaki? Skąd przekonanie, że coś nam komunikują?

ID: Bo kiedyś wierzyliśmy, że zwierzęta naprawdę mają nam coś do przekazania. Żyliśmy blisko natury, byliśmy na nią bardziej wyczuleni. W Wigilię zwierzęta miały nawet mówić ludzkim głosem, bo ludzie tak bardzo chcieli wierzyć, że choćby w krótkich momentach wzajemne zrozumienie jest możliwe.

AK: Ptasie (ale i ludzkie) głosy interpretuje się na przynajmniej dwa różne sposoby. Pierwszy wiąże się z tym, jak odczuwamy poszczególne dźwięki i głoski. Piszesz o duńskim językoznawcy Ottonie Jespersenie, który w pracy z 1922 roku na temat symbolizmu dźwiękowego samogłoski „i” zauważył, że w wielu językach głoska ta występuje w przymiotnikach określających małe rozmiary i delikatność oraz w rzeczownikach nazywających dzieci, zwierzęta i zdrobnienia. Nie bez powodu „i” pojawia się w dźwiękach naśladujących głosy małych, popiskujących ptaków. „I” kojarzy się też z szybkością i światłem. Za to „u”, „a” i „o” niosą konotacje z wielkością, powolnością i ciemnością.

ID: Był jeszcze niemiecki psycholog Wolfgang Köhler, który jako pierwszy zwrócił uwagę na uniwersalne zjawisko przypisywania przez ludzi określonych dźwięków mowy określonym kształtom. Głoski „t” i „k” przypisujemy kształtom ostrym i postrzępionym, głoski „b”, „l” i „m” obłym. Dużo później podobne badania przeprowadzili amerykańscy naukowcy Vilayanur Ramachandran i Edward Hubbard. Wykazali zbieżność w łączeniu słowa „kiki” z figurą o krawędziach ostrych i słowa „buba” z figurą o krawędziach zaokrąglonych.

AK: Pewnie dlatego większość ludzi woli delikatne, dzwoniące trele skowronka i melodyjne pogwizdywania wilgi niż drapieżnie brzmiące gardłowe, charczące krakanie krukowatych czy skrzek mew.

Jesteśmy ewolucyjnie tak ukształtowani, by wyłapywać znane wzory, wszędzie doszukiwać się znaczenia. To pozwala uniknąć niebezpieczeństwa. Lepiej się pomylić, nadinterpretując jakiś kształt, na przykład uznać wielki kamień za ludzką postać, niż przegapić zagrożenie. Dopatrujemy się więc twarzy i sylwetek w chmurach, w pofałdowanej korze drzew, w zaciekach czy maskach samochodów, wiele osób dostrzegło też wizerunek szatana we włosach królowej Elżbiety II na portrecie widniejącym na kanadyjskich banknotach z 1954 roku. To zjawisko ma nazwę: pareidolia. Ma też swoją słuchową odmianę, która polega na nadinterpretacji fenomenów dźwiękowych, na przykład dopatrywaniu się – czy raczej dosłuchiwaniu – polskich słów w angielskich piosenkach. Za dzieciaka wyraźnie słyszeliśmy z bratem, że przebój Limahla Only for love zaczyna się od swojskiego: „I zaczął kłamać”, a gdzieś w środku pojawia się fraza: „Kiwa lewą”.

ID: Podobnie jest z głosami natury. Ludzie od wieków próbowali je zrozumieć, odczytać, przełożyć na nasze języki. To zjawisko uniwersalne.

AK: Pamiętam z dzieciństwa dni spędzane u babci w Oliwie i gruchanie synogarlic. Babcia mówiła, że synogarlica woła: „Grrrochu, grrrochu…”, na co odpowiadałam: „To sypnijmy, skoro ona tak prosi”.

ID: Z kolei turkawka, podobny, tylko dużo rzadszy ptak, domaga się: „Cukrrru, cukrrru”. W folklorze zachowało się mnóstwo tego typu interpretacji. Na przykład gęsi domowe i dzikie w Polsce namawiają się do odlotu: „Jagata, pójdźwa-ta! Kędy-ta, na żyta! Ga-ga-ga-ga frrru!”. Bo rzeczywiście zbierające się do lotu gęsi zaczynają emitować szybkie frazy, krótkie sylaby, i to jest sygnał, by zaraz się zerwać. Inaczej zaś odzywają się, gdy siedzą w zbożu, na ziemi i ostrzegają się przed człowiekiem: „(J)Agata, chłop idzie! – Idź, idź, depc, nie przyjdzie”.

AK: Bardzo lubię wszystkie sowy, tradycyjnie kojarzone ze złymi mocami i śmiercią, i ich – interpretowane jako złowieszcze – odgłosy. Pójdźkę i jej „Pójdź, pójdź w dołek pod kościółek”, puszczyka: „Puuuć! Pod kościołek! Dooołek!”, puchacza: „Pochowau!”, czy ogólnie sowy: „Pódź do grobu, dam ci garniec bobu”. Wrona też potrafi wzbudzić strach, kracząc: „Krad, krad!” na złodzieja i „Drrrab, drrrab!” na jastrzębia. A ty masz ulubionego ptaka i interpretację jego głosu?

ID: Zawsze się śmieję ze skowronka, który na Polesiu chce z Bogiem walczyć. I ogłasza: „Pajdu Boha bić! Pajdu Boha bić!”. Podobne zamiary ma w okolicach Wadowic, gdy frunie w górę ze słomką w dziobku: „Bijmy się, Boże – kto kogo zmoże!?”, i w powiecie boheńskim: „Bijmy się, Panie, bij! Bo mam kij”, a gdy opada w dół prosi: „Nie bij, Panie, nie bij, bo mi upadł kij”. Zabawne, że taki mały skowroneczek chce wprowadzić nowy porządek świata. Tak rozumiano skowronkowy śpiew w Polsce, ale i w Rosji, i w Ukrainie, na Wołyniu. To, że skowronek wzbija się wysoko w górę, w niebo, traktowano jako bunt, chęć zmierzenia się z Bogiem.

AK: Przypomina się wieża Babel, która też miała sięgnąć chmur, być wyzwaniem rzuconym Bogu. Ale wtedy on pomieszał ludziom języki i do dziś nie potrafimy się porozumieć. Nie tylko ze sobą, ale i z przyrodą. Ale tęsknota za wspólnym językiem została. Mówi o tym fragment opowiadania Czajki Marii Dąbrowskiej, który przytaczasz jako motto:

Matko, powiedz, czy będą kiedy czasy, że jakiś ptak na przykład sam do nas przyleci. Nie, kiedy go postrzelą albo kiedy z gniazda wypadnie, ale tak, zdrowy, sam z siebie. Żeby tak te ptaki przyleciały, pobyły! Nie, żeby o nie tylko płakać, ale żeby się z nimi weselić. […] Czy kiedy będzie tak, żeby się ptaki nie bały, nie trzymały z daleka?

ID: Co do wieży Babel, to wspomnę tylko o interpretacji prof. Henryka Siewierskiego, według którego pomieszanie języków było nie karą, lecz „środkiem zapobiegawczym”. Zwróć uwagę, że zbudowaliśmy wieżę, żeby się nie rozproszyć, mieć jeden wspólny punkt odniesienia, chcieliśmy być jednomyślni. Potrzebowaliśmy dopiero doświadczeń z systemów totalitarnych, żeby przekonać się, do czego prowadzi w naszym wydaniu takie dążenie do jednomyślności. Ale abstrahując od tego – zawsze czuliśmy się częścią przyrody, chcieliśmy ją zrozumieć i być rozumiani. To coś bardzo ważnego i nie do końca zgadzam się z niektórymi współczesnymi prądami oskarżającymi nas o antropocentryzm w tym znaczeniu, że nawet jeśli mówimy o próbie zrozumienia zwierząt, to zarzuca nam się ludzką perspektywę, ludzki punkt widzenia. A z jakiej perspektywy mamy patrzeć, jak nie z naszej? Zwierzęta patrzą ze swojej, my ze swojej, bo nie jesteśmy i nigdy nie będziemy w stanie tego przełamać. Możemy przypuszczać pewne rzeczy, ale nigdy nie będziemy wiedzieć na pewno. Na przykład: jeśli niektórzy są zupełnie przeciwni trzymaniu ptaków w niewoli, bo ich zdaniem dla ptaków najważniejsza jest przestrzeń, skąd mamy wiedzieć, czy rzeczywiście tak jest, czy to nie są ich własne projekcje, skoro wiadomo, że nawet ptaki wędrowne, jeśli mają odpowiednio dużo pokarmu i nie muszą się przemieszczać w jego poszukiwaniu, nie robią tego ot tak sobie?

AK: Tym ważniejsze są badania pokazujące, jak zwierzęta widzą, czują, słyszą świat, jakimi zmysłami się posługują, jak się nawzajem komunikują. Bo przekazywanie sobie informacji nie jest przecież wyłącznie ludzką specyfiką.

ID: Oczywiście, że nie.

AK: Wspominasz o pięciu podstawowych typach komunikacji dźwiękowej u ptaków według Aleksieja Malczewskiego. To nie jest tylko takie sobie tam popiskiwanie dla popiskiwania, to są konkretne komunikaty.

ID: Na przykład typ bezwarunkowy odpowiada za wzajemne kontakty partnerów i kontakty rodziców i piskląt. Typ sytuacyjny odnosi do większości sytuacji życiowych, pozwala gromadzić doświadczenia – to sygnały orientacyjne, alarmowe i kontaktowe. Emocjonalny – proszę bardzo, jak nam bliski – odzwierciedla stopień znaczenia sytuacji i sygnału. Z kolei komunikacja poprzez dźwięki towarzyszące służy kontaktom wewnątrzgatunkowym, jak te „Jagata, pójdźwa-ta! Kędy-ta, na żyta! Ga-ga-ga-ga frrru!” przy szykowaniu się do stadnego lotu i „(J)Agata, chłop idzie! – Idź, idź, depc, nie przyjdzie” podczas żerowania. Ważne są też typy indukcyjny i imitacyjny, które odpowiadają za tworzenie pieśni u ptaków śpiewających, szybkie rozmieszczenie osobników na miejscach lęgowych czy wzmacnianie trwałości pary.

AK: Imponujące jest to, że w wielkich koloniach morskich ptaków rodzice bezbłędnie odnajdują własne dzieci, rozpoznają je po głosie i odwrotnie – pisklaki rozpoznają rodziców. Można powiedzieć, że to język niegorszy niż nasz. Albo komunikacja u delfinów czy humbaków.

ID: To prawda. Im zwierzęta są bardziej społeczne, tym mają bardziej rozwinięte systemy komunikacji. Zwierzę, które żyje w pojedynkę, nie potrzebuje wielu sygnałów. I to samo dotyczy różnych gatunków ptaków – na przykład kukułki nie są towarzyskie, nie łączą się w stada, więc ich komunikacja jest skromna. Zupełnie inaczej sprawa wygląda u papug, które są bardzo rozwinięte społecznie. Tak samo krukowate, wróble… Ale nie wiemy, jak odbiera własne śpiewanie taki kos czy drozd. Czy robi to w jakimś sensie świadomie, że coś mu brzmi albo nie brzmi? Co czuje kos, który wiosną zaczyna śpiewać po raz pierwszy?

AK: Lubię myśleć, że radość. Że jest cały w skowronkach.

ID: Określamy to jako instynkt, który pcha go do jak najwcześniejszego zajęcia terytorium. I tak rzeczywiście jest, ale czy to jedyna warstwa?

AK: A ty ku czemu się skłaniasz?

ID: Nie wiem. Wydaje mi się, że przyroda jest za bardzo skomplikowana, żebyśmy mogli tę kwestię sprowadzić tylko do poziomu reakcji instynktownych. Są ptaki, które reagują na muzykę. Andrzej Kruszewicz pisał o gilu, który gdy słuchał walca, to się go uczył. I potem gwizdał walcem. Angielska wiolonczelistka Beatrice Harrison w latach dwudziestych zeszłego wieku zauważyła, że gdy wychodzi do ogrodu grać na wiolonczeli, słowiki zaczynają śpiewać bardziej intensywnie.

AK: Działa to też w drugą stronę – wielu kompozytorów, w tym między innymi Wagner i Mozart, inspirowało się głosami ptaków. Mamy obustronny przepływ. Ty też to robisz, wplatając w nagrania ptaków delikatne brzmienie instrumentów.

ID: Tak. Na moim nowym albumie Journey home próbuję znaleźć instrumentalne odpowiedniki ptasich głosów, uchwycić pewne wrażenia, które powstają, kiedy słucha się danego ptaka. Są takie połączenia dźwięków, instrumentów i głosów przyrody, które się sprawdzają. I ja ich szukam. Czasem delikatny flet może gdzieś pasować, czasem tanpura. Jako akompaniament do lerki wybrałam sansulę, do słowika pianino. Jednak zawsze główną osią mojej działalności będzie nagrywanie czystych, nieprzetworzonych odgłosów przyrody.

AK: Co dała ci praca nad tą książką? Czego nowego się dowiedziałaś?

ID: Nie miałam założonej tezy. Temat był zbyt niekonkretny, by zakładać cokolwiek. To, do czego doszłam, to to, że my naprawdę niewiele wiemy. Mnóstwo różnych interpretacji zniknęło, nigdy się nie doczekały spisania. Jeśli próbujesz porównać naszą komunikację i komunikację zwierząt, to, jak one się przenikają, musisz przed tym stanąć boso. To właśnie wyszło mi z pracy. Ale też poszerzyłam perspektywy, znalazłam wiele ptasich historii. Moja ulubiona opowiada o tym, jak derkacz zakochał się w przepiórce. W zamian za pocałunek obiecał jej cielę. Przepiórka się zgodziła, ale derkaczowi do tej pory nie udało się przyprowadzić cielaka. Dlatego przepiórka dopomina się: „Wabrzek, Wabrzek, goń ciele, goń ciele”, a derkacz, niby je goniąc, woła: „Hej ptrhuh, ptrhuh hej”. Faktycznie, gdy słyszysz przepiórkę, masz wrażenie, że namawia „goń cielę”. Ma takie charakterystyczne trójsylabowe zawołanie, ale zanim do niego przejdzie, wydaje cichy, krótki przedśpiew. Słychać go tylko z bardzo bliska – to pokazuje, jak dawniej ludzie wnikliwie słuchali.

AK: Mnie fascynują ptasi bohaterowie tradycyjnych baśni. Tego typu literatura od dawna uczy empatii i delikatności. Wspominasz Stefanię Wortman (1912–1982), wieloletnią redaktorkę i kierowniczkę wydawnictwa Nasza Księgarnia, która zwróciła uwagę na to, że w baśniach pragnienia człowieka, by panować nad przyrodą, inaczej niż w rzeczywistości, nie spełniają się poprzez bezwzględną dominację, ale dzięki wzajemnej pomocy i współczuciu.

ID: Przywołam Stefanię Wortman z 1958 roku:

Pomoc i dobroć okazywana zwierzętom – to niezłomne prawo baśni. […] Zwierzę w baśni nie jest sponiewieranym, nieszczęśliwym stworzeniem, wydanym na łup okrucieństwa pana stworzenia. Jest często „nosicielem tajemnicy”, przewodnikiem i doradcą bohatera baśniowego, posiada władzę, kieruje akcją.

W baśniach każdy dobry uczynek wobec zwierzęcia zostaje nagrodzony, zły ukarany.

AK: Zdecydowanie powinniśmy czytać więcej baśni, nie uważasz?

ID: Koniecznie! Mnie baśnie ukształtowały bardzo, bo, jak już wspomniałam, długo nie mogłam korzystać z komputera, więc dużo mi czytano i ja sama dużo czytałam. Wychowałam się na takich perełkach jak baśnie Andersena czy Dar rzeki Fly Marii Krüger. Do dziś pamiętam, jak mocno przeżyłam Kwiat paproci Ignacego Kraszewskiego. To nie są cukierkowe opowiadanka z gatunku „i żyli długo i szczęśliwie”. Te baśnie pokazują, że świat jest bardzo trudny, że dobrzy ludzie cierpią, że umierają zwierzęta, umierają dzieci, ale w takim świecie zawsze można nieść dobro. To kosztuje, czasami bardzo dużo; może się zdarzyć, że trzeba będzie poświęcić własne życie, ale po prostu tak trzeba, bo na tym polega prawdziwa miłość. Cieszę się, że jestem już na takim etapie, że nikt nie może mi powiedzieć: „Jeszcze kiedyś życie tak mocno da ci w kość, że odechce ci się tych ideałów”. To nieprawda. Przez różne rzeczy w życiu przeszłam i wiem, że ostatnie słowo, wnioski, jakie wyciągniemy z tego, co trudne, należą tylko i wyłącznie do nas. A właśnie dlatego, że świat jest tak trudny, musimy robić wszystko, choćby w naszej indywidualnej, małej skali, żeby było w nim chociaż odrobinę łatwiej żyć, ale musimy to zawsze zaczynać od siebie. Bo jak wiarygodny może być ktoś, kto boleje nad zepsuciem świata, a sam swoje trucizny w niego sączy, na przykład obrażając kogoś w internecie?

AK: Wróćmy do ptaków. Obserwujesz je od lat, jak sądzisz, czy one też są nami zainteresowane?

ID: Od dawna mam w domu papugi nimfy, wszystkie są niepełnosprawne. Dlatego je przygarnęłam. Teraz jest pięć, wśród nich samiec, który nie może latać, bo jakaś duża papuga rozwaliła mu skrzydło, miał otwarte złamanie z martwicą. Od tego czasu całkowicie się zmienił, bardzo się boi brania na ręce. Raz upadł na to częściowo amputowane skrzydło, a ja chciałam zobaczyć, co mu się stało. Wtedy on tak się przestraszył, że z całej siły mnie udziobał, mimo że zwykle jest bardzo łagodny i delikatny. Ale nawet on, gdy do niego podejdę, zaczyna gwizdać. A jak ja zagwiżdżę, odpowiada. Wszystkie odpowiadają. One mnie nie traktują jak partnerki, mają swoje towarzystwo. Ale reagują na moją obecność, nie jest tak, że zupełnie im bez różnicy, czy jestem, czy nie. Jedna z nimf po moim kilkudniowym wyjeździe ląduje mi na ramieniu i zaczyna śpiewać. I podejrzewam, że z wieloma innymi gatunkami też by tak było, tylko trzeba by znaleźć coś, co je interesuje. Coś, dzięki czemu chciałyby podtrzymywać interakcje z nami, jakąś wspólną płaszczyznę. Może nią być na przykład zabawa.

AK: Krukowate uwielbiają się bawić. Widziałam film, w którym wrona siwa zjeżdża sobie z ośnieżonego dachu na plastikowej pokrywce. I ma z tego mnóstwo radości. Podobnie nowozelandzkie papugi kea, niezwykle inteligentne, psotne stworzenia.

ID: Tak. Trzeba tylko zaobserwować naturalne zachowania ptaków i chcieć się w nie włączyć. Zabawa to przecież też forma komunikacji. Idealna harmonia chyba nigdy nie będzie do końca możliwa – na przeszkodzie stoi naturalny strach zwierząt przed ludźmi. Jest jakieś głębokie pęknięcie między nami. Mam jednak nadzieję, że my tutaj jesteśmy tylko na jakiś czas. I że mamy szansę na inny świat, który będzie trochę inaczej poukładany, bardziej harmonijny. Warunkiem wszystkiego, co mogłoby nas rozwinąć, jest to, że będziemy zadawali sobie pytania. Tego uczy nas przyroda. Uczy konfrontowania się z ciszą i z tym wszystkim, co się w ciszy pojawia, bo przyroda nam nie krzyczy. Nawet jak spotykamy trąbiącego wiosną żurawia.

Aleksandra Kozłowska

Aleksandra Kozłowska

Dziennikarka freelancerka, współpracuje z „Przekrojem”, „Polityką”, „Tygodnikiem Powszechnym”, portalem ngo.pl; członkini Unii Literackiej. Współautorka – z Mirellą Wąsiewicz – reportażu Islandia i Polacy. Historie tych, którzy nie bali się zaryzykować (Znak Literanova, Kraków 2023) oraz autorka książki Ambulans jedzie na wieś. Śladami wędrownych wyrwizębów (Znak, Kraków 2024), nominowanej do nagrody Grand Press – Książka Reporterska Roku i do Pomorskiej Nagrody Literackiej „Wiatr od morza”. Lubi głuszę, wiatr i zimno, biwaki i rower o każdej porze.

udostępnij:

Przeczytaj także:

<i>Niður</i>, czyli szum północnej wyspy <i>Niður</i>, czyli szum północnej wyspy <i>Niður</i>, czyli szum północnej wyspy
Aleksandra Kozłowska

Niður, czyli szum północnej wyspy

<p>i   | /\//\/|</p><p>      |/\//\/|  </p><p>/|\\| \[ |\]\\__ |\|¦|\[]| \ /|\[ // _I|\\\|] \|¦\/|||/ [\|¦_ _¡|\\|\]`</p> <p>i   | /\//\/|</p><p>      |/\//\/|  </p><p>/|\\| \[ |\]\\__ |\|¦|\[]| \ /|\[ // _I|\\\|] \|¦\/|||/ [\|¦_ _¡|\\|\]`</p> <p>i   | /\//\/|</p><p>      |/\//\/|  </p><p>/|\\| \[ |\]\\__ |\|¦|\[]| \ /|\[ // _I|\\\|] \|¦\/|||/ [\|¦_ _¡|\\|\]`</p>
Katarzyna Podpora

i   | /\//\/|

      |/\//\/|

/|\\| \[ |\]\\__ |\|¦|\[]| \ /|\[ // _I|\\\|] \|¦\/|||/ [\|¦_ _¡|\\|\]`