„Wszyscy chodzimy po wulkanie”
Jeśli Maximilien Robespierre (1758–1794) rzeczywiście, jak mu się przypisuje, wypowiedział te słowa, to okazały się one prorocze. Stanowiły projekcję tego, co nastąpiło dopiero w XIX stuleciu, a przez pisarza-polityka Narcisse’a-Achille’a de Salvandy (1795–1856) zostało nazwane dobitniej: „tańcem na wulkanie”.
Wcześniej jednak Wielka Rewolucja Francuska symbolicznie przemieniła się w uroborosa, który bez końca pochłaniał swoje wężowe ciało, a zarazem wiecznie się odradzał. Rewolucja, która zrodziła niespotykaną przemoc, mogła trwać jedynie dzięki bezustannemu terrorowi.
Karol X z dynastii Bourbonów, ostatni władca noszący tytuł króla Francji, w końcu maja lub na początku czerwca 1830 roku wydał w paryskim Palais-Royal wystawny bal na cześć pary monarszej Królestwa Obojga Sycylii. Stolicą państwa obejmującego wyspę Sycylię oraz południową część Półwyspu Apenińskiego był potężny Neapol. Nad tym miastem – podobnie jak w starożytności nad Pompejami, Herkulanum i Stabiami – górował masyw Wezuwiusza, jedynego czynnego wulkanu w kontynentalnej części Europy. W roku 79 jego erupcja, udokumentowana w listach Pliniusza Młodszego do Tacyta, doprowadziła do zagłady trzech wspomnianych antycznych miast. (Należy dodać, że adresat listów otwarcie ganił absolutną władzę rzymskich cesarzy, choć nigdy nie ujął krytyki poprzez metaforę tańca na wulkanie).
Uczestniczący w balu de Salvandy, jak sam podał w relacji z uroczystego wydarzenia, zatytułowanej Une fête au Palais-Royal, Juin 1830, a zamieszczonej w pierwszym tomie almanachu Paris, ou Le livre des cent-et-un (1831), miał zaczepić księcia Orleanu Ludwika Filipa i powiedzieć do niego: „C’est une fête toute napolitaine, monseigneur; nous dansons sur un volcan” (To iście neapolitańskie przyjęcie, monsieur; wszyscy tańczymy na wulkanie).
Jego słowa, będące parafrazą sentencji Robespierre’a, okazały się trafnym odczytaniem panujących w tamtym czasie we Francji nastrojów społecznych. Zaledwie kilka tygodni później ogłoszenie drukiem królewskich ordonansów, ostatecznie znoszących wolność prasy i ograniczających prawo wyborcze jedynie do bogatych posiadaczy ziemskich, stało się zarzewiem rewolucji lipcowej. Wskutek powszechnego zrywu robotników i studentów została obalona restauracja monarchii Bourbonów, a Karol X w kobiecym przebraniu zbiegł do Wielkiej Brytanii. Sprzyjający burżuazji odłam rewolucjonistów intronizował Ludwika Filipa, pochodzącego z bocznej linii Bourbonów, na pierwszego władcę noszącego tytuł króla Francuzów. Stało się to 9 sierpnia 1830 roku. Tym samym absolutyzm na kilkanaście lat zastąpiła monarchia konstytucyjna.
W pętli uroborosa
10 Thermidora roku II – według kalendarza rewolucyjnego; w kalendarzu gregoriańskim był to 28 lipca 1794 – przeciwnicy jakobinów i ich krwawej dyktatury, którzy poprzedniego dnia dokonali przewrotu, zgilotynowali Robespierre’a. Wszystko odbyło się w ciągu zaledwie jednej doby po jego zatrzymaniu i nawet bez pokazowego procesu. Ten sam los spotkał twórcę rozpędzonej machiny terroru, Louisa de Saint-Justa (1767–1794), nazywanego przez lud Paryża Gwiazdą Rewolucji, później zaś Archaniołem Śmierci, a także innych zaufanych współpracowników despoty oraz kilkadziesiąt związanych z nim osób. (Warto przypomnieć, że kwietniu tegoż roku Saint-Just doprowadził do procesu i zgilotynowania przekupnego Georges’a Dantona). Tryby historii wskoczyły na wyższe obroty. Wątły promień wieku rozumu zgasł wraz z ustaniem przeczących mu, szaleńczych projekcji ojców francuskiej rewolucji. Epoka nowożytna dobiegała końca.
Robespierre nie mógł przewidzieć, że spadkobiercy rewolucji będą stąpali nie po wulkanie, lecz po kuli ognia. Tak można rozciągnąć sens jego słów po upływie dwóch stuleci. To odsłania istotę europejskiego dziedzictwa, opartego na swoistej kulturze performansu zdobywania.
Performans zdobywania, zwyciężania i podboju był zarówno instrumentem wprowadzania i utrzymywania określonego porządku społecznego, jak i narzędziem służącym do jego zmiany i burzenia. Akt performatywny został bowiem przypisany świeckim i religijnym ceremoniałom służącym odbudowywaniu i utrwalaniu zastanych struktur, a także gestom niszczycielskim – wojnie, kontestacji, buntowi, anarchii, rewolucji. Niczym figura uroborosa modelował powtarzalne procesy rządzące zbiorowością.
Wyobrażenie uroborosa, gada pożerającego własny ogon, znalazło się w średniowiecznym odpisie antycznego dokumentu znanego jako Chrysopoeia Kleopatry (Biblioteca Marciana, Wenecja; Codex 299, fol. 188v, X–XI wiek). Autorstwo pomieszczonego zaledwie na jednej stronie rękopiśmiennego traktatu obrazkowego o wytwarzaniu złota z metali nieszlachetnych, na przykład ołowiu, przypisuje się Kleopatrze Alchemiczce z Aleksandrii. Wedle rozpowszechnionej w basenie Morza Śródziemnego tradycji, mającej źródło w arabskich przekazach, żyła w III lub IV wieku. Współcześnie uważa się, że pod jej postacią kryje się kilku starożytnych myślicieli i autorów. Nie ulega wątpliwości, że domniemana Kleopatra Alchemiczka wywarła przemożny wpływ na alchemię, a także pośrednio utorowała drogę nowożytnej rewolucji naukowej. Ważkim jej dokonaniem było wynalezienie alembiku, czyli aparatu do destylacji prostej. W uroborosa na arkuszu pergaminu wpisano w języku starogreckim inskrypcję: ἕν τὸ πᾶν (wszystko jest jednym).
Ciemności w trzewiach węża
Niemal pół roku przed ścięciem tyrana zniesiono – przy jego poparciu i głosami Konwentu Narodowego, w duchu krzepnącego abolicjonizmu – niewolnictwo w koloniach należących do rewolucyjnej Francji. Dekret opublikowano 16 Pluviôse’a roku II (4 lutego 1794) pod nazwą: Décret n° 2262 de la Convention nationale, du 16e jour Pluviôse, an second de la république Française, une & indivisible, qui abolit l’Esclavage des Nègres dans les Colonies. Nieznana liczba niewolników – zapewne tylko w tamtym czasie niemal milion – otrzymała wolność osobistą. Pierwszy krok w tym kierunku zrobiono już w 1791 roku, odkąd pełną swobodę miało gwarantować postawienie stopy na którymkolwiek skrawku ziemi pod francuskim władaniem. Na którymkolwiek – z wyjątkiem licznych kolonii.
Nie dysponujemy żadną dokładną rachubą, która ukazywałaby skalę niewolnictwa w okresie pierwszego imperium kolonialnego Francji, trwającego, jak się przyjmuje, do rewolucji lipcowej w 1830 roku. Rozliczne szacunki – rozpoczynające się od kilkunastu milionów, a kończące na około 26 milionach – dotyczą jedynie całkowitej liczby niewolników przetransportowanych od XVI do XIX wieku z Afryki do obu Ameryk przez niemal wszystkie ówczesne państwa Europy (niewolników sprowadzano także do kolonii Księstwa Kurlandii i Semigalii, lenna Korony Królestwa Polskiego, na wyspie Tobago w archipelagu Małych Antyli). Obliczeń dokonywano na podstawie udokumentowanej w archiwaliach liczby jednostek wykorzystywanych w tym procederze oraz ich tonażu. Najwięcej zniewolonych osób w Afryce Zachodniej trafiło do francuskiej kolonii Saint-Domingue na wyspie Hispanioli (późniejsze Haiti). W momencie wybuchu rewolucji francuskiej populacja niewolników mogła wynosić tam nawet pół miliona. Kolonia dostarczała kolosalnych zysków z upraw trzciny cukrowej, a tamtejsze przetwórnie zaspokajały niemal połowę światowego zapotrzebowania na cukier.
Niewolnictwo w koloniach przywrócił Napoleon Bonaparte 30 Floréala roku X (20 maja 1802) ustawą o handlu niewolnikami i reżimie kolonialnym (Loi relative à la traite des noirs et au régime des colonies), zawierającą ledwie cztery zwięzłe, jednozdaniowe artykuły. Uczynił to jako pierwszy konsul Republiki, w połowie drogi między przejęciem władzy w wyniku zamachu stanu a koronowaniem siebie – po przeprowadzeniu plebiscytu wśród obywateli – na cesarza Francuzów. Ustawę zniesiono dopiero w następstwie rewolucji lutowej w 1848 roku.
Ów zamach stanu dokonał się 18 i 19 Brumaire’a roku VIII (9–10 listopada 1799). Drugiego dnia Bonaparte wygłosił do izby wyższej parlamentu przemowę mającą usankcjonować przewrót. Zaczął od słów: „Jesteście na wulkanie”. W swojej parafrazie zdania Robespierre’a znacząco użył drugiej osoby liczby mnogiej, czym podkreślił własną sprawczość i potwierdził gotowość unieważnienia dotychczasowego porządku.
Obrót niewolniczą siłą roboczą już na początku XVI wieku przeobraził się w koherentny, unormowany prawnie i fiskalnie system podlegający subtelnej grze rynkowej. Narzut i zysk handlarzy zależały w danym czasie od wielkości podaży i popytu. Handlowano ludźmi dostarczanymi transportami morskimi, ale też prowadzono skup niewolników od plantatorów w celu ich dalszej odsprzedaży. Los tych ludzi nierzadko kilkukrotnie przekazywano z rąk do rąk. Największą opłacalność procederu przyniosła druga fala globalizacji, zapoczątkowana przez rewolucję przemysłową.
Kolonialne korporacje
Grunt kolonializmu, wypalający w stopach kolejnych pokoleń głębokie, niegojące się rany, powodujący ubytek w tkance człowieczeństwa, zostanie – wbrew intencjom radykalnych działaczy politycznych dyktatury jakobinów – użyźniony osiągnięciami rewolucji francuskiej: kategorią postępu i koncepcją ewolucjonizmu społecznego. Kolonialny wyzysk terytoriów zamorskich (właściwie: zależnych) – w presumpcji orędowników rozumu: słabiej rozwiniętych i pogrążonych w niechrześcijańskich przesądach – odbywał się bowiem pod egidą państw Starego Świata.
Działo się to w ramach sprawnie zarządzanych przedsięwzięć, odpowiadających pod względem struktury właścicielskiej i organizacji współczesnym spółkom akcyjnym. Niektóre z owych przedsięwzięć istnieją nieprzerwanie do dzisiaj, jak choćby Hudson’s Bay Company (Kompania Zatoki Hudsona) w Kanadzie, założona w roku 1670 przez króla Anglii i Szkocji Karola II Stuarta, obecnie szerzej znana jako HBC, potentat handlu detalicznego.
Jeden z obrazów namalowanych przez Charlesa Williama Jefferysa (1869–1951) przedstawia scenę batalistyczną inspirowaną starciem w Wąwozie Siedmiu Dębów w czasie tak zwanej wojny o pemikan, którą w latach 1812–1821 prowadziły HBC oraz North West Company (Kompania Północno-Zachodnia; NWC). Tę drugą spółkę wspierała w walkach – dążąca do samostanowienia i uznania za odrębny lud – coraz liczniejsza społeczność Métis (czyli potomków francuskich, angielskich i szkockich handlarzy futer oraz kobiet z plemion Algonkinów, Odżibwejów, Saulteaux, Kri), a także społeczności pod zwierzchnictwem Dakotów i Siksika. Sceną konfliktu był obszar wyłącznej koncesji na handel udzielonej przez HBC Thomasowi Douglasowi (1771–1820), piątemu hrabiemu Selkirk w Szkocji, o powierzchni około 116 mil kwadratowych (ponad 300 tysięcy kilometrów kwadratowych), obejmujący głównie dzisiejsze tereny prowincji Manitoba i Saskatchewan w Kanadzie oraz Minnesoty i Dakoty Północnej w Stanach Zjednoczonych. Strefy wpływów HBC i NWC nie miały dokładnie ustalonych granic, co skutkowało budowaniem konkurencyjnych faktorii w bezpośrednim sąsiedztwie, rywalizacją o wpływy i zasoby (krytycznie istotne dla przetrwania osadników, zwłaszcza w okresie zimowym), wreszcie nakładaniem przez kompanie wzajemnych embarg.
Pemikan to rodzaj suszonego mięsa z bizonów, łosi, jeleni lub ryb, z którego koloniści tworzyli zapasy racji żywnościowych. Do bitwy w Wąwozie Siedmiu Dębów doszło 19 czerwca 1816 roku wskutek karnej ekspedycji oddziału HBC, mającej na celu odzyskanie od Métis skradzionego mięsa. W potyczce zginęli niemal wszyscy żołnierze HBC, łącznie z dowodzącym nimi gubernatorem kolonii zarządzanej przez spółkę. Działo się to przeszło pół wieku przed narodzinami artysty, co dowodzi rangi tamtych wypadków w pamięci narodowej Kanadyjczyków. Rozstrzygnięcie konfliktu przyniosły późniejsze sukcesy militarne HBC w połączeniu z fiaskiem przedsięwzięć NWC w Stanach Zjednoczonych, które w latach 1812–1815 prowadziły wojnę przeciwko Wielkiej Brytanii. Ostatecznie dzięki poparciu rządu w Londynie doszło do przejęcia osłabionego konkurenta przez HBC.
Na zdjęciu jedna z byłych siedzib innego przedsiębiorstwa, które dla odmiany specjalizowało się w handlu niewolnikami na terenie Stanów Zjednoczonych. Biznes działał pod nazwą Franklin and Armfield Office (Biuro Franklina i Armfielda), przez długi czas dając swoim właścicielom status najbogatszych Amerykanów. Budynek pod adresem 1315 Duke Street w Aleksandrii (Wirginia) stał się w 1858 roku wraz przylegającym terenem i zabudowaniami siedzibą spółki Price, Birch & Co. Dealers in Slaves (Price, Birch & Co. Handlarze Niewolnikami). Fotografia przedstawia stan z okresu wojny secesyjnej, po ewakuacji przedsiębiorstwa wraz z niewolnikami na tereny kontrolowane przez konfederatów. Unioniści wykorzystali zastane w zabudowaniach cele do utworzenia tymczasowego więzienia dla jeńców wojennych. Przedmiotem transakcji dokonanych w tym miejscu mogło być nawet milion osób. Zdjęcie wykonano między rokiem 1861 a 1865 (A.J. Russell, Front of „slave pen”, Aleksandria, Va., Library of Congress, Waszyngton: LOT 11486-H, no. 10).
Wyprawa do wnętrza wulkanu
Służba na rzecz kolonialnych przedsiębiorstw była obarczona oczywistym, niemałym ryzykiem – także moralnym. Wiązała się dla przedstawicieli „rasy białej”, jak jeszcze niedawno określano pewnego rodzaju zestaw cech monotypu ludzkiego, z przekonaniem czynienia szczególnej powinności cywilizacyjnej. Niekiedy jej realizowanie rodziło głęboki dysonans, jakiego zapewne doświadczył Józef Korzeniowski, na długo zanim ujawnił się przed anglojęzycznymi czytelnikami jako Joseph Conrad. Służył w marynarce handlowej od siedemnastego roku życia, egzaminy oficerskie zdawał w brytyjskiej marynarce handlowej w roku 1880 (na drugiego oficera) i 1884 (na pierwszego oficera), w wieku dwudziestu dziewięciu lat otrzymał nominację kapitańską (1886), choć w kolejnych latach mustrował się także jako pierwszy i drugi oficer. Biografia pisarza dostarcza tropów wskazujących, że jego praca w latach 1890–1891 dla Société anonyme belge pour le commerce du Haut-Congo (Belgijska Spółka Akcyjna do Handlu z Kongiem Górnym) była jak wyprawa do wnętrza wulkanu.
Utworzona w roku 1888 spółka stanowiła początkowo podmiot zależny Compagnie du Congo pour le commerce et l’industrie (Kongijskie Przedsiębiorstwo Handlowo-Przemysłowe; CCCI), które założył kilka lat wcześniej belgijski kupiec Albert Thys (1849–1915). Następnie była wielokrotnie przekształcana, aby jeszcze w połowie XX wieku tworzyć część ogromnego holdingu zajmującego się produkcją kauczuku, oleju palmowego, kawy, herbaty, kakao oraz hodowlą bydła, a także posiadającego udziały w bankach, portach i liniach kolejowych w Kongu. Ostatni podmiot będący sukcesorem CCCI został zlikwidowany dopiero w roku 2000, jego aktywa i pasywa przejął zaś bank Société générale w Belgi.
Jeśli Korzeniowski naprawdę włożył w myśli i usta Charlesa Marlowe’a, narratora opowiadania Jądro ciemności (Heart of Darkness), odbicie swych własnych rozterek, to można uznać, iż są one dowodem piętna w świadomości pisarza. Odcisnęło je, niczym gorąca lawa, wszystko to, co ujrzał na własne oczy podczas pobytu w Wolnym Państwie Kongo. Należałoby dopatrywać się w tytule opowiadania moralnego stygmatu określonego za pomocą literackiej metafory „ciemnością”. Wcieleniem tej „ciemności” jest postać Kurtza, handlarza kością słoniową, owładniętego szałem kolonialnego podboju i chęcią zysku.
W spolszczonym za sprawą Anieli Zagórskiej (1881–1943) tytule opowiadania użyto – w połączeniu z „ciemnością” – wyrazu „jądro”, choć w języku oryginału „ciemność” (darkness) odnosi się do „serca” (heart). Mowa zatem w dziele Conrada nie o topograficznym „jądrze ciemności”, czyli miejscu poza zasięgiem wzroku ogółu, niejawnym, w którym czynione są niegodziwości, lecz o „sercu” owładniętym „ciemnością”. Synonimem „serca” jest „duch”, „ciemność” zaś wyraża pustkę, a nawet śmierć. Wyzute z człowieczeństwa postaci realizują w przestrzeni utworu jeden z wariantów performansu zdobywania – zapewne najmroczniejszy; pasujący w figurze uroborosa do miejsca, w którym głowa gada pochłania swój tułów.
Wolne Państwo Kongo (1885–1908) stanowiło osobliwy kolonialny twór państwowy, będący w całości osobistą własnością Leopolda II Koburga, „króla Belgów” (monarcha był po kądzieli wnukiem „króla Francuzów” Ludwika Filipa). W wyniku międzynarodowego skandalu, który wybuchł w latach 1904–1905 jako pokłosie ujawnienia przez brytyjskich dziennikarzy skali wyzysku i bestialskiego traktowania rdzennej ludności i niewolników w Kongu przez spółki działające w imieniu Leopolda II, rząd Królestwa Belgii odkupił afrykańskie państwo od swojego monarchy, przekształcając je w kolonię. Wymiar trwającego przez ponad dwadzieścia lat ludobójstwa w kraju należącym do Leopolda II nigdy nie został oszacowany, gdyż archiwa Wolnego Państwa Konga na rozkaz króla zniszczono. Za pracą Anice Anderson, Vivian Head i Anne Williams Rzezie, masakry i zbrodnie wojenne od starożytności do współczesności (Bellona, Warszawa 2009) podaje się orientacyjną liczbę 5–15 milionów ofiar. Świadectwem późniejszego wyparcia i zapomnienia popełnionych w Kongu zbrodni jest choćby powołane w 1898 roku, ale funkcjonujące po dziś dzień Musée royal de l’Afrique centrale (Królewskie Muzeum Afryki Środkowej) w Tervuren. Stanowi ono kontynuację pawilonu przedstawiającego potencjał kolonialny Wolnego Państwa podczas wystawy światowej w roku 1897 w Brukseli.
Czarny Ląd, nazwany tak po raz pierwszy przez Henry’ego Mortona Stanleya w roku 1878 – określenie pochodzi z tytułu książki: Through the Dark Continent or The Sources of the Nile Around the Great Lakes of Equatorial Africa and Down the Livingstone River to the Atlantic Ocean – stał się w prozie Conrada sceną ponurego performansu. Pod pojęciem Czarnego Lądu (lub Ciemnego Lądu) pierwotnie kryły się niezbadane terytoria Afryki, w szczególności te, o których istnieniu nie było jeszcze wiadomo – na które nie padło „światło wiedzy” (początkowo nie było tu konotacji wynikających z rasistowskich uprzedzeń). Skuwanie czarnej materii niewiedzy wystrzałami z muszkietów, a później karabinów przynosiło gehennę miejscowej ludności, przyczyniało się także do rozkładu wartości towarzyszących wypełnianiu przez kolonizatorów „wzniosłych obowiązków”.
*
W trakcie wulkanicznej erupcji wydostaje się spod powierzchni ziemi ekstremalnie gorąca magma, której temperatura nierzadko przekracza tysiąc stopni Celsjusza. Wskutek zetknięcia się z atmosferą zastyga, tworząc skały bazaltowe, bogate w życiodajne minerały – krzemionkę, tlenek glinu, tlenek żelaza, magnez, wapń, sód, potas i fosfor.
Już w epoce neolitu zaobserwowano, że zbocza wulkanów mają wyjątkowo żyzną glebę, idealnie nadającą się pod uprawę zbóż i warzyw oraz do zakładania sadów owocowych. Współcześnie bazalt wulkaniczny przekształca się mechanicznie w czarny proszek, który jest sprzedawany na całym świecie, niezależnie od miejsca pochodzenia, jako doskonały nawóz w rolnictwie i ogrodnictwie.
Spadziste zbocza Wezuwiusza od wieków pokrywają winnice i sady morelowe, a także uprawy pomidorów, fasoli i brokułów. Życiodajne minerały pochodzą z wnętrza ziemi, a wydostają się na powierzchnię podczas gwałtownych kataklizmów. Figura uroborosa odpowiada porządkowi wynikającemu z natury – nadejście zniszczenia jest nieodzowne, aby na popiołach odnowiło się życie.