Korci mnie oczywiście, żeby polską literaturę porównać do polskiego morza. Napisać, że albo flauta, albo sztorm (a czasem martwa fala) i że to, co zapowiadają wiecznie głodne sensacji media, rzadko się pokrywa z tym, co prognozują meteorolodzy, a jeszcze rzadziej ze stanem faktycznym akwenu. Że bursztyny tylko po burzy, a jak człowiek ma nadzieję na kąpiel – to sinice.
Coś czuję, że ta metafora może mnie utopić.
Kiedy zostałam zaproszona przez Gdańsk Miasto Literatury do wymyślenia i poprowadzenia cyklu rozmów z polskimi pisarzami i pisarkami, od razu wiedziałam, że chcę ZESTAWIAĆ i ZDERZAĆ. Interesowało mnie zadawanie pytań, które pomogłyby jakoś podsumować, scalić, usystematyzować to, co w polskiej prozie wydarzyło się w ciągu dwudziestu lat. Czemu akurat dwudziestu? Bo właśnie wówczas – mniej więcej – ukazały się dwie książki dla mojego pokolenia ważne i dla literatury polskiej przełomowe: Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną Doroty Masłowskiej (Lampa i Iskra Boża, Warszawa 2002) i Lubiewo Michała Witkowskiego (Ha!art, Kraków 2005).
Język Masłowskiej jak mech porósł mój sposób myślenia o świecie i czy chciałam tego, czy nie (nie chciałam), musiałam go zinternalizować. Nic więc dziwnego, że kiedy w 2021 roku na schodach pod Barem Czeremcha w ramach Lipcówki Ha!artu Mateusz Górniak powiedział, że ironia, sarkazm i wyzłośliwianie są orężem słabych i czas na renesans czułości – stawiając Dorotę Masłowską w przeciwnym narożniku – osłupiałam i zgłupiałam. Przez następnych kilka miesięcy starałam się złapać i przyszpilić tę zmianę, rozmawiając to z jednym, to z drugą. Zaproszenie ich do udziału w cyklu „Nowa fala” było doskonałą okazją do przyjrzenia się temu, jak się okazało, pozornemu konfliktowi z bliska.
Debiuty Masłowskiej i Górniaka (Trash story, Ha!art, Kraków 2022) dzieli dwadzieścia lat i z pewnością przez ten czas zmieniała się nasza wrażliwość i zmieniały znaczenia słów, którymi ją wyrażamy. Te dwa pisarskie kosmosy łączy jednak więcej, niż dzieli: oboje narobili swoimi książkami dużego zamieszania w literaturze, oboje za swoje pierwsze książki zostali nominowani do najważniejszych nagród, obojgu starano się dokleić medialne gęby (patodresiary i literata w czarnym golfie) i oboje dość szybko udowodnili, że nie są kometami, lecz gwiazdami, i nie zamierzają dać się zaszufladkować. Oboje też, co wydaje mi się w ogóle wspólne dla współczesnych osób piszących, szukają swoich języków poza literaturą: w kinie, teatrze, muzyce.
Nasza rozmowa stanowiła wprowadzenie do tego, jak myślę o polskiej prozie. W kolejnych trzech rozmowach starałam się zsyntetyzować ważne dla współczesnych tematy literackie: figurę matki Polki, lokalne i globalne bestiariusze oraz ulubioną – jak na razie – dekadę piszących: lata dziewięćdziesiąte.
Podczas drugiego spotkania, unikając brzydkiego, a bardzo modnego ostatnio słowa „autofikcja”, rozmawiałam z Wiktorią Bieżuńską, Ignacym Karpowiczem i Dominiką Słowik o tym, jak napisali matki w swoich książkach. W Przechodząc przez próg, zagwiżdżę [https://miastoliteratury.com/aktualnosci/chlebem-i-wodka/] (Cyranka, Warszawa 2022) matka jest nieobecna, piękna i daleka, ale zawodząca w roli opiekunki i ochrony przed światem. W GestachKarpowicza (Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008) matka jest. Jest oparciem, uzupełnieniem i domem, ale też ciężarem, czymś ciągnącym bohatera ku przeszłości. W Rybim oku Słowik (Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024) napisała matkę-siostrę, łamiącą na kawałki słowo „rodzina” i każącą nam się zastanowić nad tym, ile różnych definicji może mieć słowo „miłość”. Rozmowa pokazała, że moje intuicje jako czytelniczki zupełnie rozjeżdżały się z tym, co autorzy mieli na myśli – to, czego doszukałam się w ich książkach, pochodziło ze mnie, a nie z tekstu. To ważna lekcja: tekst napisany to tylko podglebie dla myśli i interpretacji osób czytających. Im lepsza literatura, tym bujniej potem rosną nasze interpretacje.
Kolejne, tym razem męskie trio: Jul Łyskawa, Bartosz Sadulski i Patryk Zalaszewski, zostało przeze mnie zmuszone do zastanowienia się nad tym, czy polski pisarz musi pisać o Polsce, jakie pułapki czekają na tych, którzy zdecydują się wypłynąć na szerokie wody Atlantyku (jak Bartosz Sadulski) albo zapuścić w dziewicze lasy Ameryki Północnej (jak Łyskawa), i czy lepiej jest zostać nad Bałtykiem i pisać o naszych polskich życiach, ale dodając wodne potwory i smoki latające nad dachami (jak Zalaszewski). Ale tak naprawdę rozmawialiśmy o tym, jak niewdzięcznym zajęciem jest pisanie książek i że ugruntowanie pozycji w polu literackim po debiucie wiąże się z wieloma wyzwaniami dla piszącego.
Przypadek Jula Łyskawy pokazuje, że promocji książki sprzyja wyraźna i medialna osobowość autora, ale czy ci, którzy nie czują się dobrze na świeczniku, mają szansę na to, że ich książki będą czytane? Czy czytelniczki i czytelnicy potrafią jeszcze samodzielnie szukać lektur, czy może godzimy się na to, by wybierały je za nas algorytmy? Bartosz Sadulski (wcześniej piszący poezję) jest już po premierze dwóch książek prozatorskich (Rzeszot, Książkowe Klimaty, Wrocław 2021; Szesnaście na Bourbon, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024), czekamy na koleją. Łyskawa – odwrotnie – po powieściowym debiucie (Prawdziwa historia Jeffreya Watersa i jego ojców, Czarne, Wołowiec 2024) wydał tom poetycki i kontynuuje zwycięskie tournée po Polsce (Prawdziwa historia… została wyróżniona Paszportem Polityki, Nagrodą Literacką m.st. Warszawy, Nagrodą Josepha i nagrodą Odkrycia Empiku oraz nominacjami między innymi do Nagrody Literackiej Nike, Nagrody Conrada i Olśnień Onetu). Zalaszewski na razie opowiada o swoich opowiadaniach (Luneta z rybiej głowy, Czarne, Wołowiec 2024), odbywa spotkania i daje się nominować. Coś czuję, że na kolejną książkę będziemy musieli poczekać. I dobrze!
Nie ma chyba dekady w polskiej prozie współczesnej, która dorobiłaby się większej bibliografii niż lata dziewięćdziesiąte. Dużą rolę w tym odgrywa oczywiście demografia i rozpasanie rynku wydawniczego. Spośród dziesiątek tekstów literackich: powieści, opowiadań, książek reporterskich, wspomnieniowych, historycznych i poetyckich, zdecydowałam się pójść w prozę. Olga Górska, Agnieszka Jelonek i Jakub Nowak napisali książki wspaniałe, wypełnione muzyką (dlaczego muzyka była tak ważna dla lat dziewięćdziesiątych? zainteresowanych odsyłam do przesłuchania podcastu z tej rozmowy) i niezwykle subtelnie pracujące na tak delikatnej tkance, jaką jest pamięć.
Powieść Górskiej Nie wszyscy pójdziemy do raju (Drzazgi, Okoniny 2022) to wycieczka w głąb czasu dorastania w małej miejscowości, budowania homoseksualnej tożsamości i próba przyjrzenia się temu, jaką rolę w wychowaniu miał Kościół katolicki. Wycieczka – dodajmy – bogato ilustrowana piosenkami z MTV. West Farragut Avenue Jelonek (Cyranka, Warszawa 2024) to coś więcej niż autofikcja, to wiwisekcja własnych wspomnień o pierwszej miłości, zadawanie pytań o granice pamięci. Ale też opowieść o zderzeniu szaroburej rzeczywistości Polski okresu transformacji z amerykańskim mitem. Jakub Nowak w powieści Nie w szczepionkę (Powergraph, Warszawa 2023) też zadaje pytania o to, jak bardzo czas potrafi zeszlifować brzegi wydarzeń sprzed lat. Pisząc na dwóch planach czasowych, odległych od siebie o dwadzieścia lat, daje swoim bohaterkom i bohaterom dorosnąć i dojrzeć, zrozumieć w pełni to, co wydarzyło się w przeszłości. Również w tej książce muzyka odgrywa dużą rolę w procesie konserwowania wspomnień.
Jako ostatni na scenie przy Długiej 35 zasiedli Kora Tea Kowalska i Jacek Paśnik, z którymi rozmawiałam o pamięci przechowywanej w scenografiach i artefaktach przeszłości, co ładnie zamknęło i podsumowało cały cykl „Nowa fala”. Oboje moi goście interesują się czasami minionymi, chociaż swoje zainteresowania realizują na różne sposoby: Paśnik jest autorem dwóch powieści: Dzieci (WAB, Warszawa 2022) i Tak szybko się nie umiera (WAB, Warszawa 2024), których tłem są lata 2000 na łódzkim osiedlu i lata osiemdziesiąte w niewielkiej miejscowości zagubionej gdzieś w Polsce B. Podczas pisania wykorzystuje przedmioty jako katalizatory pamięci, czerpiąc z nich energię, ale i informacje potrzebne do snucia opowieści. Kowalska, archeolożka i kulturoznawczyni, autorka nominowanego do Nagrody Literackiej Nike eseju Patrz pod nogi (Karakter, Kraków 2024), traktuje przedmioty jako byty równorzędne do bytów ożywionych. One, mając podmiotowość, opowiadają, ujawniają lub wykpiwają historie pisane przez ludzi. Nasza rozmowa pokazała, że do mówienia o antropologii przedmiotów potrzebujemy nowego języka, że kategorie „pamięć” i „historia” potrzebują stałego i poważnego redefiniowania, aby nie utraciły cech naukowych na rzecz sentymentalizmu i bezmyślnego romantyzowania przeszłości. Czy literatura może odgrywać taką rolę?
Wszystkie rozmowy (poza spotkaniem Górniak/Masłowska), które odbyły się w ramach cyklu, dostępne są w formie podcastów na profilu Gdańsk Miasto Literatury na Spotify.