Cztery poematy

Małgorzata Widomska „Wejście w morze” (180 × 240 cm, olej na płótnie, 2021), praca prezentowana na wystawie Małgorzaty Widomskiej i Ani Witkowskiej „Dotykam spokojnie, nie trzymam”, Gdańsk, Grid Arthub, 22 lipca – 9 sierpnia 2026
Małgorzata Widomska „Wejście w morze” (180 × 240 cm, olej na płótnie, 2021), praca prezentowana na wystawie Małgorzaty Widomskiej i Ani Witkowskiej „Dotykam spokojnie, nie trzymam”, Gdańsk, Grid Arthub, 22 lipca – 9 sierpnia 2026

tuż nad ziemią

zaczyna się bez zapowiedzi: odejście, układanie w pudłach
niejasnych śladów tego i owego, bezużytecznych pozostałości.
ostatnie podlewanie dopiero co wykiełkowanych roślin zostawiamy innym.

stąd trzeba naprzód, bez upatrzonych okazji,
bez tęsknoty za pokojami przesiąkniętymi złudną kuchenną pociechą.
bez drzwi otwartych na powrót – pod powiekę matki,
pod pachę ojca, co o zmierzchu cieszą się z porzeczek,
do końca lata wojują z kosami
o władzę nad okrągłym owocem.

pod dłonią kruszy się historia domu
i plemienia, z którego wypłynął nieznośny ból
na wzór chronicznego zapalenia ucha.
na podwórkowych linkach powiewają głowy: żegnają.
piękni jak w albumach, rękoma podtrzymują dachy,
chwytają wiatr, w odbłyskach, na grubej blasze garażu,
rozpoznajesz swoje rysy w ichnich.

coś nowego rodzi się w krwiobiegu: ruch
lub podobny mechanizm opuszczania;
obłe dziwadło kształtuje się spiesznie, stacza się.
taranuje sobą płoty, furty, nieselektywnie i bez nienawiści,
i dalej, przez pole, wzdłuż zboża, ku znanym
i mniej znanym drzewom, gdzie właśnie otwiera się przejście
do śniących robotniczych kwater bezimiennych przedmieść.

śmiercią wykiełkowanych pędów, tuż nad ziemią,
kończy się i ta wycieczka:
niepomyślnymi wieściami o aktualnym poziomie wód,
zakorkowanymi autostradami, wzrostem cen nieruchomości,
jak zapowiedź bliskiej śmierci przytłacza nas pewność powrotu;
swymi rozłożystymi korzeniami, bez skargi, obejmie nas dom.

chleb

w ostatnich dniach zdarzyło się też to,
czego się obawialiśmy:
sterylnymi dłońmi rozdarłem
złocistą błonę chleba, palce
godne większych zbrodni przeobraziłem
w szczypce, wyciągałem mu miękkie wnętrzności,
układałem na blacie, robiłem z nich
pociski dla przyjaciół.

mój palec wskazujący w sercu gąbczastych trzewi
jak ostrze motyki w agonalnym jęku
ziemi, tyle że ziemi nie ma,
szukał niewidzialnego dna.
żałosna pieśń pszenicy i drożdży
kołysała nas rytmem wiejskich szpadli,
dźwiękiem głodnego parobczego gardła.

było mi wstyd przed matką:
jej garnki w roślinki i groszki
umilały całą sprawę,
ciała martwych pływały w nich
beztrosko, pachniały odurzająco rozmarynem,
kminem i szałwią, z łatwością delfina
obracały się strzaskane nogi i plecy.

lękałem się ojca,
gdy precyzyjnie i z uwagą
nacinał serca niepryskanych owoców,
czyniąc je niemal żywymi w soku,
który z nich uchodził,
na osłodę niedzielnego obiadu,
tworzył cuda bez wychodzenia z domu.

a okruchy na mym stole wciąż były martwe.
tysiące głodnych robotniczych oczu
zostały gdzieś tam, odtrącone,
bez zaproszenia na ucztę.
wokół mnie, jak zwolennicy,
zachłanni i żarłoczni przyjaciele
przywykli do jedzenia, które nie stawia oporu.
bez dedykacji, bez uroczystej przemowy:
pod skórką, w walce zupełnie nieheroicznej,
unicestwiamy powszedniego wroga,
szczypiemy go do utraty sił.

to wszystko kiedyś minie,
donoszą z frontu reporterzy bez granic,
ale odniosłem wrażenie,
gdy goście zwycięsko wiwatowali,
że coś sturlało się z obrusa,
ostatecznie i bezpowrotnie przepadło
w głębokim mroku kuchni.

algorytm poetycki

wygnani w dzicz, niezdolni do poważniejszych decyzji,
w przerwach w podróży naiwnie czytamy poetów,
współczesnych i młodych, jacy się nawiną:

jednego, co przez pięćdziesiąt stron
dostatecznie często wspomina o faszyzmie,
między kwiaty i zwierzynę zasiewa demokrację,
zdobywa aplauz i czytelników online;

poetkę, która w sieci pozuje markotna,
wojnę i okopy przeobraża w sceny samouwielbienia,
buduje muzeum swych zerwanych związków,
na rozwalinach zburzonych miast
wypija fotogeniczne espresso z mlekiem.

pożądane tematy rodzą pożądaną krytykę,
korzystniejszą od gazetek promocyjnych lidla,
gdy śmierć jak szczeniak wyrywa się z ich
metafor, na śródziemnomorskim niebie
zamiast wersów pisze historię zła.

jak się kąpie matka

matka kąpie się długo i powoli, dokonując wcześniej wszystkich niezbędnych przygotowań. zdejmuje z siebie warstwy tożsamości, układa je na pralce, pilnuje ich jak kosztowności. matka kąpie się ostatnia, resztkami ciepła, i tak też się karmi. z uszu zdejmuje kolczyki, z szyi pętlę. zmywa wyraz troski i stopami sprawdza głębokość wody; czy i tym razem się utopi? matka pod prysznicem rodzi, wychodzi z samej siebie, przegryza pępowinę niczym zwierz, uwalnia się od brzemienia, daje się ponieść wirowi odpływu. matka, i jej matka, wraz z innymi matkami mieszkają w mrocznym kolektorze, wieczne tak jak i woda. matka kąpie się, zrzucając z siebie mnie i ojca, ojca i brata, myje się naga i pusta, aż do wypłowienia. matka kąpie się we łzach i winie, jak uświęcona, po tym jaśnieje jeszcze mocniej, jak ponury księżyc, który zbyt długo dogląda nas przez noc.

*
Współautorami przekładów są Paulina Klóska, Zuzanna Wollenszleger, Iwo Miśkowiak, Damian Stankiewicz. Tłumaczenia te powstały w ramach otwartych warsztatów dla studentów slawistyki Uniwersytetu Gdańskiego, poprowadzonych przez Damiana Stankiewicza, które odbyły się 16, 23 i 24 marca 2026 roku.

Srđan Gagić

Srđan Gagić

Serbski poeta, urodzony w 1988 roku w mieście Bosanski Novi / Novi Grad (obecnie Bośnia i Hercegowina). Członek Serbskiego Towarzystwa Literackiego i nauczyciel literatury w szkole średniej. Za debiutancki tom Deca u izlogu (Dzieci na wystawie, 2015) otrzymał Nagrodę Branko, najważniejsze wyróżnienie dla młodych poetów w Serbii; kolejne publikacje to zbiory Prelazno doba (Wiek przejściowy, 2017) oraz Varljiva istorija doma (Zwodnicza historia domu, 2025), a także utwory w antologiach poezji serbskiej i bośniackiej w kraju i za granicą. Jest redaktorem antologii poezji współczesnej z Bośni, Chorwacji, Czarnogóry i Serbii zatytułowanej Meko tkivo (Tkanka miękka, 2015), a także współredaktorem (we współpracy z Dinko Kreho i Borisem Postnikowem) antologii bośniackiej, chorwackiej i serbskiej prozy wojennej „A fost odata o tara”. Panprama prozei de razboi din tarile fostei Iugoslavii („Dawno, dawno temu istniał kraj”. Panorama prozy wojennej w krajach byłej Jugosławii, 2018). Jego wiersze zostały przetłumaczone na język grecki, angielski, węgierski, rosyjski, rumuński, słoweński i polski. W 2026 roku przebywał na rezydencji literackiej w Domu Literatury w Gdańsku.

udostępnij:

Przeczytaj także:

Serbskie światy poetyckie Serbskie światy poetyckie Serbskie światy poetyckie
Srđan Gagić

Serbskie światy poetyckie

We Lived Happily during the War | Żyliśmy szczęśliwie podczas wojny We Lived Happily during the War | Żyliśmy szczęśliwie podczas wojny We Lived Happily during the War | Żyliśmy szczęśliwie podczas wojny
Ilya Kaminsky

We Lived Happily during the War | Żyliśmy szczęśliwie podczas wojny