Oczekiwanie

Błyskawicznie i nieubłaganie znaleźliśmy się w wyjątkowo pięknym momencie roku. Bywa piękny w wielu miejscach, ale u nas – nad morzem – jest szczególny. A przynajmniej nam się tak wydaje, bo jednak zrośnięci jesteśmy z tym krajobrazem, wiatrem od zatoki, zielenią wzgórz morenowych. Wiosna w pełnym zaawansowaniu, temperatura przyjemna, ani za zimno, ani za ciepło.

Ciągle w dość komfortowych warunkach można się cieszyć własnym miastem, bo do Trójmiasta nie przyjechało jeszcze tych parę osób, których się spodziewamy. Wpadają, co prawda, na weekendy, ale nie są to odwiedziny na poziomach lipcowo-sierpniowych. Dni coraz dłuższe, ptaki śpiewają, wszystko kwitnie. Osoby podlegające obowiązkowi szkolnemu lub dobrowolnie przedłużające swe edukacyjne trudy mogą już wypatrywać końca roku (szkolnego łamane na akademickiego). Obietnica urlopów i wakacji w wypadku części z nas niedługo się skonkretyzuje.

A jednocześnie towarzyszy temu wszystkiemu – temu zachwytowi i podekscytowanemu oczekiwaniu – stan pewnego zawieszenia i napięcia. Jakbyśmy siedzieli w poczekalni u doktora Tempusa, szykując się do kolejnego zabiegu – znowu będą nam wycinać półmetek. Zabieg z pewnością się powiedzie, tylko nie wiadomo, czy to dobrze – czy to źle. Zapewne nie wszystkie czytające to osoby rozpoznają w tej niepewności własne doświadczenie, a jeśli nawet – to może stan ten nachodzi je w innych porach roku. Nasza redakcja tak się jednak czuje. Czekamy.

A w poczekalni, wiadomo, trzeba sobie jakoś radzić (cenną wskazówką felieton z zeszłego numeru, który gorąco polecamy, jeśli go przegapiliście: NFZ, czyli „Boska komedia” w kolejce). Na każdego przyjdzie pora, ale tu i teraz nie biadolimy, tylko zajmujemy się tym, do czego nie musimy się skłaniać żadnymi środkami perswazji – czyli zajmujemy się czytaniem. Efekty tej pracy już za chwilę na naszych stronach, na które niezmiennie zapraszamy.

udostępnij: