narastająca powaga meksykańskiego chłopca, który przygotowuje swoje miejsce pracy jak ktoś, kto wyciera kurz z krawężników, zamiata dachy i wietrzy ulice, by ostatecznie zapalić na ziemi światełka, ziemi, która jako jedyna go utrzymuje – oto mój bezpieczny port. więc on, cały przez siebie oświetlony, będzie grał i śpiewał rozdzierającą rancherę, której jeszcze nie może zrozumieć, bo jeszcze nie kochał, jeszcze nie został rozdarty namiętnością, jeszcze nie porzucił powinności i powagi, by cały rozświetlony przez kogoś innego, biec z uśmiechem do oczu, które uśmiechają się do niego – niebezpieczny lot, ale on śpiewa jakby… obserwuję go. nagle poznaję sekret jego sztuki, ale poprzez nią nigdy nie poznam sekretu jego życia.
to lot utrzymuje port. to lot utrzymuje port, mój chłopcze.
ale to port stwarza lot, proszę pani
przełożyła Katarzyna Dałek