„otku nie bij maciory”
oczy jak luksfery
kobieta w stajni miłości szukała
a on wariat uwierzył że anioły
istnieją
płać i płacz
najpierw zapłać
nic za darmo a wszystko na sprzedaż
dziecko – grzech czy pamiątka?
nikomu do głowy nie przyszła myśl
że też człowiek
wyższego poziomu bo palić nie potrafi
mostów ani fajek
tylko ziemię w usta
smakuje świat który jak piołun
syn wariata poznaje poezję
której aż nadto w rozklekotanych tramwajach
a mać dała mu Piotr nie bez powodu
by szeryfem został
nie poetą zwiędłym
by nie powiesił się na klamerkach od bielizny
jakieś kobiety?
choć wcale szpetne złe baby jedynie
i zupa za słona a kapusta skisła
okrzyki wzlatując ostrzą powietrze
gęste od popiołu
kłamstwa i śledzi
miodu zabrakło więc pietruszka na stole
choć natka młoda zdrowa
gorzka jak cholera
jak wszystkie smaki które poznać musi
i pokoje do których kluczy wciąż szuka
myślał że jest nim miłość arcywieczna
i jedyną prawdą
kluczykiem do kłódki
że nie zniknie gdy deszczyk mokrem swoim zwilży
parę lat minęło
wie już jak się wygłupił
życie iluzją
błędnikiem się kręci
nie ma na świecie żadnego posągu
wszystko jak jedwab się błyszczy i świeci
i z pierwszym wiatrem jak motyl
odfrunie