Na pewno znacie to przysłowie: Szewc bez butów chodzi. Uniwersalność spostrzeżenia, które się za nim kryje, zawsze nas zadziwiała, ale też wydawało się nam, że owa prawda nie dotyczy osób, które zawodowo trudnią się czytaniem – które czytają, by publikować to, co napisali inni; by analizować i interpretować utwory prozatorskie, liryczne i dramatyczne współczesnych oraz mniej współczesnych, a nawet dawnych autorek i autorów; by innym podpowiadać, co warto przeczytać.
Nic bardziej mylnego – a już na pewno w tym ostatnim przypadku. Dopiero co zaczęliśmy w naszym piśmie zamieszczać – oprócz między innymi recenzji – przeglądy, w których współpracujące z nami osoby czytające polecają uwadze różnowiekowych odbiorców interesujące lektury, a już się okazało się, że (pośrednio) doradzając innym, co mają spakować do wakacyjnej walizki, sami w obliczu tego dylematu popadamy we frustrację. Co więcej, sytuacja ta jest czymś w naszym życiu stałym, od lat się powtarza.
Logistyczne wygibasy, by połączyć podróżnicze możliwości z chęciami, okazują się drobną niedogodnością w porównaniu z wysiłkiem, jakiego wymaga decyzja dotycząca tego, co my mamy zabrać ze sobą do czytania. To dla nas jeden z najtrudniejszych wyborów przed wyjazdem, nie tylko letnim, wakacyjnym, ale w zasadzie przed każdym, niezależnie od jego długości i charakteru. Lata doświadczeń pozornie pomagają, kiedy jednak przychodzi ten ostateczny moment przed zamknięciem torby, nie sposób uniknąć lawiny wątpliwości. Książka papierowa czy czytnik? A może jedno i drugie? Albo tablet… Wówczas będzie można nadrobić zaległości prasowe i długie newslettery, na które brakowało czasu w codziennej rutynie, w razie czego pod ręką będzie też aplikacja z książkami. I rzecz jasna dostęp do bogactwa na stronach miastoliteratury.com 😉 Chociaż może lepiej zapakować coś w papierze, bo ciągle te ekrany… Dobra, dorzućmy jeszcze jedną książkę, tak na wszelki wypadek. Tylko którą?
Dokonany wybór nie zawsze przekłada się na to, ile i co ostatecznie przeczytamy. Przecież niejednokrotnie zdarza się, że w podróży kupimy nową książkę (książki) albo lokalną gazetę. Bywa i tak, że bieg wypadków sprawi, iż z czytania nici.
Czy to nas czegoś uczy? A skąd, kolejny wyjazd i powtórka z wątpliwej rozrywki.
Tak, wiemy, są osoby, które mają do sprawy spokojniejsze, bardziej pragmatyczne podejście. Więcej spontaniczności, luzu, otwartości na to, co przyniesie wyjazd, a przede wszystkim mniej dźwigania. Staramy się podążać tą drogą, jesteśmy bardzo otwarci na to, co w podróży uda się zrobić i przeżyć, kogo spotkamy, czego się o sobie i innych dowiemy, co poznamy. Ale wciąż nie możemy się zdecydować, co spakować do czytania.