Marzec rozpoczął się nie tylko odwrotem zimowych temperatur, ale również kolejnymi wojennymi niepokojami na Bliskim Wschodzie. Zatem weszliśmy w następny miesiąc, którego dominantą będzie (nie)pokój właśnie.
Pozytywnych zmian na horyzoncie nie widać, nic na nie nie wskazuje. Trudno się żyje z poczuciem, że niepewność staje się czymś zwyczajnym, ale – zanim przyjdzie nam, obywatelom Polski, skarżyć się i narzekać – przypomnijmy sobie, że kilka dni temu za naszą wschodnią granicą rozpoczął się piąty rok wojny. W tej perspektywie, nawet ze wszystkimi swymi troskami i lękami, mamy się jednak dobrze – warto mieć to na uwadze.
Mimo że niepokój pozostaje jedną z dominujących kategorii, którymi możemy opisać współczesność – w tym współczesną literaturę – nie chcemy pozwolić, by nas to uczucie paraliżowało, ciągnęło na dno. Wystawiamy więc nos nad powierzchnię i próbujemy płynąć dalej. Robić swoje.
W marcu będziemy jeszcze w nieco zimowych tematach, ale tylko po to, by wypróbować moc ludowych porzekadeł. Z marca garnca, mieszając energicznie, wyłowimy zimowe haiku i opowiadanie. Wiosenne przesilenie objawi się zaś w nastrojach melancholijnych, którymi przesiąknięty jest niejeden tegomiesięczny tekst. Po dłuższej przerwie z dwoma utworami wraca na łamy „Miasta Literatury” Jacek Szafranowicz. Opublikujemy efekty pojedynków slamerskich grudniowo-styczniowych. Będą też rozmowy: o poezji – Pawła Baranowskiego z Ryszardem Horodeckim; o pewnym zjawisku społeczno-kulturowym – Antoniego Majewskiego z Grzegorzem Fortuną. Rozmowy podszyte pasją i erudycją. Z niemałą dozą ekscytacji zapowiadamy też opowieść Andrzeja Kasperka pod tytułem Historia kilku dedykacji Pawła Huellego. Historycznie, choć nieodlegle, pokaże się Anna Karczewska w podsumowaniu swego cyklu rozmów o polskiej literaturze współczesnej, w których publiczność mogła uczestniczyć w ostatnim kwartale 2025 roku. (Tym, którzy te wydarzenia przegapili lub z jakichś powodów nie mogli w nich uczestniczyć, polecamy to wszystko, co na Długiej 35 dzieje się obecnie – wybór przeogromny). Wyjątkowo, co zawdzięczamy niezmiennie krótkiemu lutemu, dwukrotnie pojawi się duet Skiba–Wróblewska w słowno-graficznych relacjach-esejach, w których poruszą, no cóż, także wątki niepojące.
Trzymajcie się. I czytajcie.