Pierwszy wierszyk
jaki udało mi się napisać
opowiadał o bólu zęba
który jak ptactwo
pojawia się znienacka
i dokucza.
Dziś wszystko się poszerzyło
i nabrało wagi
i ani mi się widzi
ubierać to w porównania.
Patrzymy na siebie
ptak i ja.
Ptak wkrótce odleci
a wówczas ja znów poczuję
jak stoję w miejscu.
Dziś
po każdym spotkaniu z ptakiem
zwracam się ku ziemi:
lot ptaka jest mi obcy
i w moich ustach
nie może być już
mową.
Gdańsk, 2018