Chciałabym być stara
i mieć matkę.
Móc do niej zadzwonić
(wiedząc, że odbierze)
jutro,
zawsze jutro.
Wiedzieć, że
gdzieś tam się krząta.
Obecność jej brać
za pewnik.
Tu, nie tu. Tam. Gdziekolwiek.
Złościć się, że moje ciało komentuje,
jak gdyby troszeczkę
należało do niej.
Ukryć się przed jej karcącym wzrokiem.
Wciąż do niej tęsknić
i wciąż jej nie chcieć.
Chciałabym być stara i mieć matkę.
Chciałabym być stara.
Chciałabym mieć matkę.