Rozmowa z poetką Ewą Poniznik-Bach.
Ewa Poniznik-Bach, rocznik 1988, mieszka i pracuje w Gdańsku. Jest absolwentką filologii rosyjskiej i filologii polskiej Uniwersytetu Gdańskiego, stypendystką Instytutu im. Aleksandra S. Puszkina w Moskwie. Wyróżniana i nagradzana w ogólnopolskich konkursach poetyckich oraz turniejach jednego wiersza, była tłumaczona na język białoruski. Publikowała w „Blizie”, „Autografie”, białoruskim dodatku do gazety „Nowy Czas” – „Literaturnaja Biełarus” oraz w antologiach pokonkursowych. Wydała arkusz poetycki czas teraźniejszy niesumienny (Wydawnictwo Grupa Plus, Pruszcz Gdański 2011) oraz tomik wierszy poza nocą (Oficyna Wydawnicza Tysiąclecia, Gdańsk 2017). Stypendystka Prezydenta Miasta Gdańska oraz Marszałka Województwa Pomorskiego w dziedzinie kultury.
Paweł Baranowski: Długo byłaś nieobecna w życiu środowiska poetyckiego w Trójmieście. Choć może właściwiej byłoby powiedzieć, że twoja obecność znacznie ograniczyła się z powodu obowiązków macierzyńskich, bo jednak bywałaś, choć nieczęsto, na niektórych wydarzeniach z maleńką córką. Co w tym okresie działo się u ciebie jako poetki? Jeśli nie miałaś możliwości brania aktywnego udziału w życiu literackim, to czy prowadziłaś je w swoim zaciszu domowym i jak ono wyglądało? Pisałaś w tym czasie wiersze? Piszesz nadal?
Ewa Poniznik-Bach: Macierzyństwo okazało się bardzo absorbującym obowiązkiem, przez co wszystkie inne aktywności zeszły na dalszy plan. Nie chciałam jednak rezygnować ze swoich pasji, więc gdy tylko pojawiała się taka możliwość, starałam się brać udział w wydarzeniach literackich. Zależało mi na kontakcie z ludźmi ze środowiska literackiego. Pisałam i nadal piszę o wiele mniej, niż przed urodzeniem córki, ale nie zamierzam z twórczości rezygnować. Jestem przekonana, że tworzenie było i będzie ważnym aspektem mojego życia.
PB: W wierszu zatytułowanym Anastasis wymownie i bez ogródek przedstawiasz pewne aspekty macierzyństwa. Rozumiem, że to jeden z twoich sztandarowych utworów, ważny, mocniejszy niż inne, będący kamieniem milowym, który wyznacza kierunek drogi, określa etap w życiu.
EPB: Są utwory, które stanowią dla mnie rozrachunek z czymś pozornie nie do przeskoczenia. To działa trochę jak terapia – autoterapia – która otwiera pewne furtki, w której sama sobie próbuję coś udowodnić. Przez długi czas żyłam w przekonaniu, że córka zabrała mi, skradła, jakiś ważny element mojego życia, że przeszkodziła w samorealizacji. Myślałam, że rozwijanie niektórych pasji i zainteresowań jest już za mną, że już nic w tym zakresie nie osiągnę. Przyznaję, że był taki czas, gdy miałam to córce za złe, żyjąc w poczuciu utraty ważnej cząstki mnie samej. Utwór Anastasis stanowił próbę rozliczenia z tym, co było, udowodnienia sobie, że zaskakujące wydarzenia w życiu nie mogą nas blokować i oddzielać od tego, co kochamy, że wszystko można z sobą pogodzić. To tekst o uczeniu się miłości, wzajemnego zrozumienia, o przełamywaniu barier i szukaniu nowych inspiracji.
PB: Co popchnęło cię do zajęcia się poezją? Instynkt, świadoma decyzja, przypadek? Czy postąpiłabyś tak ponownie?
EPB: Byłam przekonana, że studia filologiczne pobudzą moją kreatywność. Tymczasem filologia polska okazała się kierunkiem nudnym, stała się dla mnie źródłem zwątpienia i rozczarowania. Na drugim roku studiów zupełnie przypadkowo poszłam na warsztaty literackie i to była najlepsza decyzja, jaką wtedy podjęłam. Niespodziewanie odkryłam w sobie ducha poezji i zaczęłam pisać. Potem zaczęłam uczestniczyć w życiu literackim Trójmiasta i bardzo się w to wkręciłam. Każdy kolejny sukces motywował mnie do działania i wzmacniał wiarę w siebie. Oczywiście, postąpiłabym tak ponownie, bo podejrzewam, że gdyby nie to, nie poznałabym tylu interesujących ludzi, nie odwiedziłabym tylu niesamowitych miejsc, nie miałabym świadomości, że potrafię robić coś, co spotyka się z pozytywnym odbiorem.
PB: Czy w dzisiejszym świecie – pełnym bodźców, komunikatorów, szumu informacyjnego, natłoku słów, przekazów, wrzasku medialnego – pisanie poezji ma sens? Czy poezja to misja ponad chaosem, czy też po prostu kolejna forma komunikacji, równorzędna z innymi?
EPB: Według mnie pisanie poezji ma sens także w dzisiejszym świecie. Ale jak osoba tworząca do pisania podchodzi, to bardzo indywidualna i delikatna kwestia. Dla jednych (i chyba dla mnie) jest to forma terapii, dla innych rozwój umiejętności językowych, dla jeszcze innych sposób komunikowania się ze światem, a są też tacy, dla których to sposób na życie i źródło dochodu.
PB: Pozwól, że nawiążę jeszcze do wcześniejszego pytania: czy uważasz poezję za atrakcyjną formę komunikacji?
EPB: Tak, poezja jest atrakcyjną formą komunikacji, ponieważ pokazuje wiele spraw w sposób niedosłowny, wymaga doszukiwania się nowych, głębszych znaczeń, uświadamia, że rzeczywistość nie jest jednopłaszczyznowa, lecz daje nam wybór i możliwość poszukiwania rozwiązań.
PB: Czy masz plany poetyckie na najbliższą przyszłość i jak wpływa na nie to, że spodziewasz się kolejnego dziecka?
EPB: Roją mi się w głowie różne plany poetyckie, a od pewnego czasu coraz intensywniej myślę o pracy nad nowym tomikiem. Sądzę, że wiersze znowu będą bardzo kobiece, tyle że będziemy mieli do czynienia z przeżyciami kobiety dojrzalszej, która doświadczyła więcej dobrego i złego, ale nadal poszukującej.
PB: Twoja poezja, ogólnie rzecz biorąc, ma wyrazisty język i przekaz, mocną puentę. Manifestujesz w niej stany, poglądy, odczucia. Czym kierujesz się w swej poetyce, na co w niej stawiasz?
EPB: W swoich wierszach chcę pokazać rzeczywistość, często brutalną, i miejsce człowieka w tej rzeczywistości. Chcę też pokazać, jak człowiek jest traktowany przez innych oraz przez samego siebie, a także w jaki sposób sobie z tym radzi. To, o czym piszę, jest przede wszystkim wynikiem obserwacji tego, co się wokół mnie dzieje.
PB: Jakie inne – poza poezją – rodzaje sztuki przemawiają do ciebie?
EPB: Interesuje mnie każdy rodzaj sztuki (oczywiście w zależności od nurtu, gatunku itp.), lecz bardziej z punktu widzenia odbiorcy. Po poezji najbliższy jest mi teatr. Zanim zaczęłam pisać, próbowałam swoich sił właśnie na deskach teatru i pozostały mi z tego okresu miłe wspomnienia.
PB: Co Ewie poetce byłoby dziś najpotrzebniejsze jako poetce i osobie. Czy jest coś, czego pragniesz, o czym marzysz, czego ci brakuje i czego byś sobie życzyła?
EPB: Chciałabym się nauczyć systematyczności. Chciałabym, aby na mojej drodze znów pojawił się ktoś, kto da mi wiarę w siebie. Nie wiem, czy mi czegoś brakuje – może samozaparcia? Życie wiele mnie nauczyło i staram się żyć w przekonaniu, że wszystko, co się dzieje, ma sens i nie powinno podcinać skrzydeł, tylko stanowić bodziec do działania.