W poszukiwaniu straconych relacji

Fotografia: Tomasz Koszewnik
Fotografia: Tomasz Koszewnik

Wystawa Patryka Różyckiego Nie czuję nostalgii za wstydem, ale za naszym wspólnym czasem – prezentowana od 2 lutego do 28 kwietnia 2024 roku w Gdańskiej Galerii Miejskiej 1 przy ulicy Piwnej 27/29 – przypomina o istnieniu uczuć, o których boimy się mówić głośno. Jednocześnie daje pocieszenie, że nie jesteśmy w nich odosobnieni. Różycki traktuje nostalgię jak nieodłączną część życia, bez zbędnego tragizowania. Twórca dzieli się prywatnymi doświadczeniami i opowiada o cenie, jaką musiał zapłacić za sukces w świecie artystycznym. Łączy formy wizualne i literackość, komponując instalację oryginalną i skłaniającą do przemyśleń.

Patryk Różycki, artysta wizualny związany z Gdańskiem, studiował na gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych, a obecnie mieszka i realizuje swoje projekty w Warszawie. Malarz ma już na koncie wystawy indywidualne i zbiorowe. Był również kuratorem kilku edycji festiwalu performatywnego Kick Off Perfo i festiwalu krótkometrażowych filmów eksperymentalnych Baza. Mimo młodego wieku zdążył wypracować indywidualny styl – jego twórczość ma charakter konfesyjny i autobiograficzny. Prace artysty łączą malarstwo i literackość. Już same tytuły jego obrazów stanowią osobne historie, które potem łączą się w spójną opowieść o przeżyciach autora.

Nie inaczej jest z najnowszą wystawą Różyckiego. Od samego wejścia ekspozycja zaskakuje formą – składają się na nią murale i obrazy wykonane na płótnie, wypełniające całą przestrzeń sali aż po sufit. Nie ma tam miejsca na białe powierzchnie i niedopowiedzenia. Artysta tym samym nawiązuje do street artu i przekracza granice sacrum tradycyjnej sztuki. Malowidła są opatrzone rozbudowanymi opisami, co sprawia, że cała instalacja ma charakter utworu poetyckiego, umieszczonego w miejskiej przestrzeni. Przywodzi na myśl anonimowe wyznania czy sentencje, które od czasu do czasu pojawiają się na murach w różnych miejscach w mieście.

Różycki opowiada o swoich doświadczeniach związanych z wchodzeniem w dorosłość. Wspomina wyjazd na studia do Gdańska z małego miasta i towarzyszące mu wtedy uczucie nadziei na lepsze jutro, które powracało przy kolejnych przeprowadzkach. Artysta daje się poznać jako niespokojna dusza, która nie umie znaleźć sobie miejsca w nowoczesnym świecie. Jest jak współczesny, dojrzały już, bohater powieści J.D. Salingera. Zamiast skupić się na przyszłości, nieustannie wraca do przeszłości, która nie pozwala mu iść dalej, ale jednocześnie niesie ze sobą poczucie bezpieczeństwa. Obrazy stanowią kadry z poszczególnych wspomnień, zacierających się już w pamięci autora. Mężczyzna przypomina sobie pierwsze zawody miłosne, zerwane przyjaźnie i skomplikowane relacje z rodziną. Momenty te otwierają pole do uniwersalnych rozważań na temat kondycji człowieka wkraczającego w dorosłość w XXI wieku.

Różycki zadaje sobie pytanie, co by się stało, gdyby nawiązał realny kontakt z tym, co minione, i odezwał się do starych znajomych. Przygotowuje się na odrzucenie i wyrzuty. Tworzy alternatywne scenariusze, często skrajnie pesymistyczne, i obawia się bycia zapomnianym. Artysta szczerze opowiada o myślach, z którymi wszyscy się zmagamy, lecz nie mamy odwagi mówić o nich głośno. Porusza również temat porzucenia prywatności na rzecz sztuki i kosztów takiego poświęcenia. Ceną osobistego sukcesu było pogorszenie relacji z bliskimi.

Wystawa Różyckiego jest monologiem, strumieniem świadomości, pamiętnikiem i listem do bliskich autora. Z jego doświadczeniami mogą utożsamić się szczególnie młodzi dorośli, którym nieobce jest podglądanie starych znajomych na portalach społecznościowych czy opowiadanie o traumach dzieciństwa na fotelu terapeuty. Wydarzenia opisane przez artystę są jednak na tyle uniwersalne, że również starsi i młodsi odbiorcy będą w stanie dostrzec w nich fragmenty własnego życia i niewypowiedziane obawy. Malarz podkreśla, że nie da się uciec przed samym sobą, nawet zmieniając miejsce zamieszkania, a przeszłość jest wiecznie żywa w naszej pamięci. Strach przed wspomnieniami wstrzymuje nas przed pójściem naprzód, ale mimo to trudno się powstrzymać przed rozpamiętywaniem.

Nie czuję nostalgii za wstydem…  skłania do refleksji nad tym, co sami poświęciliśmy w imię sukcesu. Ile obiecujących relacji zaprzepaściliśmy? Czy udałoby się nam je odbudować? Dlaczego tak wiele kosztuje nas wyciągnięcie ręki do drugiego człowieka? Może awans jest dla nas wyłącznie sposobem na dowartościowanie się w oczach innych, a tak naprawdę nas od nich oddala. Dopiero przyglądając się niektórym powszechnie odczuwanym obawom z perspektywy obserwatora, jesteśmy w stanie dostrzec ich absurdalność w naszym własnym życiu.

Patryk Różycki, mówiąc o przeszłości i dzieląc się swoimi spostrzeżeniami, nie przyjmuje postawy moralizatorskiej. Zostawia odbiorcom wyciągniecie wniosków ze swoich doświadczeń i ich interpretację. Dzięki temu wystawie jest daleko do banału. Tematy, które porusza artysta, nie są nowością – wielokrotnie przedstawiano je już w sztuce i literaturze. Nostalgia jest uczuciem, które odczuwają wszyscy, a szczególnie artystyczne dusze. Jej nadmiar często ma jednak destrukcyjne działanie. Różycki opowiada o współczesnej formie nostalgii, towarzyszącej ludziom XXI wieku. Podczas gdy bohaterowie dramatów romantycznych tęsknili za ojczyzną lub utraconą miłością, milenialsi wciąż poszukują części siebie, które stracili podczas wchodzenia w dorosłość. Czy jest to prozaiczne? Może, ale artysta nie ocenia, lecz swoją sztuką sprawia, że wspólnota doświadczeń przynosi pocieszenie.

Dla Różyckiego przeszłość jest nieodłącznie związana z poczuciem wstydu. Ludzie często marzą o awansie społecznym, żeby wypełnić towarzyszące im poczucie pustki i dowartościować się w oczach innych. Różycki wykazał się odwagą, opowiadając o swoich uczuciach. To ciemna strona życia artystów, która dopiero od niedawna zaczęła być popularnym tematem w dyskursie publicznym. Jednocześnie twórca nie użala się nad sobą i nie narzeka na trudny los, i dzięki temu jego relacja staje się autentyczna. Przyglądając się jej z punktu widzenia postronnych obserwatorów możemy sobie uświadomić, że najbardziej surowymi krytykami jesteśmy dla siebie samych.

W wystawie Różyckiego nie chodzi o perfekcję formy ani o usilne dążenie do oryginalności. Jej główne atuty to szczerość i autentyczność. Przemyślenia artysty płyną prosto z serca, dlatego tak łatwo jest się z nimi utożsamić. Instalacja nie polega na dążeniu do wywołania estetycznego zachwytu, lecz próbuje skłonić odbiorców do przemyśleń. Realizuje tym samym najważniejszy cel sztuki współczesnej, który często zostaje zepchnięty na drugi plan przez awangardową koncepcję, odwracającą uwagę od przesłania. Instalacja Różyckiego zbliża widzów do siebie wzajemnie, a nie ich od siebie oddala. Zaciera też granice między sztuką a codziennością oraz między artystą a przeciętnym zjadaczem chleba.

Julia Halemba

Julia Halemba

Studentka filologii polskiej na Uniwersytecie Gdańskim. Interesuje się sztuką, poezją, ceramiką i różnymi formami literackimi. Pochodzi z Katowic, a obecnie mieszka w Gdańsku. W wolnym czasie rozwija swoje artystyczne pasje.

udostępnij:

Przeczytaj także:

Wykoleić czytelnika z codzienności Wykoleić czytelnika z codzienności Wykoleić czytelnika z codzienności
Przemysław Zawrotny

Wykoleić czytelnika z codzienności

Pisanie jako dodawanie fałd Pisanie jako dodawanie fałd Pisanie jako dodawanie fałd
Grażyna Świętochowska

Pisanie jako dodawanie fałd